Przejdź do strony: Poprzednia [12,

Kaziuk w bermudach i pikelhaubie

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2008-10-28 13:18:09

Motto:
- Czy w Giżycku mamy jakieś specyficzne zwyczaje, jakąś tradycję lub folklor?
- Mamy choinkę co roku na Placu Piłsudskiego – w tym roku nieco uboga wersja, ale jest.

(fragment dyskusji na internetowym Oficjalnym Forum Giżycka)

KAZIUK W BERMUDACH I PIKIELHAUBIE

Giżycko. Trzecia dekada lipca. Szczyt sezonu turystycznego na Wielkich Jeziorach Mazurskich. Przed mostem zwodzonym na Kanale Łuczańskim sznur zacumowanych jachtów, oczekujących na otwarcie drogi wodnej. Załogi wykorzystują czas postoju, aby zaopatrzyć się w okolicznych sklepikach. Targają na łódki zgrzewki piwa i pobrzękujące szkliście reklamówki. W ptasich rezerwatach na wyspach jeziora Kisajno zapowiadają się na wieczór niezłe balangi. Kilku starszych, niemieckich turystów filmuje obracane ręcznie przęsło zabytkowego mostu z wielką reklamą jakiejś firmy, zawieszoną na barierkach. Siadają na rowery i usiłują przemknąć między tłoczącymi się samochodami do centrum miasta, gdzie oczekują już na nich reklamujące się autentyczną, włoską pizzą „Kuchnie Świata”. Konkuruje z nimi, serwująca najlepsze przysmaki kuchni orientalnej, restauracja sieci „Hammurabi”. Natomiast w przystani jachtowej obok plaży nad jeziorem Niegocin można się uraczyć lazanią, podziwiając przy okazji karkołomne popisy młodzieńców na skuterach wodnych. Restaurator jest zły. Jak już poderwą jakieś panienki, to siedzą z nimi godzinami przy jednym piwie. Ci bogatsi ganiają na skuterach po Morzu Śródziemnym. Jak ich tu przyciągnąć? Może jakaś tropikana, jak u „Gołębiewskiego” w Mikołajkach, by pomogła…
EKOMARINA ALBO ŚMIERĆ!
W giżyckim ratuszu mają skrystalizowaną, szeroką wizję turystycznego rozwoju grodu nad Niegocinem. Głównym jej elementem jest port jachtowy na tysiąc stanowisk, z pełnym zapleczem technicznym, noclegowym, handlowym i gastronomicznym, który ma stanąć nad Niegocinem. Zgodnie z duchem nowych, europejskich czasów, port będzie nosił miano – Ekomariny. To tak proekologicznie, a do tego… śródziemnomorsko. Miasto stara się o unijne środki na tę rozwojową inwestycję. Na jej potencjalnym zapleczu już pobudowano bulwar z podświetlonymi fontannami, który biegnie na razie w szczerym polu, ale stoi na nim plansza z wizualizacją architektonicznych cacuszek, jakie tu powstaną. Wszystko nowoczesne, zgrabnie tchnące estetyką klocków Lego: hotele, knajpki, obiekty handlowo-usługowe, cuda niewidy…. Aby potencjalny turysta mógł się poczuć jak u siebie, w jakiejś wielkomiejskiej galerii handlowo-rozrywkowej.
Na delikatną sugestię, że może do trzydziestotysięcznego miasteczka mazurskiego, położonego wśród malowniczego krajobrazu i bujnej przyrody, a na dokładkę z ciekawą historią i architekturą, bardziej pasują pomysły rozwojowe realizowane przez sieć „slow cities”, patrzy się w Giżycku sceptycznie. Ekomarina albo śmierć! Tutejsze kompleksy, które objawiają się w corocznym porównywaniu „frekwencji turystycznej” w sąsiednich Mikołajkach, i ambicje uczynienia z Giżycka „mazurskiego Cannes”, nakręcają istną spiralę gigantomanii i zaślepienia. Śródziemnomorskie rojenia giżycczan skraplają się w porcie Żeglugi Mazurskiej, gdzie na stoiskach z pamiątkami można nabyć urocze, błękitne delfinki z sygnaturką: „Giżycko”.
KULTUROWA KOSTKA RUBIKA
Giżycczanie z łezką w oku wspominają lato sprzed dekady, kiedy to w pokracznej imitacji szesnastowiecznego galeonu nad brzegiem Niegocina odbywała się nieustająca fiesta. Dzięki inicjatywie polsko-luksemburskiej spółki „Yellow” i pomysłowi uszołbiznesowionego olimpijczyka Arkadiusza Skrzypaszka występowały tu takie gwiazdy jak Goran Bregovic czy Chris Norman z zespołu „Smokie”. Wszystkie ptaki uciekły z jeziora, a rasowi żeglarze, preferujący naturalny urok Mazur, omijali wielkim łukiem giżyckie przystanie, gdzie „rządziła” pijana na okrągło zgraja, ale giżycczanie mogli poczuć się jak mieszkańcy jakiejś metropolii, no i zarabiali na tłumach weekendowych turystów.
