Schronisko dla zwierząt - wizytówka naszej cywilizacji

Autor Wiadomość
Maria Borkowska

55

2017-11-08 07:59:19

Zakładam ten wątek spodziewając się ogromnej fali hejtu, ale trudno. Ochrona zwierząt to temat, o którym trzeba rozmawiać. Zwłaszcza w mieście, w którym do zwierząt strzela się z wiatrówek, gdzie się je dla zabawy przejeżdża samochodami i na różne sposoby nad nimi znęca. Widziałam takie zwierzęta, kilka po wyjęciu śrutu mamy w Kociętniku. Widujemy - i to nie rzadkość - kocięta wyrzucane w pudełkach, jak śmieci. Odwodnione, wychudzone, ledwie żywe trafiają do nas w rozpaczliwej kondycji. To są ofiary PRZESTĘPSTWA, tyle że najczęściej sprawcy pozostają nieznani.

Przez 3 lata Giżyckie Stowarzyszenie BRAT KOT prowadząc program Kociętnik w bardzo trudnych warunkach, na granicy przetrwania mimo miejskiej dotacji, udzieliło pomocy ok 500 kotom: kociętom zostawionym własnemu losowi, kotom po wypadkach, chorym, porzuconym. 240 poszło do adopcji. Aktualnie mamy pod opieką ponad 80 zwierząt. Rośnie niestety grupa rezydentów - kotów, których kondycja raczej wyklucza adopcję, a także wypuszczenie w przestrzeń miasta, gdzie znów czekałoby je okrucieństwo ludzkie i ostry klimat.

Panów samorządowców ukrytych tu pod neutralnymi nickami, ale także innych dyskutantów, którzy zawsze mają na wszystko gotowe recepty, chciałabym zachęcić, żeby zanim zaczną się wyśmiewać z kotków i tych paniuś, które się nimi zajmują, zadali sobie fatygę zapoznania się z Programem Kociętnik, np. przyjechali z wizytą i zobaczyli. U nas nie ma nic tajnego, drzwi są otwarte, o wszystkim można rozmawiać, odpowiemy na każde pytanie, pokażemy warunki, w jakich stowarzyszenie wykonuje swoją misję. Ale proszę przy tym pamiętać, że ochrona zwierząt to zgodnie z polskim prawem ZADANIE WŁASNE GMINY. To de facto Wy, samorządowcy, jesteście odpowiedzialni za los bezdomnych zwierząt. My, tworząc takie programy jak Kociętnik, wyręczamy Was i zdejmujemy z Was ciężar organizacji, ogromnej pracy, i znaczących kosztów. Wy dajecie trochę pieniędzy i - mówiąc kolokwialnie - macie "wywalone" na resztę, nie chcecie widzieć, w jak trudnych warunkach działamy, jak rozpaczliwie brak nam pieniędzy nawet na karmę dla zwierząt.

Statystyka bezlitośnie obnaża fakty: w mieście wielkości Giżycka istnieje potrzeba funkcjonowania normalnego, sprawnie zorganizowanego, schroniska dla zwierząt. Setki psów i kotów potraktowanych podle przez podłych ludzi muszą mieć gdzie znaleźć schronienie. Z mojego punktu widzenia nie jest to wcale cel gorszy niż np. zajęcia sportowe czy imprezy kulturalne, pochłaniające znaczne sumy. Wszystko jest kwestią wyboru i ludzie zawsze będą uważali własne cele za ważniejsze. Jednak problem opieki nad bezdomnymi zwierzętami istnieje i jest szczególnie wstydliwy: to, jak traktujemy zwierzęta w potrzebie, to jak o tym myślimy, mówimy i co w tej sprawie robimy, wyznacza nasz poziom cywilizacyjny.

Jest listopad a niemal codziennie trafia do nas jakiś kolejny wyrzucony, zagubiony kociak. Zbliżamy się do końca roku i czas odpowiedzieć na pytanie, co dalej? Kolejny chudy grant zmuszający Stowarzyszenie do nieustającej żebraniny i prób przetrwania w bardzo trudnych warunkach lokalowych? A może brak grantu i 80 kotów odwiezionych do Ratusza, żeby się nimi zajęli radni i urzędnicy? A co z następnymi zwierzętami, które będą wymagały pomocy? Więc może pora spokojnie i poważnie porozmawiać o przyszłości ochrony zwierząt w Giżycku.

Z pewnością nie jest to cel mniej ważny niż np. koncert hip-hopu. A może jednak ważniejszy?

 
yorguś Mężczyzna

1,221

2017-11-08 10:12:59

Koty w kociętniku się grzeją - a na ulicach Giżycka latają beztrosko szczury (tyle żarcia dla kotów).

