Przejdź do strony: Poprzednia [12, 3, 4,

Jak to się robi w Zakopanem?

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-11-19 17:57:15

JAK TO SIĘ ROBI W ZAKOPANEM?

Przeczytałem sobie ostatnio w Internecie artykuł Anny Góry – „Żegnaj Zakopane!”, który nasunął mi kilka porównań. Zakopane jest, podobnie jak Giżycko, trzydziestotysięcznym miasteczkiem. W podobnym też czasie zostało odkryte dla turystyki. Jedyną różnicą - wydaje się, że podstawową – jest fakt, iż sezon turystyczny trwa tam na okrągło z zimową kulminacją, kiedy to ilość turystów w tym miasteczku idzie w miliony. Sezon giżycki trwa praktycznie dwa letnie miesiące, choć żeglarscy koneserzy trafiają tu również w maju, czerwcu i wrześniu. Utarło się jednak, że w góry można pojechać zawsze, a na Mazury tylko wtedy, kiedy jest ciepło i słonecznie. Cóż takiego, pominąwszy snobistyczną modę na „weekend w Zakopanem”, może przyciągać turystę w to górskie zadupie np. we wiosenno-jesienne słoty, kiedy gór nawet nie widać zza ściany chmur, albo kiedy zagrożenie lawinowe nie pozwala na żadne górskie spacery?
Cóż, w trzydziestotysięcznym Zakopanem można sobie zwiedzić: Muzeum i Galerię Hasiora, Muzeum Kornela Makuszyńskiego, „Harendę” Kasprowicza, „Atmę” Szymanowskiego, Galerię Sztuki Kulczyckich, albo pójść na spektakl do Teatru Witkacego. Wszystkie te obiekty czynne są na okrągło przez cały rok. Jeśli ktoś nie garnie się do kultury, może sobie urządzić shopping w sklepach, które podobno zaopatrzone są nie gorzej od krakowskich, albo ugościć się w kilkunastu knajpkach o różnorodnym klimacie. Miłośnicy bardziej zmysłowych wrażeń mogą skorzystać z szerokiej oferty zakopiańskich… agencji towarzyskich. Podobno, kiedy nałoży się na siebie kilka konferencyjnych spędów w miejscowych hotelach (konferencje i różnego rodzaju firmowe imprezy to też zakopiańska specjalizacja turystyczna), przed agencjami towarzyskimi ustawiają się kolejki.
Wygląda na to, że Giżycko, ze swoją - praktycznie zerową - stałą ofertą kulturalną, sklepiczkami ze stadionowym zaopatrzeniem, nastawionymi wyłącznie na kuse kieszenie tubylców, pięcioma smętnymi knajpkami na krzyż, zbyt kusą na standard konferencyjny bazą hotelową w tzw. śródmieściu i kompletnym brakiem profesjonalnej oferty uciech towarzyskich, ma takie szanse na całoroczny sezon, jak wielbłąd na przejście przez ucho igielne. Możemy nie wiem jak zachwalać jesienny krajobraz Mazur oraz pełne grzybów i zwierza bory. Możemy zbudować sto kilometrów ścieżek rowerowych i usypać stok narciarski, proponować kuligi, bojery i wędkarstwo podlodowe… Jeśli po udanym grzybobraniu albo polowaniu, tudzież bojerowej wyprawie lubo skutecznym moczeniu robala w przerębli, znęcony do nas turysta nie będzie miał gdzie spędzić reszty dnia i wieczoru, aktywnie oraz w sposób satysfakcjonujący jego duszę i ciało – możemy sobie darować jakiekolwiek wysiłki. Gwoli jasności sytuacji – nie są to wcale inicjatywy i przedsięwzięcia leżące w gestii władz samorządowych. Niech się one dobrze zajmują miejską infrastrukturą. Wszędzie na świecie ta sfera usług (za wyjątkiem części propozycji kulturalnych) jest domeną prywatnej inicjatywy. Jeśli miejscowa inicjatywa jest przywiędła z braku pomysłowości oraz kasy, a promocja mody na całoroczne Mazury by wypaliła, biznes ten wezmą w swoje ręce obcy.
To jest właśnie główny mankament turystycznego Zakopanego z artykułu Anny Góry. Zakopiańskie hotele, sklepy, knajpy, agencje towarzyskie są prowadzone przez firmy z zewnątrz, które mają głęboko w nosie tubylców i lokalną specyfikę. Zakopiańczycy to żadni klienci wobec masy bogatych przyjezdnych, którzy mają swoje, wypoczynkowe potrzeby i przyzwyczajenia, wśród których zdjęcie w góralskiej guni i kapelusiku, czy pamiątkowa ciupaga (produkowana zresztą seryjnie przez krakowską firmę), zajmują 136 miejsce. Nieliczni górale zarabiają coś na swoich gościach, a i ten zarobek z prywatnych kwater, dorożek i sań, czy oscypków, jest niczym wobec zysków dużych firm zewnętrznych i wyśrubowanych przez nie cen życia w Zakopanem. Więc, całkiem jak za sanacji, górale nadal muszą podreperowywać swoje domowe budżety za oceanem.
Każdy medal ma dwie strony (a w naszym, rozwydrzonym kapitalizmie to się chyba nawet znajdzie kilka), więc wszystkim mieszkańcom nadniegocińskiego grodu, którzy biadolą nad giżyckim brakiem zakopiańskiego dynamizmu, a nie mają w głowie złotodajnego pomysłu, zaś na koncie przynajmniej miliona na jego realizację, zalecałbym większą wstrzemięźliwość i ostrożność w owym przemożnym parciu do uczynienia z naszego miasta całorocznego, "turystycznego Eldorado". Howgh!