W każdy letni weekend echo niesie po Niegocinie jakiś muzyczny łomot. Skoro Węgorzewo urządziło u siebie „mazurski Jarocin”, Giżycko „przytuliło” największy polski festiwal hip-hopowy. Latem o mazurskiej prowincji przypominają sobie wszelkiej maści artyści, bowiem tylko wówczas można tu zgromadzić na koncertach i strasznie modnych ostatnio „kabaretonach” opłacalną, masową widownię. Trwa nieustająca, medialna „inwazja mocy”, a największymi krzewicielami letniej, mazurskiej kultury są browary, organizujące całe cykle imprez rozrywkowo-promocyjnych typu „Szanty z Żywcem”, czy „Przystań Lecha”. Niejako symbolem tak pojętej mazurskości jest przerobione na tawernę dawne schronisko młodzieżowe u wylotu Kanału Łuczańskiego na Niegocin. Klasyczny pruski mur i drewniane podcienia tej zabytkowej budowli przysłania latem piwny namiot.
Największym przedsezonowym zmartwieniem giżycczan jest to, czy letnia oferta imprezowa będzie na tyle atrakcyjna, aby przyciągnąć turystyczne tłumy. Sztandarowe „Szanty w Twierdzy Boyen” oklapły jakoś, odkąd nowy komendant policji zaczął egzekwować skrupulatnie przepisy, dotyczące wyszynku alkoholu na imprezach masowych. Trzeba szybko wymyślić coś nowego. Może zamówić u Piotra Rubika jakieś mazurskie oratorium?
JAKIE PIĘKNE BUNKRY…
Po częściowym zawaleniu się zaniedbanego krzyżackiego zameczku na główną, perełkę architektoniczną Giżycka awansowała Twierdza Boyen – obszerny i doskonale zachowany, dziewiętnastowieczny obiekt forteczny na obrzeżach miasta. Ale jak na razie władze nie mają pomysłu, co z tym fantem począć. Chciałyby w jakiś sposób włączyć ten zabytek w organizowane w 2009 r. nad Niegocinem centralne obchody millennium męczeńskiej śmierci św. Brunona, których główny ceremoniał odbędzie się pod krzyżem ku czci świętego, zlokalizowanym na bezpośrednim przedpolu fortecy, i przy okazji wypromować zabytek. Cóż, już apologeci niemieckiej kultury Mazur dostrzegali ścisły związek między pruską misją kwerfurckiego biskupa, a budową późniejszej cywilizacji obronno-zaczepnej na „niemieckim wschodzie”. Na razie zabytkiem opiekuje się Towarzystwo Miłośników Twierdzy Boyen, które prowadzi tu schronisko młodzieżowe i regionalne muzeum, oraz w miarę możliwości stara się utrzymywać w dobrym stanie forteczne obiekty. Prawdziwą dumą stowarzyszenia jest medalion z popiersiem feldmarszałka von Boyena, zrekonstruowany na głównej bramie twierdzy. Misternie odwzorowany minister wojny Królestwa Pruskiego, który zyskał wojenne szlify w sztabie Suworowa podczas rzezi Pragi, patrzy jurnym okiem na turystów ze steranych wiekiem murów. Miłośnicy giżyckiej fortalicji nie widzą w tym nic niestosownego. Na wzmiankę o aferze z kamieniem Bismarcka w Nakomiadach wzruszają ramionami.
Wygląda na to, że z mazurskiej tradycji historycznej najbardziej chwytliwe turystycznie okazały się wydarzenia i pozostałości dwóch wojen światowych. Turystyczne wycieczki obowiązkowo zaliczają kwaterę Hitlera „Wilczy Szaniec” w Gierłoży, ale do rozlicznych wydawnictw przewodnikowych trafiły już inne obiekty militarne: kwatera wojsk lądowych w Mamerkach, kwatera Lammersa w Radziejach, kwatera Himmlera w Pozezdrzu, bunkry Giżyckiego Rejonu Umocnionego, czy liczne pierwszowojenne cmentarze. Sądzę, że kwestią niedługiego czasu będzie jakaś przygotowana specjalnie dla turystów rekonstrukcja Bitwy o Jeziora Mazurskie i oferta twarzowych pikielhaubek w sklepikach z pamiątkami.
KAZIUKU CZY CI NIE ŻAL?
Giżyccy samorządowcy kiwają ze zrozumieniem głowami, kiedy mówi się o wieloetnicznej kulturze Mazur i bogatej, wielowątkowej tradycji historycznej. Wszak przy okazji Roku Kętrzyńskiego mają zamiar uporządkować i przysposobić rekreacyjnie park, urządzony w miejscu dawnego cmentarza ewangelickiego, gdzie pod trawniczkami i alejkami wciąż spoczywają kości rodziny wielkiego giżycczanina (w tym jego siostry Wilhelminy, która go „przywiodła do polskości”). Gorzej z pochowanym na tym samym cmentarzu Marcinem Gerssem – dziewiętnastowiecznym wydawcą polskojęzycznej gazety i kalendarzy mazurskich. Popularnym źródłem wiedzy o historii Mazur jest nadal „Na tropach Smętka” Melchiora Wańkowicza, gdzie wydawana przez Gerssa „Gazeta Lecka” nazwana jest „niemiecką gadzinówką”, więc postać jest zbyt kontrowersyjna. Kiedy przychodzi do kwestii nazewniczych, radni posiłkują się atlasem drzew i krzewów, tudzież pocztem królów polskich. To bezpieczniejsze. Choć ostatnio któryś z nich złożył wniosek, że brakuje w Giżycku miejsca, gdzie można by składać kwiaty w Święto Niepodległości i postulował wystawienie pomnika marszałkowi Piłsudskiemu.