Trzeba koty "zaktywizować" do pracy na rzecz podatnika, niech nie siedzą bezczynnie czekając na przyniesioną przez człowieka "michę", tylko biorą się za świeże mięsko latające po ulicach. Wtedy będzie potrzeba pomocy tylko chorym kotom, a nie wyleniałym kocurom, które idą na łatwiznę - no bo ktoś przecie do takiego łatwego i przyjemnego życia je przyzwyczaił… .

 
Z.J. Mężczyzna

2,538

2017-11-08 11:55:17

Mam gotową receptę. Proszę zainteresować pomysłem wójta gminy Giżycko. Podatnik wiejski statystycznie jest bogatszy od miejskiego, a nie ma na garbie ani twierdzy, ani imprez masowych typu hip-hop, airshow, ani budek dla ptaków, kibli dla psów, kociętników itp… a zadania własne wszystkich gmin w Polsce są identyczne.

Odnośnie dofinansowania biletowanych imprez jak hiphop z kieszeni podatnika. Mam cichą nadzieję, że po wdrożeniu karty Giżycczanina jej posiadacze będą mieli na imprezy za które już raz zapłacili w podatkach wstęp bezpłatny. W innym przypadku to nie jest fair.

 
Maria Borkowska

55

2017-11-08 15:13:07

Jeszcze raz bardzo proszę, żeby dyskutanci zapoznali się z materią, o której mówimy. Pisanie o "wyleniałych kocurach idących na łatwiznę" ma zapewne swoje źródło w bajkach z dzieciństwa, może kreskówkach Disneya. Sprawa jest na prawdę o wiele bardziej skomplikowana.

 
Dzialkowiec

200

2017-11-08 15:32:51

Maria Borkowska:

Zakładam ten wątek spodziewając się ogromnej fali hejtu, ale trudno.

Ocenę zacząłbym od siebie. I tutaj na forum, i na facebooku, osoba o tych danych jest jednym z większych hejterów w lokalnym internecie. Bardzo łatwo mogę to udowodnić.

Maria Borkowska:

Ochrona zwierząt to temat, o którym trzeba rozmawiać. Zwłaszcza w mieście, w którym do zwierząt strzela się z wiatrówek, gdzie się je dla zabawy przejeżdża samochodami i na różne sposoby nad nimi znęca, kocięta wyrzucane w pudełkach, jak śmieci.

Bujdy, bzdury i farmazony. Prostackie uogólnienie mające na celu wzbudzenie wrażliwości. Podważa Pani działalność policji i sens istnienia Straży Miejskiej? Proszę pochwalić się liczba wniosków złożonych do tych służb.

Maria Borkowska:

Przez 3 lata Giżyckie Stowarzyszenie BRAT KOT … udzieliło pomocy ok 500 kotom

Proszę, rzetelnie podać informację, ile Stowarzyszenie Brat Kot otrzymało środków finansowych z Budżetu Miasta Giżycko, ogólnie z każdej puli przez okres 3 lat.

Maria Borkowska:

Rośnie niestety grupa rezydentów - kotów, których kondycja raczej wyklucza adopcję, a także wypuszczenie w przestrzeń miasta, gdzie znów czekałoby je okrucieństwo ludzkie i ostry klimat.

Ostry klimat dla kota? A skąd one pochodzą, z Portugalii i są przyzwyczajone do słońca?

Maria Borkowska:

proszę przy tym pamiętać, że ochrona zwierząt to zgodnie z polskim prawem ZADANIE WŁASNE GMINY. To de facto Wy, samorządowcy, jesteście odpowiedzialni za los bezdomnych zwierząt.

Zadania własne gminy to także:

Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy. W szczególności zadania własne obejmują sprawy:

- gminnych dróg, ulic, mostów – conajmniej 10 ulic w Giżycku to nadal błoto po kostki, a mostu jak nie było tak nie ma

- wodociągów, kanalizacji, usuwania i oczyszczania ścieków – obecny burmistrz sobie z tym nie radzi, vide zalany Park.

- edukacji publicznej – tynk spadający z sufitu, najlepiej pokazuje jaki jest stan szkół w mieście

- ochrony zdrowia – jak sobie radzi nasz włodarz, wystarczy zobaczyć co się dzieje ze szpitalem

- gminnego budownictwa mieszkaniowego – temat leży odłogiem, ceny mieszkań wyższe niż w okolicy, przez co młodzi ludzie wyjeżdżają z miasta

- cmentarzy gminnych – była Pani na procesji na nowym cmentarzu? Z powodu błota nie dało się przejść. Burmistrz nie umie rozwiązać nawet tak prostego problemu

- polityki prorodzinnej – 2016 to najgorszy rok od 1945 roku w liczbie urodzeń i zameldowań noworodków w Giżycku

- wspierania i upowszechniania idei samorządowej i wdrażania programów pobudzania aktywności obywatelskiej – u nas takie tematy nie istnieją, o zwykłe konsultacje społeczne ciężko jest się doprosić. Niestety Pani koledzy z komitetu wyborczego mają takie sprawy głęboko w poważaniu.

