Luksusowe getto Mazury

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2009-01-05 03:44:21

LUKSUSOWE GETTO MAZURY

Byłem jeszcze młodym człowiekiem, kiedy miałem okazję podziwiać makietę luksusowego hotelu, wystawioną na pokaz w obecnym budynku giżyckiego ratusza. Ów hotel, do spółki z „podwodną” kawiarnią, miał uczynić z Giżycka prawdziwą, peerelowską „wodną stolicę Polski”. Niestety, mojej ukochanej pipidówie zadano zdradziecki cios w plecy, wcielając karnie do województwa suwalskiego, co zaskutkowało przesunięciem centralnie zarządzanych funduszy i… rzeczony hotel stanął ostatecznie w Mrągowie. Potem, już w nowej rzeczywistości ustrojowej, giżycczanie znów oblizywali się smakiem i obgryzali knykcie w bezsilnej złości, kiedy w Mikołajkach uruchomiono Hotel „Gołębiewski” z jego sławetną „tropicaną”, robiącą za Hawaje dla mniej majętnych Rosjan. Szybko wykarczowano całe przyjeziorne centrum Giżycka z nadzieją, iż skusi to jakiego bogatego inwestora do ulokowania nad niegocińskim „waterworldem” wielogwiazdkowego obiektu, ale okazało się, że stary, ryński zamek jest bardziej atrakcyjny. No i giżyckie marzenia o hotelowym cudzie jakoś oklapły. Niby coś tam świta i macha do nas (jako ten maharadża ze świtą) od strony pokrzyżackiej ruinki zamkowej, gdzie jakoweś konsorcjum zabiera się ponoć za budowę czterogwiazdkowego obiektu, ale już lepsze legendy tu słyszelim… No a teraz jeszcze, jako ten gwóźdź do trumny giżyckich snów o potędze turystycznej, gruchnęła wieść – pod Mikołajkami budują luksusowy obiekt hotelowy Sheratona.
Faktycznie, opodal małej wioseczki Tałty ma do kwietnia 2011 r. powstać luksusowy hotel znanej, światowej marki Sheraton. Dotychczas sheratonowe hotele powstawały w dużych miastach Polski, takich jak: Warszawa, Kraków, Poznań, czy Trójmiasto (Sopot), więc inwestycja w szczerym, mazurskim polu jest pewnym ryzykiem, które inwestor ma zamiar zminimalizować, sprzedając wakacyjne apartamenty na kilkudziesięciohektarowej działce, przylegającej do lokalizacji hotelowej. Hmmm… to już nie nasze zmartwienie, jak rynkowo poradzą sobie trzy duże obiekty hotelowe, skomasowane wzdłuż połączonego akwenu jeziora Tałty i Ryńskiego (niejako „na skrzydłach” planowanego Sheratona funkcjonuje już Hotel „Gołębiewski” i Hotel „Zamek” w Rynie). Nie mniej, nasuwa się konkluzja, iż pomimo kryzysowych wichrów, które rozwiewają tu i ówdzie wartościowe papiery oraz nadzieje, na Mazurach realizowana jest powoli turystyczna wizja w typie: „nie miliony z setkami, a setki z milionami”.
Wizję taką testowałem swego czasu w niewielkim, ale dość luksusowo urządzonym pensjonacie, położonym w przepięknym miejscu pośród jezior, ale też pośród popegeerowskiej fauny, której nie można, niestety, zredukować metodą planowego odstrzału. Właściciel pensjonatu usiłował na początku wkupić się w środowisko naturalne w charakterze „dobrego paniska” i dawał pracę miejscowej ludności, ale kiedy się okazało, iż ponosi poważne straty z tytułu fuszerki, bumelanctwa i kradzieży, zatrudnił młodych fachowców zwerbowanych w Warszawie, zakazując im jakichkolwiek kontaktów z miejscowymi, zaś cały pensjonat i okolicę naszpikował monitoringiem i alarmami, które kwiczały przy byle mocniejszym powiewie wiatru. Jego bogaci goście mają odpoczywać, a nie martwić się, że im ktoś wyrwał radio z samochodu, czy odkręcił silnik od pozostawionej przy brzegu łodzi, więc są izolowani od „wrogiego otoczenia”, a pensjonat popadł w system totalnej autarkii, zaspokajając wszelkie potrzeby pensjonariuszy, włącznie z kompleksową opieką podczas „wypadów w teren”. To niewielki przykład, na średnią miarę. Wyobrażam sobie na jaki szczyt zostanie to wywindowane w przypadku gości takiego mazurskiego Sheratona, czy innych, autarkicznych obiektów turystycznych z górnej półki, które już dziś, jak „Fuleda Park”, okopały się za drutami, kamerami monitoringu i paralizatorami ochrony.
Owa, zarabiająca milionowe krocie, turystyczna przyszłość Mazur, jawi mi się trochę jak powrót do jakiejś postfeudalnej epoki. Rozrzucone tu i ówdzie w najpiękniejszych miejscach zamki (w tej roli wysokogwiazdkowe hotele, apartamentowe osiedla, ośrodki i pensjonaty), otoczone nowoczesnymi, elektronicznymi „fosami” i strzeżone przez drużyny „wojów” w kominiarkach, gdzie dzieje się folderowe życie i zabawa, a dookoła pańszczyźniane przysiółki i czynszowe miasteczka, których uboga ludność może mówić o szczęściu, jeśli trafią się jej jakieś ochłapy z pańskiego stołu (np. w postaci jakiego zatrudnienia), ale najlepiej, jakby nie psuła tego folderowego wizerunku i wyjechała gdzieś za lepszym chlebem, pozbywając się swoich nieruchomości… pod nowe pensjonaty, apartamentowce i hotele. Nie wiem, czy to są Mazury z naszych marzeń… Howgh!

