Przejdź do strony: Poprzednia [12,

Giżyckie zero oryginalności

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-08-06 11:41:12

GIŻYCKIE ZERO ORYGINALNOŚCI

Francja – markowe wina i koniaki, szampan (czyli wino musujące produkowane wyłącznie w Szampanii) i sto tysięcy lokalnych gatunków sera, Anglia – wszelkie typy whisky, rumu, ginu i grogu, befsztyki i puddingi (również lunch meat, który w polskich masarniach uporczywie wystawia się jako – „landszmit”). Niemcy – wyborne gatunki lokalnego piwa i wszelakich wurstów oraz szynka szwarcwaldzka, że wspomnę tylko jedną odmianę lokalnego mięsnego produktu. Natomiast Polska ma szansę stać się europejskim potentatem firmowym w produkcji markowych wódek zbożowych i oscypka. Tak się trochę ograniczyłem do dziedziny spożywczej, ale generalnie chodzi o kwestię daleko szerszą, obejmującą całe spectrum lokalnego produktu markowego, który przy odrobinie szczęścia (a jak wiadomo - szczęściu należy pomagać) może się stać produktem globalnym, a przynajmniej promującym globalnie dany kraj, region, czy mieścinę. Owo spectrum jest zaprawdę bardzo szerokie, bowiem mieści się w nim zarówno mercedes (choć wcale nie jestem pewien, czy produkuje się go dalej w Niemczech – ale kojarzony jest zawsze z Niemcami), jak szczególny gatunek pszennych blinów z suszoną wisienką w środku, wytwarzany przez trzy gospodynie w Pcimiu Dolnym.
Z powodu wybitnie deszczowego lata, które nie sprzyja giżyckim standardom turystycznym – czyli moczeniu cielska na przemian w piwie i wodzie z niewielką pomocą żaglówki, usiłowałem się głębiej zastanowić nad takim oryginalnym, lokalnym produktem, który mógłby być wytwarzany wyłącznie w naszym mieście (bądź regionie) i obojętnie od pogody przyciągałby tutaj rzesze spragnionych owej wyjątkowej oryginalności osobników. Najpierw rozejrzałem się w branży spożywczej. Tragedia. Rej wodzą wszelkiej maści Kuchnie Świata, Hammurabie, pizzerie, makaroniarnie i pseudotawerny, gdzie jedyną lokalnością bywa „kotlet po giżycku”, czyli klasyczny schabowy z dodatkami wedle fantazji szefa lokalnej kuchni restauracyjnej. Wydawałoby się, że w takim regionie jak Mazury, specjalnością kuchni powinny być dania rybne i wszelakie dary lasów: potrawy z dziczyzny, grzybów, runa leśnego. Jednak na palcach jednej ręki można policzyć miejsca, gdzie uda się w Giżycku zjeść świeżą i dobrą rybkę z naszych jezior, a o pomysłach na dziczyznę i inne dary lasów nie ma w ogóle co gadać. Wychodzi na to, że jedynym lokalnym, giżyckim produktem spożywczym jest sękacz firmy „Marc” (było nie było – wyrób „markowy”), czyli zwykła ściąga z pomysłów kresowych.
Podobnie ma się rzecz w innych dziedzinach, związanych z lokalną oryginalnością. Przyszło mi do głowy, że do zrzygu wręcz eksploatowanym symbolem miasta (ostatnio m.in. na dyskutowanych na OFG projektach witaczy) jest żaglówka. Ale jedyny bezpośredni związek z żaglówkami jest tu wyłącznie taki, że przez całe lato defilują sobie w tę i we w tę po kanale, podczas kiedy te najlepsze projektuje się i produkuje (tudzież sprzedaje po całej Europie) w położonym nad maleńkim, bezodpływowym jeziorkiem Olecku. Ależ i owszem – w Giżycku też się produkuje fajowe żaglówki. Wiele przedsiębiorczych osób kradnie popularne projekty, sporządza kopyta i produkuje kadłuby, które pokątnie opycha albo osprzętowuje i puszcza w czarter. Jednak sławiącego miasto, lokalnego produktu z tego nie będzie. Możemy sobie za to wbić do głowy (albo do trumny) gwóźdź programu, produkowany przez stocznię Żeglugi Mazurskiej.
Lokalnym produktem może być również oryginalna impreza kulturalna lub rozrywkowa, związana w specyficzny sposób z miejscem, gdzie się odbywa. Tutaj też, odkąd wymyślono giżycki festiwal szantowy, od biedy kojarzący się nie tylko z morzem, ale też z jeziorami, trwa konceptualna posucha i oprócz sypania Piaskiem w oczy, czyli typowej, letniej komerchy, miewamy tylko jakieś orkiestry nadęte i Jarmark Świętego Brunona, który nijak nie może wyjść poza poziom osiedlowego bazarku (już nawet Rydzewska Majówka go przerosła).
Wraz z następną deszczową chmurką, która zapędziła liczną gromadkę „sztormiaków” do „Alkoholi Świata” (po narodowe produkty markowe, oczywiście), przyszła mi do głowy smutna konkluzja, że w moim mieście nie da się znaleźć nic oryginalnego (Twierdza Boyen, most obrotowy, ruiny zamku… to lokalne produkty niemieckie), co zostało wytworzone przez jego mieszkańców. Mieszkańcy mojego miasteczka nie są nawet w stanie wykombinować fajnej pamiątki, o czym świadczy kilka nierozstrzygniętych konkursów, organizowanych przez lokalną gazetę (20 tys. zł nagrody!) i delfinki z napisem „Giżycko” w budkach przy molo. Wszystko na co stać giżycczan, to podpatrywanie i zżynanie cudzych pomysłów i dokonań, jeśli okazały się komercyjnym sukcesem. Może z tej wątpliwie kreatywnej umiejętności uczynić lokalny produkt giżycki? Howgh!