I dopiero teraz, na liście priorytetów i obowiązkowych zadań własnych gminy, możemy wpisać informacje o kotach. Bo chyba nie stawia tego Pani wyżej niż edukacja, zdrowie, czy mieszkania?

Maria Borkowska:

Więc może pora spokojnie i poważnie porozmawiać o przyszłości ochrony zwierząt w Giżycku.

Oczywiście! Jednak z góry możemy założyć, że wniosek końcowy będzie jeden. Głębiej sięgnąć do kieszeni podatnika! Burmistrz w roku wyborczym da na pewno.

 
yorguś Mężczyzna

1,221

2017-11-08 16:00:08

Maria Borkowska:

Jeszcze raz bardzo proszę, żeby dyskutanci zapoznali się z materią, o której mówimy. Pisanie o "wyleniałych kocurach idących na łatwiznę" ma zapewne swoje źródło w bajkach z dzieciństwa, może kreskówkach Disneya. Sprawa jest na prawdę o wiele bardziej skomplikowana.

Pani Mario, temat znam od podszewki rozmawiając wielokrotnie z Panią, która dokarmia koty przy ul. Kościuszki 12. Podziwiam ludzi, którzy kochają zwierzęta- sam je kocham, jednak natura stworzyła procesy, które są zakłócane przez nadtroskliwość człowieka. Uważam, że Pani przesadza z tym "dbaniem" o wolno żyjące koty. Kot chadza swoimi ścieżkami- a Pani chce im wyznaczyć własną ścieżkę - czyli wie Pani co jest lepsze dla kota. Żale o dofinansowanie Pani organizacji "Brat Kot" odczytuję jako lobbing mający na celu zmuszenie władz miasta do wyłożenia większych środków finansowych na "rezydowanie" wyleniałych kocurów, które przez Państwa działania zatraciły już instynkt samozachowawczy i dar przetrwania w naturalnych warunkach. Pani Mario, wiem że są to ostre słowa, ale Pani równie ostro pogrywa sobie z nami i tu i na FB. To nic osobistego, staram się Panią sprowadzić na ziemię- wiem, że to nic nie da- ale warto rozmawiać. Co do chorych i starach kotów pełna zgoda, potrzebują opieki.Te w pełni sił nie powinny być dokarmiane.

 
KLON Kobieta
hardcore crust

1,930

2017-11-08 18:33:50

Maria Borkowska:

to, jak traktujemy zwierzęta w potrzebie, to jak o tym myślimy, mówimy i co w tej sprawie robimy, wyznacza nasz poziom cywilizacyjny.

Sama prawda tylko jak Pani zostanie weganką to możemy jak równy z równą porozmawiać o tym poziomie cywilizacyjnym. Bezdomne koty czy psy nawet w zimowych warunkach w porównaniu do świni czy krowy mają "haj lajf" bo mają szansę przeżyć jak są odpowiednio wytrwałe genetycznie i w lokalnej kulturze są nikłe szanse by skończyły na talerzu lub jako materiał na buty (chociaż smalec z psa podobno jest leczniczy a skórka z kota podobno leczy reumatyzm :- ) )

Z doświadczenia wiem, że schronisko choćby jak najlepsze to zwykły obóz koncentracyjny gdzie zwierzęta tyją, mają mało ruchu, dziesiątkują je choroby z powodu dużego zagęszczenia i często kończą żywot w takim miejscu nie mając szansy by ktoś je zabrał do domu z ulicy.
Taka jest prawda i etycznie żyjący człowiek nie może do tego przykładać reki. To jak dokarmianie dziko żyjących zwierząt. Niby humanitaryzm i ekologia a w rzeczywistości zwykła hodowla (często na cudzym i za cudze pieniądze) i biznes ( proszę sprawdzić ile w lokalnych kołach łowieckich płaci się za kilogram ustrzelonej zwierzyny).

Taką działalność jaką prowadzi Brat Kot można tylko i wyłącznie traktować jako hobby. To nic innego jak np. hodowcy gołębi. Z tą różnicą, że hodowcy gołębi utrzymują gołębie za swoje pieniądze a wy wyciągacie ręce po wspólną kasę.
Nie ma na to zgody.
Wracając do wątku jaki jest na początku mojego wpisu. Mdli mnie jak czytam o tej dobroci dla zwierząt u osób, które noszą skórzane buty, codziennie jedzą zwłoki zwierząt i są otyłe w świecie gdzie głód wśród ludzi nie jest czymś niespotykanym.

Nie lubię melisy. Uspokaja mnie wkurzanie innych.
 
Andrzejew

46

2017-11-08 23:33:29

Rozumiem, że Brat Kot został powołany kilka lat temu by zwalczać problem bezdomności kotów. No to teraz proste pytanie - czy dzisiaj ten problem bezdomnych kotów jest mniejszy niż 3 lata temu? Bo z tego co ja widzę i z tego co Pani pisze, to wynika że tych kotów jest coraz więcej.