 
nomad Mężczyzna
droga jest celem

454

2007-11-20 01:49:52

Nie dlatego Zakopane jest całorocznym ośrodkiem turystycznym, że ma super sklepy i agencje towarzyskie, tylko na odwrót. Więc choćbyśmy się nie wiem jak naprężyli ze sklepami i knajpkami, to warszawiacy i tak wybiorą się na zakupy w listopadowy weekend do Galerii Mokotów a nie do Giżycka.
Sądzę, że trzeba sobie myślenie przestawić i np. ścieżki rowerowe budować nie w celu wykreowania całorocznego kurortu, tylko w celu podniesienia jakości życia mieszkańców miasta.

"Z melancholią obserwujemy, jak nasi politycy, w większości mało błyskotliwi, słabo wykształceni i fundamentalnie pozbawieni poczucia ironii czy groteski, wypowiadają się na temat poziomu debaty publicznej, dobrego wychowania i manier, a przede wszystkim na temat Formy". - Teatr Ósmego Dnia
 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-11-20 11:33:18

nomad:

Nie dlatego Zakopane jest całorocznym ośrodkiem turystycznym, że ma super sklepy i agencje towarzyskie, tylko na odwrót. Więc choćbyśmy się nie wiem jak naprężyli ze sklepami i knajpkami, to warszawiacy i tak wybiorą się na zakupy w listopadowy weekend do Galerii Mokotów a nie do Giżycka.
Sądzę, że trzeba sobie myślenie przestawić i np. ścieżki rowerowe budować nie w celu wykreowania całorocznego kurortu, tylko w celu podniesienia jakości życia mieszkańców miasta.

Zakopane było sobie ośrodkiem turystycznym z sezonem zimowym i letnim, natomiast ośrodkiem całorocznym stało się właśnie za sprawą ekskluzywnych hoteli, sklepów i knajp oraz agencji towarzyskich. O tłumach "turystów", których tam można spotkać w listopadowe szarugi, trudno powiedzieć, że przyjechali "w góry", podobnie jak o listopadowych gościach Hotelu Gołębiewski i mikołajskich agencji towarzyskich, że przyjechali na Mazury "żeglować" czy podziwiać uroki krajobrazu. A co do tych listopadowych zakupów w Galerii Mokotów: pewnie jeszcze Waldku nie zaokrętowałeś w te snobistyczne kręgi, gdzie sie mówi znajomym - "a ten sweterek to kupiłam w Zakopanem".
Co do ścieżek rowerowych, które podniosą jakość życia giżycczan, hmmm… na razie no comments.