 
Alien Mężczyzna
gertis.pl

1,527

2007-08-06 13:22:04

WMDarski:

Ale jedyny bezpośredni związek z żaglówkami jest tu wyłącznie taki, że przez całe lato defilują sobie w tę i we w tę po kanale, podczas kiedy te najlepsze projektuje się i produkuje (tudzież sprzedaje po całej Europie) w położonym nad maleńkim, bezodpływowym jeziorkiem Olecku. Ależ i owszem – w Giżycku też się produkuje fajowe żaglówki. Wiele przedsiębiorczych osób kradnie popularne projekty, sporządza kopyta i produkuje kadłuby, które pokątnie opycha albo osprzętowuje i puszcza w czarter.

Nie obrażaj proszę firmy Nautiner Yachts.
To jest piękny lokalny produkt. Jest to bardzo dobra konstrukcja i mam nadzieję, że zapoczątkuje serię nowych, giżyckich jachtów :).
Co do reszty to niestety masz rację. Jednak nic odkrywczego, o tym wszystkim dyskutowaliśmy wielokrotnie czy na OFG czy na ganku Galerii :). Nie ma pomysłów na regionalizm, zarówno w kuchni jak i w gadżetach. Jednak takie rzeczy rodzą się raczej przez przypadek, jak papieskie kremówki i temu podobne rzeczy.
Mazury są pozbawione całkowicie jakiejkolwiek formy regionalizmu. Chyba, że nadmierne używanie słówka "dla" :D Ale to nie tylko nasza domena. Górale mają łatwiej, ciupagi, kapelusiki i te wszystkie gadżety. A my co? Leszcze i żaglówki? Fakt, że WJM są naszą największą atrakcją. Ale czy są dobrym gadżetem, który się może sprzedać? Hehe… wyobrażam sobie sprzedawców drewnianych delfinków na molo, mówiących na siłę jakimś nowym dialektem ;D.

 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-08-06 13:33:38

Alien:

WMDarski:

Ale jedyny bezpośredni związek z żaglówkami jest tu wyłącznie taki, że przez całe lato defilują sobie w tę i we w tę po kanale, podczas kiedy te najlepsze projektuje się i produkuje (tudzież sprzedaje po całej Europie) w położonym nad maleńkim, bezodpływowym jeziorkiem Olecku. Ależ i owszem – w Giżycku też się produkuje fajowe żaglówki. Wiele przedsiębiorczych osób kradnie popularne projekty, sporządza kopyta i produkuje kadłuby, które pokątnie opycha albo osprzętowuje i puszcza w czarter.