A dlaczego jest tych kotów coraz więcej? Nie, nie dlatego że nagle więcej osób wyrzuca te koty z domów. Ja powiem wprost dlaczego jest ich więcej, bo ktoś te koty ciągle dokarmia, ktoś je zaprasza na tereny osiedli, ktoś je w końcu trzyma nielegalnie w piwnicach (sprawiając przy okazji, że klatki śmierdzą kocim moczem) i efekt jest taki, że te koty się po prostu tylko rozmnażają. W ten oto sposób problem się rozrasta, mimo pięknych haseł i często działania w dobrej wierze (bo zakładam że takie jest).

To też tłumaczy dlaczego nie ma praktycznie problemu z bezdomnymi psami, a jest z bezdomnymi kotami.

 
Maria Borkowska

55

2017-11-09 08:06:19

[Oryginał: 2017-11-09 07:35:02]

Przeczytałam to, co Państwo powyżej napisali i nie jestem zdziwiona treścią. Tak zwykle mówią i piszą ludzie, którzy chętnie teoretyzują na każdy temat. Jednak z jakiegoś powodu lepiej się rozmawia w gronie praktyków, i do takiej mini praktyki serdecznie Państwa zachęcam. Zapraszam na jeden dzień wolontariatu do Kociętnika. Tylko jeden dzień. Zachęcam także, żeby Państwa poglądy przedyskutować z lekarzami weterynarii.

Do pana Andrzejewa: rozwiązywanie bezdomności zwierząt polega na tym, że bezdomnemu zwierzęciu udziela się pomocy, leczy, szczepi, pomaga dorosnąć i znajduje dom. I to właśnie robimy. Przykładamy się też bardzo do sterylizacji kotów. Ale możemy tylko tyle, ile możemy, łapiemy te, które nam ktoś wskaże. Wielu ludzi przechodzi obojętnie wobec bezdomnych zwierząt i informacja o ich bytowaniu w jakimś miejscu, w ogóle do nas nie trafia. One się rozmnażają, bo tak działa natura, a my zamiast dostać kotkę w lutym do sterylizacji dostajemy jej 6 kociąt w czerwcu - do pełnej opieki, szczepień, karmienia itd. Tu niestety też działa ta nasza lokalna znieczulica: to ciągłe powtarzanie niektórych, ze kotów najlepiej nie ruszać, nie widzieć - w domyśle: same wyginą. Nie wyginą. Bedą cierpiały, będą się pazurami trzymały życia, będą się rozmnażały.
I prawda jest taka - choć być może nie chcecie jej słyszeć - że kto obok kociej bezdomności przechodzi obojętnie, ten właśnie sam naraża nasze Stowarzyszenie na niepotrzebną pracę, a Miasto na koszty. To po prostu kolejny obszar, za który wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, my, mieszkańcy.

Do pani KLON. Panią szczególnie zapraszam do Kociętnika, żeby Pani naocznie sprawdziła, czy Kociętnik to obóz koncentracyjny. Wierzę, że ma Pani smutne doświadczenia, pewnie wielu z nas widziało takie złe schroniska i na ich podstawie wyrabia sobie ostateczny pogląd o wszystkich schroniskach. Ale tak wcale nie musi być. Zapraszam. A co do wegetarianizmu-weganizmu, to proszę Pani, koty są drapieżnikami i trzeba je karmić zwierzęcym białkiem. One fasoli nie zjedzą. Więc może nie ma aż takiego znaczenia, czy opiekun kotów koniecznie jest weganinem czy nie.

Pisze Pani: "Taką działalność jaką prowadzi Brat Kot można tylko i wyłącznie traktować jako hobby." I porównuje opiekę nad bezdomnymi zwierzętami do hodowania gołębi. Otóż myli się Pani. Polskie prawo nakazuje opiekować się bezdomnymi zwierzętami domowymi. Nie ma wśród nich gołębi, jeży ani łosi. Są psy i koty. I większość stowarzyszeń, fundacji i organizacji zajmuje się i psami i kotami. W Giżycku - tak niestety nie było. Istnieje wprawdzie schronisko w Bystrym, ale ono postanowiło kotów nie przyjmować. Los kotów w mieście był dramatyczny - wraz z weterynarzami możemy poopowiadać szczegóły. Z tej potrzeby narodził się BRAT KOT.