 
Alien Mężczyzna
gertis.pl

1,527

2007-11-20 11:53:19

Jest jedna zasadnicza różnica o której zapomniał autor felietonu..
Wojtku, Zakopane ma swój regionalizm, ma swój język, ciupagi, sweterki, nieważne gdzie robione. A u nas co? Stateczki z napisem "Giżycko"?
Co nie zmienia faktu, że małymi ale skutecznymi kroczkami wchodzą do nas firmy z zewnątrz. I największe firmy turystyczno-usługowe nie pochodzą z regionu. Np. T.I.G.A. w Sztynorcie. Pieniądze zostają u nas wyłącznie w postaci podatku gruntowego.
Z resztą.. co tu gadać. Żeby stworzyć kompleksowy produkt turystyczny należy zmobilizować przedsiębiorców z branży do wspólnej pracy w jednym celu. I tutaj widzę zadanie dla samorządu.. ale fakt. Lepiej coś wypracować, a nie czekać aż ktoś da  :).
Tymczasem my zapraszamy na kuligi off-roadowe! Lepsze niż w Zakopanem :)

 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-11-20 12:06:44

Alien:

Jest jedna zasadnicza różnica o której zapomniał autor felietonu..
Wojtku, Zakopane ma swój regionalizm, ma swój język, ciupagi, sweterki, nieważne gdzie robione. A u nas co? Stateczki z napisem "Giżycko"?

Nie zapomniałem i piszę o tym w felietonie. Według Anny Góry owe regionalizmy (ciupagi, oscypki itp.) maja w tej chwili marginalne znaczenie wobec potrzeb i przyzwyczajeń większosci owej wielomilionowej masy turystów, przywiezionych z miejsca ich zamieszkania. Najbardziej regionalnie działa na nich "Harnaś", czyli piwo "Żywiec". :crazy:

 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2007-11-20 13:40:43

WMDarski:

Możemy zbudować sto kilometrów ścieżek rowerowych i usypać stok narciarski, proponować kuligi, bojery i wędkarstwo podlodowe… Jeśli po udanym grzybobraniu albo polowaniu, tudzież bojerowej wyprawie lubo skutecznym moczeniu robala w przerębli, znęcony do nas turysta nie będzie miał gdzie spędzić reszty dnia i wieczoru, aktywnie oraz w sposób satysfakcjonujący jego duszę i ciało – możemy sobie darować jakiekolwiek wysiłki.

wystarczyło w odpowiednim momencie nie przepuścić takiej okazji jaką stał się Hotel Gołębiewski w Mikołajkach i kilku podobnych a obraz tego miasta byłby zupełnie inny - wtedy niepotrzebny byłby aż taki wysiłek, rozrywka, struktura hotelowa i drobny handelek by zapewne kwitł w najlepsze..…
Na renomę pracuje się latami a traci się ja z dnia na dzień i odchodzi się w zapomnienie i tak właśnie w tej chwili dzieje się z Giżyckiem i nic nie wskazuje na to aby coś się miało niebawem zmienić a szkoda takiego potencjału jakie ma to miasto
:embarrass:

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-11-20 14:40:53

No, ale Gizycko łapało "okazje". Na początku lat dziewięćdziesiątych sprzedano działki, podobno pod ekskluzywne hotele, w centrum miasta (przed "Wodnikiem") i między Dużą Popówką a Kisajnem. I co…
Nadal jest duży areał w centrum miasta na kompleks hotelowo-konferencyjny… :?:

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,295

2007-11-20 15:33:39

1.Nie bardzo rozumiem, dlaczego mamy koniecznie porównywać się z Zakopanem. Jest między tamtym miastem a naszym tyle oczywistych różnic, że trochę mi te porówania przypominają na przykład możliwe zapewne, ale chyba dość jałowe porownania na przykład między Sophia Loren a Joasią Brodzik.
2. Jeśli już warto porównywać się, to może lepiej czynić to odnosząc naszą sytuację do miast podobnej wielkości i także miast ulokowanych wśród jezior. Ze znanych mi polskich miast najlepiej do tego nadaje się Augustów, zapewne też Iława czy Ostróda, ale na pewno nie Zakopane.
Co roku staram się przynajmniej na jeden dzień pojechać do Augustowa i "niestety" co roku przybywa tak jakaś mocna wartość dodana. W tym roku była to imponująca plaża miejska imienia radiowej trójki. Zaliczyłbym bym też do tego skromne billbordziki zachęcajace do skorzystania z Wigierskiej Kolejki Wąskotorowej (dałem się uwieść i nie żałuję!).
3. nie wiem jak jest w Augustowie, Iławie czy Ostródzie z agencjami towarzyskimi? A jak widzę Wojtek Darski traktuje je jako lokomotywę lokalnego rozwoju. Bez nich ani rusz. Ciekawy to, nowy wątek w rozwaźaniach Voody. Chociaż nie wiem, co się za nim kryje? Może jakiś mały lobbing?