Nie obrażaj proszę firmy Nautiner Yachts.
To jest piękny lokalny produkt. Jest to bardzo dobra konstrukcja i mam nadzieję, że zapoczątkuje serię nowych, giżyckich jachtów :).
Co do reszty to niestety masz rację. Jednak nic odkrywczego, o tym wszystkim dyskutowaliśmy wielokrotnie czy na OFG czy na ganku Galerii :). Nie ma pomysłów na regionalizm, zarówno w kuchni jak i w gadżetach. Jednak takie rzeczy rodzą się raczej przez przypadek, jak papieskie kremówki i temu podobne rzeczy.
Mazury są pozbawione całkowicie jakiejkolwiek formy regionalizmu. Chyba, że nadmierne używanie słówka "dla" :D Ale to nie tylko nasza domena. Górale mają łatwiej, ciupagi, kapelusiki i te wszystkie gadżety. A my co? Leszcze i żaglówki? Fakt, że WJM są naszą największą atrakcją. Ale czy są dobrym gadżetem, który się może sprzedać? Hehe… wyobrażam sobie sprzedawców drewnianych delfinków na molo, mówiących na siłę jakimś nowym dialektem ;D.

W marketingu, a do tego zaliczam markowy produkt lokalny, nic się nie rodzi przez przypadek. Przypadek jeno może pomóc w utrafieniu w przysłowiową dziesiatkę.
Nie zgadzam się, że Mazury są pozbawione całkowicie "jakiejś formy regionalizmu" - istnieje wiele pozytywnych przykładów; chociażby akcja "Baby Pruskie". Całkowicie dupą do regionalizmu ustawiło się tylko Giżycko.
Jeśli Nautiner produkuje w Giżycku według własnego projektu od początku do końca żaglówkę, która swoją atrakcyjnością jest w stanie podbić rynki i jest realnym kandydatem do miana symbolicznego lokalnego produktu, to gotów ich jestem uznać za Bardzo Wielki Wyjątek w Gizyckim Kompletnym Braku Kreatywności. :-D

 
motorek Mężczyzna

290

2007-08-06 13:57:26

Zgadzam się i podpisuję rękoma i nogami. Giżycko to przynajmniej 10 lat za Mikołajkami, mimo że to wioska. Nie wiem dlaczego nasi "urzędnicy" wszelakie imprezy (np. zlot motocykli, bo byłem) próbują zlikwidować w ten czy inny sposób. Tyczy się to również czegokolwiek coby kojarzyło się z Giżyckiem. Coraz gorzej.

 
zygmuś

1,171

2007-08-06 14:46:24

idąc "tropami smętka" (zapożyczenie od Wańkowicza, ale własna konotacja) problem jest bardzo złożony i wielowarstwowy. Próbowałem wciągnąć do dyskusji na ten temat Wojtka Łukowskiego, w końcu profesora socjologii - parę razy telefonicznie obiecywał spotkanie, ale chyba zadziałał "ketman" i jakoś się nie kwapi. A temat rzeczywiście fascynujący.

...:::: www.naszemazury.eu ::::...
 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-08-06 14:50:04

Prof. Łukowski już się wygadał na ten temat w książce "Społeczne tworzenie ojczyzn".

 
zygmuś

1,171

2007-08-06 15:04:12

no to czas najwyższy na "Społeczne funkcjonowanie ojczyzn". Mam nadzieję, że plodność w tym temacie jeszcze Mu się nie wyczerpała. Tak nawiasem to sie przeciez co do meritum tego felietonu całkowicie z Toba zgadzam.

...:::: www.naszemazury.eu ::::...
 
Łukasz Zakrzewski Mężczyzna
Radny Miejski

5,127

2007-08-06 15:29:20

Zabiore głos w kwestii giżyckich pamiątek.
Ja również dostrzegam deficyt konkretnych giżyckich pamiątek. Żaglówka z podpisem "Giżycko" mnie nie satysfakcjonuje.
Jeżeli tylko mam okazję wybrać się w jakąś wycieczkę do jakiegoś turystycznego miasta, zawsze staram się zakupić egzemplarz pamiątki szczególnego rodzaju.
Oto przykład takiej pamiątki z Olsztyna:

Rysunek jakiegoś miejscowego zabytku lub miejsca naniesiony na szkło. Z tyłu kawałek papieru. Szkło i papier połączone malutkimi deseczkami pomalowanymi na czarno. Deseczki połączone po bokach sznureczkami. Niewątpliwe nie jest ona doskonała(odklejają się napisy), ale i tak uważam to za niezłą pamiątkę. Mam już malutką kolekcję takich pamiątek(ok 30 z różnych miast). Producentem tych pamiątek jest firma Pamart z Leszna. Fajnie byłoby gdyby ktoś się pokusił zainwestować w wyprodukowanie takiego rodzaju pamiątki. Jako rysunek można byłoby wstawić zamek, most obrotowy, wejście do twierdzy lub chociażby ta nieszczęsną żaglówkę. Często porównujemy Giżycko do Mikołajek. A musze się przyznać że w swojej kolekcji posiadam właśnie taką pamiątkę z Mikołajek. Z żalem musze stwierdzić że jeszcze nie znalazłem giżyckiej wersji takiej pamiątki, a niewątpliwie brakuje mi takiej pozycji w mojej kolekcji :(

Łukasz Zakrzewski - Radny Rady Miejskiej w Giżycku
facebook.pl/radnyzakrzewski/
Zajrzyj i polub, jeżeli chcesz wiedzieć co ostatnio zrobiłem dla Ciebie!
 
Alien Mężczyzna
gertis.pl

1,527

2007-08-06 16:50:03

Miałem coś takiego z Twierdzą Boyen  ;)

 
Balbina

311

2007-08-06 21:27:19

W informacji turystycznej można kupić takie obrazeczki z zabytkami Giżycka.

 
Łukasz Zakrzewski Mężczyzna
Radny Miejski

5,127

2007-08-06 22:04:24

Tam nie bywam, bo i po co, w końcu jestem mieszkańcem Giżycka i nie potrzebuję raczej infomacji turystycznej. Ale wobec takich informacji zapewne jutro odwiedze tą instytucje.
Dziękuję za informację.

Łukasz Zakrzewski - Radny Rady Miejskiej w Giżycku
facebook.pl/radnyzakrzewski/
Zajrzyj i polub, jeżeli chcesz wiedzieć co ostatnio zrobiłem dla Ciebie!
 
Sprzedawca_Ryb

704

2007-08-06 22:05:36

Ja tak się zastanawiam, bo wciąż słyszę o tym, że się rozmawia na takie tematy, czy to „na ganku” czy w prywatnych rozmowach, w niemal co drugim felietonie Darskiego nie wspominając o rozmowach na ofg, temat wielokrotnie omawiany i właściwie poza kilkoma wyjątkami nic z tego nie wynika, i tak się pytam, skąd to wynika?
Mi się nasuwają takie potencjalne problemy (teoretycznie gdyż zupełnie nie znam realiów giżyckich, jestem jakby poza, z czym jest mi dobrze):
a) brak ludzi – sądząc po ofg czy kliku organizacjach, jest w Giżycku sporo ludzi angażujących się. Choćby Wspólnota, pankersi z G11, teatr, koła (chociażby fotograficzne), niedawno hucznie powstająca partia kobiet, ludzie od fire show,czyli teoretycznie są ludzie
b) brak pomysłów – jak by dobrze przekopać ofg to znalazło by się co najmniej kilkadziesiąt dobrych nie zrealizowanych pomysłów
c) brak pieniędzy – w dobie różnych funduszy i dofinansowań nie wydaje mi się to zaporowym problemem.
d) Władza – nie znam giżyckiej władzy, i właściwie raczej mało mnie interesuje, ale kiedyś przypadkiem słyszałem rozmowę organizatorów Slotu, że miasto traktuje ich jak dzieciaków, no i wynieśli się (choć nie wiem jakie były faktyczne przyczyny, ale z władzami miasta łatwo nie mieli) teraz robią na południu festiwal na 5tys osób, mało czy dużo, na Giżyckie warunki to i tak jeden z większych festiwali.
Teraz przyjechałem ze znajomymi do Giżycka, wprawdzie byli wcześniej na mazurach, ale po mieście jako takim nie chodzili. Byli pod wrażeniem naszego miasta, klimatu, wielokulturowości, architektury (np. kościół Brunona, wieża ciśnień) to są ludzie którzy sporo się włóczą po świecie, miesiąc temu wrócili z 10 miesięcznego pobytu w Ekwadorze, więc mają jako takie obycie. Widać jednak możemy czymś zachwycić.
Pływając rozmawialiśmy o unikalności mazur, no i nie znaleźliśmy drugiego podobnego miejsca na świecie, gdzie istnieje jakaś infrastruktura i można przez 3-4 tyg włóczyć się żaglówką, nie opływając dookoła jednego czy dwóch jezior, no niby Finlandia, ale tam ponoć bagna
Czasem ludzie z południa mówią, a po co mi jechać na mazury, jak mam swoją Solinę, czy jezioro Żywieckie. Może warto pokazać, że Mazury to coś więcej niż jezioro. W obecnych czasach promocja to nie jest jakaś bardzo skomplikowana rzecz. Nie tak bardzo dawno, na małym dworcu południowej polski zaczepili pokojowo nas pankersi, tacy niemalże świeżo od woreczka odeszli, gdy dowiedzieli się, że my z Giżycka, to oni „A to tam gdzie JEST festiwal” Nasi pankowcy potrafili zrobić skuteczną promocję, jednak można.
Nie chcę tu się rozpisywać o kolejnych pomysłach, ale nurtuje mnie pytanie, dlaczego tak jest? Może brakuje jakiś fundamentów, może zamiast snuć piękne nierealne (na tym etapie) wizje należałoby spróbować zastanowić się jak zbudować fundament, na którym to będzie rosło. A może nawet nie tyle zastanowić co nawet przypomnieć to co już zostało powiedziane, a zostało powiedziane wiele, i może warto by wyjść z tego błędnego koła (mam wrażenie że chyba Wspólnocie się to udaje)
A swoją drogą, skoro problem pamiątek, czy witaczy jest tak duży, to nie wyobrażam sobie jak moża budować coś porządniejszego. Na szczęscie Giżycko to też mieszkańcy.