Polskie prawo dopuszcza wprawdzie istnienie kategorii "koty wolno żyjące" ale BRAT KOT tą kategorią się niemal nie zajmuje (z wyjątkiem krótkiej opieki po zabiegach sterylizacji). To są te dorosłe, przyzwyczajone do samodzielnego życia koty, które nota bene i tak człowiek, zwłaszcza w mieście musi karmić. Te, których mieszkańcy Giżycka tak nie lubią, do których strzelają, wczoraj znów na Olsztyńskiej ktoś przejechał kota autem. Widziałam w lecznicy zdjęcie rtg: potrzaskana miednica, połamane nogi, jedna wyrwana ze stawu biodrowego. I oczywiście sprawca uciekł, kto by się tam przejmował kotem!
Więc kim zajmuje się BRAT KOT? My zajmujemy się zwierzętami NIEZDOLNYMI DO SAMODZIELNEJ EGZYSTENCJI:
- kociętami porzuconymi przez bezdomne matki po zakończeniu karmienia mlekiem czyli ok 7 tygodnia (żadnych szans na samodzielne przeżycie);
- kociętami wyrzuconymi przez "ludzi", bo im się nie chciało wysterylizować swojej kotki - to wsadza się kocięta do pudełka od butów i pozostawia na przystanku, na tyłach jakiegoś sklepu, w klatce schodowej itd., wycieńczone, umierające;
- kotami bezdomnymi po wypadkach drogowych i aktach okrucieństwa - tu często jest długotrwała pielęgnacja zwierzęcia, u lekarzy weterynarii nie ma na to warunków;
- bezdomnymi kotami chorymi, w przypadkach, gdy weterynarz uznaje, że nie ma powodu do uśpienia,
- bezdomnymi kotami po zabiegach sterylizacji i kastracji, żeby nie doszło do zakażenia rany.
Jeśli zadadzą sobie Państwo odrobinę fatygi, żeby zapoznać się z faktami o naszych zadaniach i pracy, zapewniam: ochota do jej lekceważenia zacznie maleć…

[Dodano: 2017-11-09 08:06:19]

Do pana Działkowca: chętnie podyskutuję, ale proszę się ujawnić z imienia i nazwiska. Napisał Pan o mnie, że jestem hejterem :-), więc muszę wiedzieć z kim rozmawiam. Może z drugim hejterem? Takie mam podejrzenie wnosząc z treści…

 
Z.J. Mężczyzna

2,538

2017-11-09 11:20:20

W pełni zgadzam się z przedmówcami. Może za wyjątkiem tego, że jestem mięsożercą i lubię zjeść świeżego "tatara" z krowy hodowanej i zabitej wbrew obrońcom zwierząt. Najlepszego tatara w Giżycku serwują w St. Bruno. Polecam! :ok:

Maria Borkowska:

Przeczytałam to, co Państwo powyżej napisali i nie jestem zdziwiona treścią. Tak zwykle mówią i piszą ludzie, którzy chętnie teoretyzują na każdy temat.

Widzę, że uwielbia Pani ludzi szufladkować. W takim razie też podzielę się swoją teorią.

Wolno żyjące koty wyłapują najczęściej ludzie którym doskwiera samotność. "Opuszczone" przez własną rodzinę, która żyje już własnym życiem gdzieś wiele kilometrów stąd, widywaną jedynie "od święta"… albo i nie.
Być może dlatego, że czują się "skrzywdzeni" przez ludzi - wybierają zwierzęta.
Koty są im potrzebne do zaspokojenia własnej, egoistycznej potrzeby poczucia bliskości, bycia komuś potrzebnym. Pod tym względem "Brat Kot" pełni pożyteczną rolę jako swego rodzaju naturalny "antydepresant"… a zwierżęta to tylko "narzędzia terapeutyczne".

Maria Borkowska:

Zapraszam na jeden dzień wolontariatu do Kociętnika. Tylko jeden dzień. Zachęcam także, żeby Państwa poglądy przedyskutować z lekarzami weterynarii.

Czyżby brakowało ludzi do darmowej pracy w kociętniku? :shock: Nasi mieszkańcy są jednak bez serca.

Dla weterynarzy zabiegi sterylizacji i opieka lekarska za pieniądze wyrwane pod przymusem podatnikowi to pewny, stały dochód, więc trudno spodziewać się jakichkolwiek głosów krytyki. Nie robią tego przecież bezpłatnie prawda? :clap:

Maria Borkowska:

A co do wegetarianizmu-weganizmu, to proszę Pani, koty są drapieżnikami i trzeba je karmić zwierzęcym białkiem. One fasoli nie zjedzą. Więc może nie ma aż takiego znaczenia, czy opiekun kotów koniecznie jest weganinem czy nie.

Chodziło raczej o hipokryzję "opiekunów", którzy pochylają się z troską nad "biednym kotkiem", a następnie idą do Bideronki kupić np. jaja oznaczone cyfrą 3, co oznacza, że kury które je znoszą żyją w warunkach urągających tytułowej "naszej cywilizacji".
Otóż zwierzęta wolno żyjące są szczęśliwsze niż jakiekolwiek zwierzęta hodowane jako produkt spożywczy. Film na ten temat:

Maria Borkowska:

Polskie prawo nakazuje opiekować się bezdomnymi zwierzętami domowymi.

Nakazuje też opiekę i wychowanie dzieci, bezpłatną służbę zdrowia itp. itd. Jak wygląda wywiązywanie się urzędników z tych (o wiele ważniejszych) nakazów wszyscy wiemy, dlatego powinniśmy się kierować priorytetami. Najpierw opieka zdrowotna dla ludzi, na końcu dla zwierząt.