 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2007-11-20 15:37:32

Mi to wszystko przypomina człowieka brnącego we mgle, nie tylko idzie na oślep ale jeszcze często wlezie w jakieś g..…

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-11-20 17:34:00

fuledzki:

1.Nie bardzo rozumiem, dlaczego mamy koniecznie porównywać się z Zakopanem. Jest między tamtym miastem a naszym tyle oczywistych różnic, że trochę mi te porówania przypominają na przykład możliwe zapewne, ale chyba dość jałowe porownania na przykład między Sophia Loren a Joasią Brodzik.
2. Jeśli już warto porównywać się, to może lepiej czynić to odnosząc naszą sytuację do miast podobnej wielkości i także miast ulokowanych wśród jezior. Ze znanych mi polskich miast najlepiej do tego nadaje się Augustów, zapewne też Iława czy Ostróda, ale na pewno nie Zakopane.
Co roku staram się przynajmniej na jeden dzień pojechać do Augustowa i "niestety" co roku przybywa tak jakaś mocna wartość dodana. W tym roku była to imponująca plaża miejska imienia radiowej trójki. Zaliczyłbym bym też do tego skromne billbordziki zachęcajace do skorzystania z Wigierskiej Kolejki Wąskotorowej (dałem się uwieść i nie żałuję!).
3. nie wiem jak jest w Augustowie, Iławie czy Ostródzie z agencjami towarzyskimi? A jak widzę Wojtek Darski traktuje je jako lokomotywę lokalnego rozwoju. Bez nich ani rusz. Ciekawy to, nowy wątek w rozwaźaniach Voody. Chociaż nie wiem, co się za nim kryje? Może jakiś mały lobbing?

1. Giżycko i Zakopane są miastami o podobnej wielkosci (około 30 tys. mieszkańców) i zostały "przysposobione turystycznie" mniej więcej w tym samym okresie - na przełomie XIX i XX stulecia. W powojennej Polsce, jeśli mówiło się o turystyce, były przez długi okres czasu proste zestawy wywoławcze: Góry - Zakopane, Mazury - Giżycko. Nie wiem, dlaczego mam tych miast nie porównywać? Celowo porównałem Giżycko z turystycznym miastem polskim, które ma tzw. sezon całoroczny, bo "o take Giżycko przecie walczymy".
3. Jeśli chodzi o agencje towarzyskie - odniosłem sie do artykułu Anny Góry, w której są wypowiedzi górali, stwierdzajacych, ze to obecnie większa atrakcja turystyczna Zakopanego, niż dorożki góralskie i inne lokalne pomysły. Z własnych, gizyckich doświadczeń: niemieccy, sentymentalni staruszkowie, których Fuledzki też zna, niejednokrotnie mi się skarżyli, że to skandal, iż w ich rodzinnym mieście nie ma przyzwoitych dziewczynek i muszą jeździć do Mikołajek. Co by nie myśleć o tzw. moralności, jest to dziś bardzo ważny produkt turystyczny. Jeśli go nie będzie, lukę szybko będą cerowały przydrozne panienki (jak to sie obecnie dzieje), albo młodociane cichodajki w kiblach dyskotek i hotelowych restauracji.