"Biegle władam lewą nogą"
 
foobar
question authority

269

2007-08-08 01:52:53

WMDarski nie wniosl nic nowego swoim felietonem do dyskusji dot. promocji G-cka. Tak jak pisal Alien i Sprzedawca_Ryb sprawa dyskutowana jest od dawna i w realu i na ofg. Biadolenie, ze jest do bani w zaden sposob nie przyczyni sie do rozwiazania problemu.
Jakis czas temu przytaczalem na ofg informacje o dokumencie pt. "Marka dla Polski" opracowanym 3 lata temu przez Wally'ego Olins'a na zlecenie Instytutu Marki Polskiej i Krajowej Izby Gospodarczej - Olins przekonuje, ze czynnikiem decydujacym o sukcesie firm jest marka kraju, regionu. Gospodarka, eksport, turystyka, inwestycje bezposrednie - to wszystko sklada sie na promowanie kraju, na jego marke. Sprzezenie zwrotne powoduje, ze dobra marka kraju promuje turystyke, naplyw inwestycji bezposrednich, czy tez eksport. Oczywiscie ten sam mechanizm mozna zastosowac do promocji miejscowosci, regionow. Wydaje mi sie, ze brak w Gizycku spojnego planu promocji miasta, w ktory powinny byc zaangazowane rozne podmioty - od przedsiebiorcow przez organizacje pozarzadowe i stowarzyszenia na wlodarzach i instytucjach z nimi zwiazanych konczac. Poza tym wydaje mi sie, ze w tej chwili oferta promocyjna miasta jest bardzo ograniczona i wymaga radykalnej modyfikacji - w koncu ludzie przyjezdzajacy do Gizycka nie musza koniecznie zeglowac po jeziorach, moga tez np. uczestniczyc w festiwalu artystycznym albo przyjechac na jakas wyszukana impreze sportowa np. Ironman.
Nie bez kozery zaczalem watek na ofg pt. Gizycko w pigulce, gdzie zaproponowalem forumowiczom aby typowali wg. wlasnego uznania co jest warte zobaczenia w Gizycku nawet w ciagu jednego dnia, niekoniecznie slonecznego. Wydaje mi sie, ze taka publiczna dyskusja przydalaby sie miastu. Warto wsluchac sie w glos forumowiczow, mieszkancow, turystow, lokalnych przedsiebiorcow, ludzi dzialajacych w stowarzyszeniach i organizacjach pozarzadowych, aby znalezc kilka ciekawych pomyslow, ktore moga zaowocowac w przyszlosci ciekawa kampania promocyjna miasta. Mozna tez podgladac i uczyc sie od innych.
Sprawy dotyczace promocji miasta i regionu powinny poddane byc publicznej dyskusji, m.in. na ofg. Wtedy nie byloby np. problemu nieszczesnych "witaczy". No i przede wszystkim byloby jasne jaki kurs obralo Gizycko aby promowac samo siebie.