Mam jednak dla Kociego Bractwa kolejną gotową receptę na łatwy i pewny dochód.

1. (Piszę w swoim imieniu) od pieniędzy miejskiego podatnika proszę się już "odessać". Wydaliśmy na koty wystarczająco dużo. Czas teraz na podatników gmin ościennych, do których nawet nie zwracaliście się pewnie z podobnym wnioskiem. Każdy doi tylko "miastowych", bo z wielu względów są najbardziej podatni.

2. Na Twierdzy Boyen jest mnóstwo pustych pomieszczeń. Zapewne któreś z nich nadawałoby się do adaptacji na schronisko. Miasto mogłoby (w ramach wkładu miejskiego podatnika) wam taki lokal użyczyć bezpłatnie (ale poza tym absolutnie żadnych dotacji).

3. Schronisko na twierdzy ma szereg zalet.
a) Twierdzę rocznie odwiedza 100.000 ludzi.

b) Wystarczy skierować trasę zwiedzania tak, aby ludzie przechodzili obok zaniedbanych kociąt. Ważne, aby zwiedzający mogli tam zajść, porozmawiać z Panią Marią, która obrazowo opisze niebywałe okrucieństwo miejscowych (strzelanie z wiatrówek, rozjeżdżanie samochodami, wydłubywanie oczu itp.) i dobre serce własnych wolontariuszy (którzy wyłapują koty i zamykają w bezpiecznym więzieniu)

c) …teraz wystarczy tylko postawić pojeeeemną, przeźroczystą urnę do której będą wpadać monety i bank-noty od turystów z dziećmi "zmiękczonych" widokiem zabiedzonych kotków.

d) Niech tylko co drugi zostawi tylko złotówkę, to macie więcej pieniędzy niż jest do wyrwania biednemu, giżyckiemu podatnikowi.

e) W Giżycku działają zakłady mięsne. Podpisać umowę o dostarczaniu odpadów poprodukcyjnych jako paszę dla zwierząt (tak chyba zaopatruje się schronisko w Bystrym).

f) Za zaoszczędzone na drogiej, niemieckiej karmie (kupowanej dotąd za pieniądze giżyckiego podatnika) pieniądze opracować recepturę wytwarzania karmy przez miejscowych przedsiębiorców. Zakupić (nawet z pieniędzy podatnika) maszyny konieczne do jej wytwarzania. Nadwyżki sprzedawać innym bractwom kocim w Polsce zamiast dopłacać do niemieckich emerytur.

Proste?

 
KLON Kobieta
hardcore crust

1,930

2017-11-09 17:38:56

Maria Borkowska:

Pisze Pani: "Taką działalność jaką prowadzi Brat Kot można tylko i wyłącznie traktować jako hobby." I porównuje opiekę nad bezdomnymi zwierzętami do hodowania gołębi. Otóż myli się Pani. Polskie prawo nakazuje opiekować się bezdomnymi zwierzętami domowymi. Nie ma wśród nich gołębi, jeży ani łosi. Są psy i koty. I większość stowarzyszeń, fundacji i organizacji zajmuje się i psami i kotami. W Giżycku - tak niestety nie było. Istnieje wprawdzie schronisko w Bystrym, ale ono postanowiło kotów nie przyjmować. Los kotów w mieście był dramatyczny - wraz z weterynarzami możemy poopowiadać szczegóły. Z tej potrzeby narodził się BRAT KOT.

Nie będę ideologicznie się rozwodzić bo nie ma szans byśmy się zrozumiały.
Mam tylko taką jedną radę.
Schronisko w Bystrym jest miejskie. Miasto co pewien czas (raz w roku? ) ogłasza przetarg na jego prowadzenie. Nic nie stoi na przeszkodzie by stowarzyszenie Brat Kot stanęło do przetargu i go wygrało.
Wtedy może zająć się także kotami jak podpisze stosowną umowę z UM.
Będą pieniądze na pracowników, weterynarza i karmę dla tych "drapieżników" co to jedzą żarcie z puszki, przygotowane w rzeźni.
Nie trzeba będzie grantów, kasy z B.O. bo w ramach komercyjnej umowy miasto będzie musiało płacić :-)

Nie lubię melisy. Uspokaja mnie wkurzanie innych.
 
Maria Borkowska

55

2017-11-10 14:48:51

Do pana ZJ. Fajne są takie gotowe recepty… Ja też umiem, zza biurka. Ale nie pozwalam sobie, gdy nie znam materii, by nie wypaść śmiesznie.
Więc:
Byłabym najszczęśliwsza gdyby na twierdzy znalazło się miejsce dla schroniska, byłby to też piękny hołd dla śp. p. Domaniewskiego. Zależy to jednak od koncepcji władz miejskich, a nie ode mnie.