Inicjatywie tej przyklaskuje liczne środowisko kresowych krajan marszałka. Są oni obecnie, prócz Ukraińców, najbardziej eksponowaną grupą kulturową w mieście, gdzie pomiędzy różnymi ulicami Wrzosowymi i Królowej Jadwigi, zaczęły się pojawiać w latach dziewięćdziesiątych Grodzieńskie, Nowogródzkie czy Trockie. Największym wydarzeniem, związanym z kulturą ludową, są nad Niegocinem wileńskie „Kaziuki”. Całe rodziny piknikują w Lesie Miejskim podczas hucznej „Biesiady Wileńskiej” i snują łzawe wspominki przy okazji kolejnych rocznic „wyzwolenia Wilna”. Taka polska, łagodna odmiana niemieckich ziomkostw. W połowie lat dziewięćdziesiątych bardzo intensywnie zaczęła też manifestować swoją kulturową obecność mniejszość ukraińska. Jak grzyby po deszczu zaczęły na Mazurach wyrastać cerkwie, a „Nicz na Iwana Kupała” ściąga nad brzeg Gołdapiwa w Kruklankach wielotysięczną rzeszę uczestników.
Pomimo całego szacunku dla kresowych i ukraińskich tradycji mazurskich osadników, trudno oprzeć się wrażeniu, iż jest to jakaś imitacja obrzędowości przynależnej terytorialnie gdzie indziej. Coś na wzór mazurskich ferm strusi.
OSTATNI MAZURSCY MOHIKANIE
A jakże, nie tylko strusie, ale nawet Indianie są na Mazurach. W podgiżyckim Spytkowie stanęły wigwamy indiańskiej wioski i muzeum, założonego przez małżeństwo zafascynowane kulturą amerykańskich autochtonów. Czemu nie wioska staropruskich Galindów? Ano, Indianie są barwniejsi, bardziej atrakcyjni dla dzieciaków, przyjeżdżających na mazurskie wczasy z rodzicami. Ale i tak małżeństwo ze Spytkowa zaliczyłbym do pozytywnego grona mazurskich oryginałów, które w starciu z globalną, „małpią” tendencją cywilizacyjną powoli się wykrusza. Niektórzy przechodzą ewolucję, tak jak „Biegnący Wilk” Dariusz Morsztyn, który jeszcze niedawno własnym ciałem tarasował trasy samochodowych rajdów terenowych na Mazurach, a dziś sam organizuje turystyczne wyprawy swoimi terenówkami.
Ostatni mazurscy Mohikanie walczą o tradycyjne kulturowo Mazury i stworzenie na tym podłożu nowej jakości turystycznej, ale stoją chyba na z góry straconej pozycji. Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” z Kadzidłowa prowadzi szeroką kampanię przeciwko wycinaniu alei przydrożnych, ale w tym samym czasie 72% osób (przeważnie młodych), wypowiadających się na internetowym Oficjalnym Forum Giżycka, głosuje za wycinką drzew przy drogach. Co prawda większość z nich zaznacza, że należy to zrobić w niebezpiecznych miejscach, ale mazurskie drogi całe są niebezpieczne dla sunących nimi ponad setką, wypasionych aut.
Mazury europejskiego jutra jawią się jako pokrojony ogołoconymi z drzew trasami szybkiego ruchu TIR-owy tranzyt ze Wschodu na Zachód. Jako obszar nadjeziornych wiosek, pozamienianych na daczowiska, gdzie nikt nie zadaje sobie trudu, aby zajrzeć do borussiańskich wydawnictw typu „Nowe życie pod starymi dachami”, jeno w najlepszym wypadku sprowadza górali, aby mu postawili rustykalną chałupę. Jako idylla autarkicznych ośrodków, ekskluzywnych pensjonatów i osiedli turystycznych z całodobowym monitoringiem i uzbrojoną ochroną, jak „Fuleda Park” nad Kisajnem. Wreszcie, jako letnia balangownia weekendowa dla mieszkańców pobliskich metropolii: Warszawy, Białegostoku i Kaliningradu oraz wymarły po sezonie rezerwuar młodej siły roboczej dla europejskich rynków pracy.
Kiedy mówiłem znajomym przedsiębiorcom turystycznym z Giżycka, że bardzo mi się podobała informacja, wywieszona na drzwiach karczmy w mazurskim skansenie małżeństwa Worobców w Kadzidłowie: „Nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie mają czasu”, pukali się w czoło i stwierdzali z przekąsem, że Worobcowie mają pewnie za dużo pieniędzy. Aby się utuczyć na turystyce, Mazury łykają wszystko i wszystkich. No i w efekcie wychodzi z tego taki Kaziuk w bermudach i pikielhaubie, wyśpiewujący przy piwie szanty albo jakieś disco-polo. A jeszcze lepiej, żeby to była seksowna Kaziuczka w pikielhaubie i mokrym podkoszulku…*
* Niniejszy tekst ukazał się właśnie w tegorocznym 43 numerze "Borussii", poświęconym "europejskiej modernizacji" Warmii i Mazur