 
milka Moderator Kobieta
Nullus anxietas.

5,597

2009-01-05 07:50:00

To zdecydowanie nie są Mazury naszych marzeń. Ale chyba niestety tak właśnie będzie… Wielomilionowi inwestorzy będą chcieli się obłowić na turystach budując coraz to nowe, mniej lub bardziej zamknięte dla pospólstwa, obiekty. Z drugiej strony miejscowi marzą, aby ich Mazury zostawić w spokoju i nie karczować kolejnych kilometrów lasów pod coraz to nowe ośrodki, nie ogradzać kolejnych plaż…
W tej walce wygra ten kto więcej zapłaci.
Więc cieszmy się nieskażonymi Mazurami. Póki je mamy.

Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na które ma się wpływ, od badziewia, czyli cudzych fanaberii, fochów, żądań i oczekiwań pod hasłem "bo wszyscy tak robią"
 
Myfunia :)

805

2009-01-05 09:00:15

tja, a najgorsze, że panowie w niektórych ksiąstewkach udzielnych kpią sobie z prawa

Podobnie było z ośrodkiem rządowym w Łańsku, lecz ten wcale autarkiczny nie był, tj. był, ale samowystarczalność brała się z zajmowanego pierwszego miejsca w kolejce po przydział. Nieraz dochodziło do takich sytuacji, że ośrodek zużywał całość towaru zaplanowanego dla woj. olsztyńskiego, przez co inni mieszkańcy nie mogli z tego skorzystać (np. metalowa siatka, drut kolczasty). Szeroko opisują ten problem Wróblewscy z książeczce "Zgoda na wyjazd".
Ale okoliczni mieszkańcy wykazali się żyłką do interesu, świadcząc usługi "naganiaczy dzików" na teren ośrodka :) Przecież kasa i możliwości jej zarobienia są wszędzie, liczy się łeb ino :)

...:::: www.naszemazury.eu - o Giżycku i słodko, i gorzko... ::::...
 
Sprzedawca_Ryb

704

2009-01-09 14:55:06

Dosyć ciekawy artykuł. Wprawdzie o strzeżonych osiedlach, ale temat jakby pokrewny:
http://wyborcza.pl/1,76842,4530848.html

"Biegle władam lewą nogą"