Proszę już raz skończyć z tymi bajkami o niemieckiej karmie dla kociętnika za Pana podatki. W umowie z Miastem na Program Kociętnik mamy dwie dotacje:
1. Etat opiekuna zwierząt, czyli jedno miejsce pracy, stworzone dla osoby wcześniej zarejestrowanej jako bezrobotna (nawiasem mówiąc ta pani była inspektorem OTOZ Animals), nadal na najniższej krajowej;
2. Leczenie bezdomnych zwierząt - w miejskiej puli i tak przeznaczonej na ten cel.
WSZYSTKIE inne wydatki pokrywamy z kieszeni, a raczej konta stowarzyszenia, a te środki biorą się z dobroczynności, do której serdecznie Pana zapraszam.
Jest to jedyna nasza umowa z Miastem, innej nie ma.
A jeśli chodzi o coroczne jednorazowe rozdanie przez Urząd Miejski karmy społecznym opiekunom kotów, to akurat Kociętnik z tej puli żadnej karmy nie dostaje. Dostają tylko indywidualni karmiciele na wskazane przez siebie zwierzaki, które karmią w mieście. I wcale nie wszyscy są nawet w naszym Stowarzyszeniu.

Matuchno… i niechże Pan już przestanie teoretyzować o psychice opiekunów kotów. Zwłaszcza że przez te dywagacje przesącza się kiepsko woalowana pogarda. Na pogardzie daleko się nie zajedzie. Samopoczucie to może piszącemu poprawi, ale od porozumienia oddala. Szkoda.

A jeśli zapraszam każdego do Kociętnika, to dlatego, że trudno rozmawiać o czymś czego się nie widzi i nie rozumie. Widziałam już ładnych kilka osób, które weszły uważając, że wszystko wiedzą o kotkach. A wyszły z szacunkiem i świadomością, że musiałyby się jeszcze sporo nauczyć, żeby podjąć rzeczową dyskusję o opiece nad chorymi kotami, o pielęgnacji, o zwyczajach i potrzebach zwierząt. Od tego zacznijmy. Ja Pana o ekonomii i informatyce nie pouczam. Zapraszam z serca i bez gniewu, choć jestem tu wyśmiewana i traktowana z pogardą.

Lecz ja się nie obrażam. I niech się nikt nie spodziewa, że się zniechęcę, tylko dlatego, że ktoś wyleje na BRATA KOTA kubeł pomyj. Na szczęscie coraz więcej ludzi nas wspiera. Przedszkola zbierają karmę i uczą pojęcia "wolontariusz", to samo szkoły - uczniowie chcą nam pomagać tworzyć programy opieki nad zwierzętami - to sie juz dzieje. Dorośli wpadają pomóc w naprawach, powstają nowe "domy tymczasowe" dla opieki nad najbardziej zagrożonymi kocimi malcami, zbierają dary, pomagają na pchlich targach i w internecie. Giżycko na prawdę ratuje koty. To nie tylko hasło. Na szczęście :-)

 
Z.J. Mężczyzna

2,538

2017-11-11 10:05:25

[Oryginał: 2017-11-10 15:23:43]

Maria Borkowska:

Proszę już raz skończyć z tymi bajkami o niemieckiej karmie dla kociętnika za Pana podatki. <…>
A jeśli chodzi o coroczne <…> karmy społecznym opiekunom kotów<…>. Dostają <…> karmiciele <…> nie wszyscy są nawet w naszym Stowarzyszeniu.

Nigdzie nie napisałem, że niemiecką karmę otrzymuje stowarzyszenie. Dla mojej kieszeni nie ma różnicy czy niemiecką karmę otrzyma stowarzyszenie czy jego członkowie/sympatycy bezpośrednio. Dla niemieckiego emeryta również. :clap:

Nadal apeluję o współpracę z lokalnymi dostawcami. Kupowanie niemieckiej karmy nie wspiera naszej gospodarki.

Maria Borkowska:

W umowie z Miastem na Program Kociętnik mamy dwie dotacje:
1. Etat opiekuna zwierząt, czyli jedno miejsce pracy, stworzone dla osoby wcześniej zarejestrowanej jako bezrobotna (nawiasem mówiąc ta pani była inspektorem OTOZ Animals), nadal na najniższej krajowej;

Po pierwsze nie widzę żadnych przeszkód, aby Brat Kot wystartował w przetargu na prowadzenie schroniska dla psów (i kotów). Zaoferował najkorzystniejsze warunki i otrzymał normalne wynagrodzenie za swoją pracę. :clap:

Po drugie o organizacjach typu OTOZ nie mam najlepszego zdania. Proszę sobie odszukać na tym forum wątek, w którym opisałem problem chorych łabędzi i moje próby zainteresowania problemem m.in. OTOZ. Działacze OTOZ zamiast zająć się problemem nasłali na mnie swojego prawnika… a na moją skrzynkę do dziś przysyłają prośby o 1% podatku. Moim zdaniem zależy im po prostu na kasie.