 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2008-10-28 15:54:01

Po prostu klimat nam się zmienia  ;-)

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
fuledzki
wojciech łukowski

1,295

2008-10-28 17:01:44

Trafnie dość Vooda obrazuje problem całkowitej niespójności, a właściwie rozpierduchy jaką obserwujemy dość bezradnie na Mazurach.
Chciałbym wskazać nieco mocniej na jedno zagadnienie, które mnie nurtuje od pewnego czasu, a na które też pośrednio wskazuje Vooda.
Wkrótce w Giżycku w pasażu, który wiedzie donikąd, a kiedyś może do egomariny na 1000 a może i więcej jachtów powstanie mnóstwo knajp, sklepów, lodziarni etc.
Podobno w Giżycku na pasażu przybędzie 20 000 metrów powierzchni użytkowej, na której ulokuje się odpowiednio dużo pomysłów nastawionych na zarabianie pieniążków.
Nurtuje mnie takie pytanie, czy też odpowiednio wzrośnie popyt na usługi tam oferowane. Czyli ci którzy teraz oferują usługi gastronomiczne i inne zachowają przynajmniej to co mają do tej pory, a ci nowi przyciągną dodatkową kasę.
Tak sobie myślę, że aby utrzymać dwadzieścia tysięcy metrów powierzchni użytkowej a może nawet trochę zarobić potrzeba dziennie jakiś 100 tysięcy amoże i więcej.
W ostatnich latach popyt na Giżycko raczej spadał niż się zwiększał. Można więc przypuszczać, że te nowe oferty zabiorą tym, którzy już mają co nieco. Zacznie się coś, co nazywane bywa kanibalizmem - czyli zjadaniem samego siebie.
Może jednak błędnie główkuję?