 
gonzo3 Mężczyzna

309

2007-11-20 18:39:18

myślę, że najpierw trzeba coś zaproponować konkretnego by ludziom chciało się tu przyjeżdzac - a panienki jak szczury pojawia sie szybciej niz myslicie

 
subba
radna Rady Miejskiej

804

2007-11-20 19:12:18

ehhh, w zeszłym miesiącu byłam w Zakopanem właśnie :) i co? i mam ochotę tam wrócić, ale nie dlatego że są tam drogie sklepy (masakra!) , słynne Krupówki (przepchać się tamtędy w sezonie to ogromny problem) i mnóstwo ludzi z całego świata (tłok, tłok i jeszcze raz tłok) ale ze względu na specyficzny urok tego miasta- fajne położenie, ciekawa zabytkowa architektura i to o czym pisał Wojtek- klimat (Witkacy, Makuszyński, Kasprowicz itp), fajne knajpy z ciekawymi ludźmi (polecam Kawiarnię "Europejska" i Pana Rysia :)), internet darmowy w mieście (?) i kilka innych rzeczy
to miasto ma po prostu swojego Ducha, czy jakkolwiek się to nazywa
ps. regionalny produkt to także ważna rzecz, nie na darmo wieźliśmy pól tony "Łoscypków spod Gubałówki" przez pół Polski, do dziś mnie trzęsie na słowo "Kozi Ser" :dissy:
ale jeden taki mały serek koło 10zł :) łatwo się domyśleć, że to niemały zarobek
no a poza tym - Góry, rzecz niepowtarzalna i tyle (chociaż nasz znajomy z Zakopanego stwierdził- Góry? Nic ciekawego, wam to dobrze,macie tyle wody..…)

Sylwia Żarnoch-Wasilewska :)
 
Rafał

271

2007-11-20 21:07:20

Byłem w Zakopanem kilka razy i było ono jedynie punktem wypadowym do wędrówek po górach. Góry, góry i jeszcze raz góry, to główny magnes. Największe w Polsce. Tylko raz byłem na Krupówkach. I nie żałuję. Cóż tam jest ciekawego dla poszukiwaczy spokoju i kontaktu z naturą? Nic. Owszem banda pijaków i snobów coś tam ciekawego znajdzie, a i owszem. Tylko czy na tym ma polegać prawdziwa wartość danego miejsca? Na ilości knajp i agencji towarzyskich? W sumie nie chciałbym aby renoma Giżycka bazowała na takich prymitywnych podstawach. Bo w sumie moda na to aby bywać w Giżycku może i przyniesie kasę, ale również ściągnie w to piękne miejsce najgorszy typ "turystów", czyli takich, którym np. ochrona przyrody wisi po prostu, a jedyne co się liczy to potężny jacht, skuter i tego typu gadżety. Zniszczą tę piękną ziemię, pogardzając jedynie miejscową tłuszczą. Przysłowiowa "Warszawka". Co o tym sądzicie?

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,295

2007-11-20 23:07:55

Jak ktoś chce może porównywać wszystko ze wszystkim. Myślę, jednak, że wtedy gdy próbujemy pytać o szanse rozwojowe Giżycka to znacznie bardziej sensowne jest porównywanie go z miastami o podobnym że tak brzydko powiem cieźarze gatunkowym. A taka chyba była intencja Wojtka w felietonie? Stąd porównanie z Zakopanem wydaje mi się mało produktywne.
Bo to, że akurat Zakopane ma 30 tysiecy mieszkańców i turystyka zaczęłą się tam rozwijać w podobnym okresie jak w Giźycku to zbyt mało by próbować poszukiwać odpowiedzi na pytanie, dlaczego w Giźycku pewne rzeczy idą inaczej czy gorzej niż w Zakopanem. A moźe jakieś idą jednak lepiej?

 
Tw.Lud. Mężczyzna
malarz domowy

337

2007-11-20 23:36:08

Chcesz się pobawić, posiedzieć do późna w fajnej knajpce,posłuchać muzyki, zobaczyć artystów- na pewno nie w Giżycku , Ludziu.....…Sobota. Hornet. Godzina 23, 10 minut po koncercie jazzowego Pierończyka, kelnerka szmatą stół tłusty wyciera-proszę wychodzić , zamykamy. Smutno, pusto.Co robimy dalej- ktoś słabym głosem zapytuje. Kuchnie świata? Rozchodzimy się do domów.

Przejdź do strony: Poprzednia [12, 3, 4,