Mazurskie śmietnisko turystyczne (tekst nieekologiczny)

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-06-17 15:38:00

MAZURSKIE ŚMIETNISKO TURYSTYCZNE (TEKST NIEEKOLOGICZNY)

Krążąc po południowej części Mazur trafiłem ostatnio do stylowej, wiejskiej gospody, zlokalizowanej w pieczołowicie odrestaurowanym, z wszelkimi, rustykalnymi szczegółami, budynku. W jego podcieniach jakaś turystyczna rodzinka oczekiwała na realizację obiadowego zamówienia. Dorośli byli zajęci pasjonującą rozmową, a dwójka dzieciaków penetrowała okolicę i ganiała miejscowe koty. Jedno z dzieci nagle przybiegło rozbeczane do rodziców ze skargą, że kot je drapnął. Fala oburzenia ogarnęła gości – wezwano właściciela lokalu. Gospodarz ze stoickim spokojem zapytał się, czy goście umieją czytać, po czym wskazał umieszczoną w widocznym miejscu tabliczkę, na której stało jak byk: „To jest normalnie funkcjonujące gospodarstwo, więc zwracajcie uwagę, co robią Wasze dzieci!” Klienci, nastawieni już czepialsko, nie dawali za wygraną. – Czekamy prawie pół godziny na pierogi – padł następny zarzut. Gospodarz wskazał kolejną tabliczkę z informacją: „Nie mamy czasu dla gości, którzy nie mają czasu” i polecił pizzerie w Mikołajkach. Towarzystwo, bąkające coś pod nosem o zabitej dechami prowincji i bezczelności, wyglądało na spacyfikowane. Bardzo mi się ta sytuacja spodobała, ale nie mogłem się powstrzymać od pytania, czy taki stosunek do klientów się opłaci. – Jak najbardziej – usłyszałem w odpowiedzi. – Chcemy mieć gości na poziomie, którzy przyjechali tu odpocząć i naprawdę poznać Mazury, a nie zaliczyć jeszcze jeden region z założeniem: „zobaczymy, czy pizza tam jest taka dobra jak w Darłowie”.
Pomimo wszechobecnego na Mazurach pędu do łykania jak największych mas turystycznych, coś w tego typu strategii musi być, skoro pensjonat „Galindia” nad Bełdanami, stosujący system - „żadnych niedzielnych żeglarzy i tym podobnego bydła”, jest synonimem pełnego sukcesu w mazurskiej turystyce. Byłem też świadkiem przezabawnej sytuacji w jednej z podgiżyckich karczm. Jakaś hałaśliwa, wyszpilkowana paniusia wymądrzała się z jakiego mięsa i w jaki sposób ma być przyrządzony jej szaszłyk. Na takie dictum gospodyni poprosiła ją grzecznie, żeby sama sobie mięsko wybrała i zaprowadziła do zagródki pełnej ślicznych jagniątek. Paniusia zbladła i natychmiast odjechała. Karczma nie narzeka na brak klientów – latem przeważnie trzeba tam czekać na wolne miejsce.
Powszechnie jednak na Mazurach panuje w myśleniu (czy raczej – bezmyślności) o turystyce system, kojarzący mi się z artystycznym happeningiem Salwadora Dali, który polał się oliwą z okrzykiem: „A teraz lećcie do mnie wszystkie małe muszki!”. Ma tutaj latem przyjeżdżać jak największa ilość turystów, którzy będą żeglowali i ganiali na skuterach wodnych, odpoczywali od codziennego zgiełku oraz cywilizacji i szaleli na imprezach rozrywkowych oraz w dyskotekach, korzystali z unikalnego na skalę europejską rezerwuaru natury i na przemian, prażyli, moczyli lub sycili darami stołu i bufetu grzeszne cielska, w ekskluzywnych ośrodkach, powstających jak grzyby po deszczu w najpiękniejszych zakątkach jezior. My giżycczanie jesteśmy najbardziej szczęśliwi jak Warszawska przypomina Marszałkowską w godzinach szczytu, jezioro solidną zupę grzybową (z łódeczkami w charakterze grzybków), a w upalne noce po wodzie niesie się dudnienie imprezowo-dyskotekowe. Mamy wtedy wrażenie, że w naszej pipidówie coś się dzieje i że się rozwijamy turystycznie.
Że taki „rozwój” ma nogi krótkie jak hobbit dociera już do niewielu, bowiem wymaga to refleksji, że jak chce się dogodzić wszystkim, to przeważnie nikogo się w pełni nie zaspokaja. No i zaczynają działać sprzeczności. Żeglarze uciekają na adriatyckie zatoki, bo tu się robi za ciasno. Szukający wytchnienia i odpoczynku mają dość hałaśliwych imprez i dyskotek pod nosem, a wielbicieli natury odstrasza postępująca chaotycznie, „turystyczna urbanizacja” Mazur. Z kolei tych, którym do poczucia dobrze wykorzystanego urlopu potrzeba gwaru, imprez, towarzyskich przygód, nie będzie w stanie zaspokoić jakaś nadjeziorna potupaja, czy „Mazurskie Lato z Żywcem” – wcześniej, czy później wylądują w nocnych lokalach na Ibizie.
W efekcie mazurska „oferta turystyczna” w przeważającej mierze trafia do najpodlejszego (że się tak nieoględnie wyrażę) gatunku turysty, któremu tak naprawdę to obojętne jest gdzie latem pojedzie, byle było gdzie wymoczyć dupę i gardło, zabawić się i poderwać miejscową panienkę (lub kawalera) i jeszcze dobrze, żeby „pizza była tańsza, niż w Darłowie”. Takie turystyczne gremium określa się potocznie mianem „tłuszczy” (zapewne nie bez znaczenia dla tej nazwy są pokłady kremów, filtrów i olejków do opalania), a jego zasada działania jest taka, jak przypływu po katastrofie tankowca. Zalewa jakieś fajne wybrzeże, a później się cofa, pozostawiając ino syf, do którego nikt już nie chce przyjeżdżać. Jeśli nasze władze i turystyczni przedsiębiorcy, zamiast skonkretyzować i ukierunkować zgodnie z naturalnymi walorami regionu swoją działalność, nadal będą funkcjonować według strategii typu - „lep na muchy”, to taki „czarny” scenariusz się ziści. Howgh!