 
POWER
Użytkownik usunięty

2008-10-28 17:06:40

Fuledzki bardzo trafna wypowiedź- z tej strony tej sprawy nie analizowałem. Może to będzie spekulacja gruntem i budynkami?

 
young Mężczyzna
W. Iwaszkiewicz

5,850

2008-10-28 21:10:12

No, no…
całkiem dobry tekst… :ok:
A i Pan profesor fajny termin zapodał: egomarina. Coś w sobie ma. Spodobał mi się!

RadnyIwaszkiewicz.pl - mój blog
Rada Miejska moim okiem.



 
Cieśla Sewruk

1,255

2008-11-01 19:19:26

Analiza sytuacji przedstawiona przez Darskiego dość trafna. Nie zgodziłby się jednak z pesymistyczną konkluzją. Jako Giżycko rzeczywiście nie mamy jakiegoś specyficznego wizerunku, który można byłoby efektywnie sprzedać , czy też któryby efektywnie sprzedawał Giżycko na rynku ofert przedstawianych przez setki innych miast turystycznych. Ale może to co Darski przedstawia jako wadę jest największą zaletą naszego miasta, może właśnie nasza siła tkwi w różnorodności i tej nieokreśloności. Miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie, miasto, które każdego dnia pokaże swą inną zaskakującą twarz i w końcu miasto do którego warto przyjechać na następne wakacje bo zawsze potrafi cię zaskoczyć i nigdy ci się nie znudzi. Być może jest to kulturowy i wizerunkowy groch z kapustą ale to nasz groch i nasza kapusta zaś my powinniśmy dbać o to by były zawsze świeże i zjadliwe. Dlaczego by nie wspomagać miłośników fortyfikacji skoro tacy są i potrafią podobnych sobie "wariatów" przyciągnąć do Giżycka, dlaczego odwracać się plecami od Indian czy motocyklistów skoro w odwiedziny do nich przyjeżdżają współwyznawcy tej samej pasji itd, itp. Przecież tacy właśnie jesteśmy i takie jest nasze miasto - różnorodne, kolorowe, aktywne i zmienne. Pomysły tzw. „slow cities”, czy też skupienia się jedynie na promowaniu kultury Galindów wg mnie to ślepa uliczka i wizja skierowana do wąskiej grupy odbiorców. Miasto powinno zapewne przyjąć jakiś konkretny program lub dziedzinę szczególnie wspieraną i tu rzecz jest jak dla mnie oczywista. Giżycko jednoznacznie powinno kojarzyć się z żeglarstwem ponieważ wysiłki włożone w promowanie tego wizerunki ze względu na naturalne uwarunkowania przyniosą najlepszy efekt, jednak różnorodność jako element uzupełniający ten giżycki image nie byłaby wg mnie zła. Jeśli chodzi o wątpliwości Fuledzkiego dotyczące nadpodaży usług to myślę, że martwi się nie potrzebnie. Po pierwsze jest to zmartwienie tych, którzy inwestują w te przedsięwzięcia własne pieniądze a poza tym to działa mniej więcej w ten sposób: im więcej przyjeżdża turystów tym więcej pojawia się usług, im więcej pojawia się zaś usług tym więcej przyjeżdża turystów bo mają po co. Jedno nakręca drugie :)

<°))))><
<°))))><
<°))))><

 
atos Mężczyzna
na bocznym torze

2,599

2008-11-01 22:34:09

Cieśla Sewruk:

Dlaczego by nie wspomagać miłośników fortyfikacji skoro tacy są i potrafią podobnych sobie "wariatów" przyciągnąć do Giżycka, dlaczego odwracać się plecami od Indian czy motocyklistów skoro w odwiedziny do nich przyjeżdżają współwyznawcy tej samej pasji itd, itp

przedstaw mi kolego więcej niż 3 prawdziwych miłośników fortyfikacji którzy mają naprawdę pojecie o tym zagadnieniu, a postawie Ci tyle wódki że nie udźwigniesz.

pół biedy- wyłożyć się na piasku, cała bieda- na asfalcie
 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2008-11-01 22:40:43

Atos, Atos, Atos, no i może jeszcze Atos :hahaha:

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
atos Mężczyzna
na bocznym torze

2,599

2008-11-01 22:45:25

Moris:

Atos, Atos, Atos, no i może jeszcze Atos :hahaha:

muszę przyznać że nawet w Giżycku nie jestem osamotniony w swojej pasji, oczywiście nie wszyscy przeglądają OFG, a więc nie wszystko jest Wam Wiadome.

pół biedy- wyłożyć się na piasku, cała bieda- na asfalcie
 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2008-11-01 23:11:29

a sorry bo bym zapomniał jest jeszcze Atos :crazy:

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
atos Mężczyzna
na bocznym torze

2,599

2008-11-01 23:16:45

atos, atos i atos, na dokładkę atos to zawsze jedna i ta sama osoba- podpowiadam że jeszcze co najmniej jedna osoba mające dobre rozeznanie w fortyfikacjach jest zalogowana na OFG. I nie jest to osoba która dopiero poznaje ten temat- ale zna tą problematykę od wielu lat, choc niestety dokumentuje obiekty fotograficznie a nie umie ich mierzyć. Czasem bywa że po jakimś czasie docieramy w te miejsce- połowa danego obiektu nie istnieje rozbita przez złomiarzy w celu uzyskania stali.
Ale osoba przeze mnie wspomniana jest nieoceniona w terenie :)
Pozdrawiam zainteresowanego. :)

pół biedy- wyłożyć się na piasku, cała bieda- na asfalcie
 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2008-11-01 23:18:36

;-)

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
atos Mężczyzna
na bocznym torze

2,599

2008-11-01 23:22:26

zainteresowany jest na pewno zalogowany na OFG, choć od dawna mało aktywny.

pół biedy- wyłożyć się na piasku, cała bieda- na asfalcie
 
Cieśla Sewruk

1,255

2008-11-02 00:06:10

atos:

przedstaw mi kolego więcej niż 3 prawdziwych miłośników fortyfikacji którzy mają naprawdę pojecie o tym zagadnieniu, a postawie Ci tyle wódki że nie udźwigniesz.

Wódką bym nie pogardził niestety wywiązać się z postawionego zadania nie jestem w stanie :(Miłośnicy fortyfikacji byli tylko przykładem. Sam tym tematem specjalnie się nie interesuję a nawet gdyby było inaczej nie uważałbym się zapewne za kogoś kto by mógł wystawiać patenty na prawdziwość poszczególnym miłośnikom. Chodziło mi raczej o to, że poszczególne działania indywidualnych osób, które w ten czy w inny sposób promują miasto powinny być wspierane ponieważ składają się na różnorodną ofertę atrakcji jakie nasze miasto oferuje i mieszkańcom i przyjezdnym. Według mnie ta różnorodność to zaleta a nie wada. Kaziuk w bermudach i pikelhaubie to rzeczywiście pokraczne indywiduum ale nikt go w Giżycku nie widział, raczej jednego dnia spotyka się Kaziuka ubranego jak Bóg przykazał w ciuchy od krawca który szył i Pawlakowi i Kargulowi, drugiego dnia spotyka się faceta w bermudach na plaży a trzeciego gościa w pikelhaubie na twierdzy i wszyscy oni są moim zdaniem na swoim miejscu i wszyscy są z Giżycka :)

<°))))><
<°))))><
<°))))><

 
atos Mężczyzna
na bocznym torze

2,599

2008-11-02 00:15:00

Cieśla Sewruk:

Kaziuk w bermudach i pikelhaubie to rzeczywiście pokraczne indywiduum ale nikt go w Giżycku nie widział, raczej jednego dnia spotyka się Kaziuka ubranego jak Bóg przykazał w ciuchy od krawca który szył i Pawlakowi i Kargulowi, drugiego dnia spotyka się faceta w bermudach na plaży a trzeciego gościa w pikelhaubie na twierdzy i wszyscy oni są moim zdaniem na swoim miejscu i wszyscy są z Giżycka :)

występy Jaśnie Wielkiego (do niedawna) Władcy Twierdzy w lokalnych mediach to tylko mydlenie oczu. Należy mocna krechą oddzielić TMTB od prawdziwych milośników fortyfikacji, bo w ich gronie nie ma ani jednej takiej osoby.

pół biedy- wyłożyć się na piasku, cała bieda- na asfalcie

Przejdź do strony: Poprzednia [12,