Maria Borkowska:

2. Leczenie bezdomnych zwierząt - w miejskiej puli i tak przeznaczonej na ten cel.

Czyli jednak weterynarze nie wypowiadają się w imieniu stowarzyszenia bezinteresownie. :clap:

Maria Borkowska:

WSZYSTKIE inne wydatki pokrywamy z kieszeni, a raczej konta stowarzyszenia, a te środki biorą się z dobroczynności, do której serdecznie Pana zapraszam.

I tak to właśnie powinno działać. :clap: Za zaproszenie dziękuję - pomagam zwierzętom (zagrożonym gatunkom, a nie wolno żyjącym nie potrzebującym pomocy) we własnym zakresie i na swój sposób.

Maria Borkowska:

Przedszkola zbierają karmę i uczą pojęcia "wolontariusz", to samo szkoły - uczniowie chcą nam pomagać tworzyć programy opieki nad zwierzętami - to sie juz dzieje.

To prawda. Dzieci są bardzo podatne na tego typu idee. Szkoda, że zamiast kupić im szafki, odchudzić tornistry, zapewnić stomatologa w szkole, edukować w zakresie zdrowej żywności i nie kupowania produktów takich jak "jajka-trójki"… uczyć np. programowania(!), aby nie musieli pracować za najniższą krajową… wydaje się pieniądze na pranie im mózgów.

Zindoktrynowane w dorosłym życiu będą zajmować się pisaniem wniosków, żebrać o dotacje i pracować "na niemieckiego emeryta" za najniższą krajową… zamiast projektować i budować mosty, nowe szkoły, szpitale, wieżowce z tanimi mieszkaniami, porządne drogi…

Najwyższa pora uczyć dzieci chińskiego. :ok:

[Dodano: 2017-11-10 16:00:09]

… jeszcze jedno do przemyślenia.

Kupowanie niemieckiej karmy, niemieckich urządzeń, francuskiego wina, holenderskich pomidorów, belgijskiego sera, czy szwajcarskiej czekolady itp. powoduje odpływ pieniędzy z naszego rynku.

Trwonienie pieniędzy na "wodotryski" powoduje, że nie starcza ich potem na rzeczy ważne - np. miejski szpital !!! w którym zamiast wymienić żarówki na LED-y wyłącza się z "oszczędności" oświetlenie na klatkach schodowych :bigshock: …że o "kateringu" gorszym niż karma dla kotów nie wspomnę.

Dlatego potem niektórzy pracują za jałmużnę (najniższą krajową), niespotykaną nigdzie w Europie. W Niemczech (do których trafia większość wydawanych u nas pieniędzy) zasiłki dla łażących bez celu po mieście afrykańskich emigrantów są trzy razy wyższe niż wypłata ciężko pracującego pracownika oczyszczania miasta.

[Dodano: 2017-11-11 10:05:25]

Przeoczyłem to zdanie.

Maria Borkowska:

Zależy to jednak od koncepcji władz miejskich, a nie ode mnie.

W demokracji urzędnik nie jest żadną władzą. Proszę to zapamiętać i nie pisać nigdy więcej w ten sposób.

 
yorguś Mężczyzna

1,221

2017-11-16 08:06:18

Do twórcy tematu:
Zasiałam zamęt i uciekłam?
Może wszyscy są głupi, tylko ja wiem lepiej?

 
zocha Kobieta

2,341

Wczoraj, 16:55:43

Mieszkam na wsi. Problem mnożących się kotów jest ogromny a jeszcze większa jest niewiedza i ignorancja ludzi, którzy sprowadzają koty, nie sterylizuja, puszczają wolno a one się mnożą. Z trzech kotek zrobiło się już 15. W przyszłym roku bedzie dwa razy tyle. Karmione są zupami i chlebem,reszta we własnym kocim zakresie. Kto jest odpowiedzialny za tą sytuacje? Czlowiek, który do tego dopuścił. To samo się dzieje w mieście. Tylko na dużo większa skalę. To się nigdy nie skończy bo nieodpowiedzialnych ludzi jest coraz więcej. Panuje znieczulica. Każdy pomagający jest uważany za samotnego mohera i naprawdę podziwiam tych ludzi, którzy tak się poświęcają i pomagają, choć ta praca nigdy nie zostanie przez ludzi pochwalona a problem nigdy nie zniknie. Nie chcesz pomagać, to zamilcz, odwróć głowę i udawaj, że nie widzisz. Lepiej tak niż obrażać czy zniechęcać. Dyskutować nie będę bo czytając powyższe wypowiedzi wlos się jeży. Chciałam tylko pogratulować Pani wytrwałości i niech się Pani nie poddaje. Reszta nogi w kapcie, kawka w rękę i milego dnia z pełnym brzuchem w ciepłym mieszkanku.



gdzie brak informacji rosną plotki ;)