Quaerendo invenietis
 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-08-08 02:22:18

Chciałem zauważyć, że felieton nie jest o dęciu w tubę, czyli promocji, a o rzeczy bardzo konkretnej, jaką jest produkt lokalny, wytwór tutejszy, czy jak to będziemy nazywać. Mozna se gadać o markach i wymyślać koncepcje, natomiast jeśli na miejscu nie jest wytwarzane nic oryginalnego, to wszystkie te koncepcje i marki można sobie wsadzić. Co do "podglądania i uczenia się od innych", to nie ma ono nic wspólnego z oryginalnym produktem lokalnym - mozemy sie nauczyć robić oscypki (pewien pan juz kiedyś proponował wyrób ciupag z napisem - Giżycko), ale i tak nigdy nie będą one nasze. W poincie felietonu właśnie owo "podglądanie", czyli kompletny brak oryginalnosci i kreatywnosci, proponuję uznać za gizycki produkt lokalny.

 
foobar
question authority

269

2007-08-08 13:40:10

Produkt regionalny nie powstanie z niczego. Czy to bedzie mazurskie danie, czy tez orginalna pamiatka z G-cka, czy tez produkt turystyczny - trzeba to wymyslec, badz wspierac juz istniejace. Wtedy mozna zajac sie promocja. Zgadzam sie z WMDarskim, ze bez produktu promocja nie ma sensu. Pije jednak do tego, ze w Gizycku brak komunikacji dot. wlasnie znalezienia takiego lokalnego produktu pomiedzy wladza, podmiotami turystycznymi, przedsiebiorcami, stowarzyszeniami, etc. Sam zreszta, WMD, pisales w watku o witaczach o niezyjacym p. Wojciechowiczu, prezesie stowarzyszenia lobbujacego na rzecz podmiotow turystycznych w regionie w latach 90. Nie slyszalem, aby teraz jakas wspolpraca dot. wypracowania markowego turystycznego produktu, pomiedzy wladza a podmiotami zajmujacymi sie turystyka miala miejsce. W wyniku takiego braku komunikacji dochodzi do rozdrobnienia i kazdy promuje swoj produkt na swoj wlasny sposob. Wiem, ze w roznorodnosci jest potencjal, ale niech to bedzie robione z glowa. No i jesli szukamy jakiegos lokalnego produktu, ktory ma byc promowany przez wladze miasta i regionu, niech to bedzie publicznie dyskutowane, a nie decydowane w zaciszu gabinetow. Jesli chodzi o podglanie, czyli "kompletny brak orginalnosci i kreatywnosci" w rozumieniu WMDarskiego - to nie widze w tym nic zlego. Podgladac to nie znaczy kopiowac rozwiazan wcielonych juz w zycie przez innych. Przez podgladanie mozna sie nauczyc w jaki sposob podchodzic do problemow i je rozwiazywac.
Na koniec jeszcze taka historia. Niedawno, przyjaciele z zza granicy wizytowali w Gizycku i udali sie do kilku restauracji. W niewielu mogli dostac prawdziwe mazurskie dania - prawie wszedzie oferowano im pizze jako specjalnosc lokalu. Mentalnosc ludzi zajmujacych sie gastronomia w naszym miescie pozostawia jeszcze wiele do zyczenia. Obcokrajowcy nie po to przemierzaja tysiace kilometrow, zeby zjesc w Gizycku pseudo-wloska pizze. Kuchnia wloska, badz inna "swiatowa" moze byc dobra dla autochtona, ktory nie ma czasu/mozliwosci jadac w Pizie lub w Mediolanie. Przeciez Gizycko nie jest ulokowane na bezrybiu.

Quaerendo invenietis

Przejdź do strony: Poprzednia [12,