 
Sprzedawca_Ryb

704

2007-06-17 17:05:33

Dla mnie w tym pięknym tekście, jest widoczny pewien konflikt z jednej strony się pisze w sensie pozytywnym:

:

Karczma nie narzeka na brak klientów – latem przeważnie trzeba tam czekać na wolne miejsce.

z drugiej w sensie negatywnym:

:

My giżycczanie jesteśmy najbardziej szczęśliwi jak Warszawska przypomina Marszałkowską w godzinach szczytu

O czym zresztą się wspomina pisząc o zgrzycie.
To wydaje mi się dośc poważny problem, bo z jednej strony chce się mieć turystów, ale gdy jest ich za duzo to się narzeka. Trudno stworzyć taką krainę o której pisze WM Darski, unikając snobizmu. Tak jak to jest w przypadku biebrzy, powoli suwalszczyzny i kilku miejsc na mazurach.
Jesienią byłem u ludzi, którzy kilkanascie lat temu przenieśli nie z dużego miasta nad biebrzę. Teraz mówią, że jest to zupełnie inne miejsce niż gdy przyjechali. Turystów już nie zadawalają prowizoryczne warunki, pokoje muszą być eleganckie i schludne. Wygląda to jakby im bardziej zależało na wygodzie pobytu niż pięknie otaczającej przyrody. Generalnie bardzo narzekali na poziom przybyszów.
To wydaje mi się dużym zagrożeniem dla wizji, którą przedstawia WMDarski.
Choć oczywiście nie musi tak być, ale narzucając pewien poziom i cennik, zaczyna się ściągać pewne grupy społeczne.

"Biegle władam lewą nogą"
 
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-06-17 17:59:43

Jeden z Mazurskich przedsiębiorców turystycznych określił konkretnie, że interesują go "dziesiątki z milionami, a nie miliony z dziesiątakami". Bez zbędnych dywagacji - przynajmniej wie czego chce.
Jednak narzucenie poziomu usług i cennika nie do końca określa poziom turysty - ten, który tu przyjeżdża, bo ma do dyspozycji apartament z klimatyzacją za 300 zł/dobę i 100 kanałów w telewizorze, to taki sam bezużyteczny dla Mazur buc, jak ten co śpi w zawilgoconym domku kempingowym za 20 zł, a zaoszczędzoną kasę wydaje na gorzałę w "Alkoholach Świata". Chodzi o to, aby oferta bazowa (infrastruktura i obsługa turysty) była proporcjonalna do oryginalności oferty krajoznawczej, kulturowej, wypoczynkowo-poznawczej bądź innej w tym zakresie. Wtedy tworzy się przeważnie pewien pozytywny snobizm, który jest bardzo pożądany w turystyce i przynosi czyste zyski, nie wpływając niszcząco na region w którym taka operacja jest realizowana, w przeciwieństwie do puszczonej na hurra i bez koncepcji turystyki masowej.
To jest trochę podobna sprawa jak z mediami. Jest wybór drogi. Są media, które oferują pewien poziom, trafiają do określonego czytelnika, albo go "dokształcają" do tego poziomu. I są takie media (obecnie większość), które schlebiają najprostszym gustom odbiorców w imię jak najbardziej masowego dotarcia i sprzedaży. Doświadczenie uczy, że to właśnie ten drugi gatunek mediów podlega najbardziej wszelkim wahaniom, związanym z modami, czy zmianą percepcji społecznej, i po okresie wyjątkowej prosperity ponosi częściej klapę, niż pierwszy.
Gazetę można zamknąć i otworzyć drugą. Nowych Mazur nie stworzymy.

 
zygmuś

1,171

2007-06-17 18:23:06

Wniosek - uczmy sie chocby od Francuzów kreować turystykę. Mozna wybierac przeludnione Niceę i Cannes, można tez oferować cudne i dzikie zakątki Aix-en-Provence. Wszystko wzdłuż jednej linii brzegowej. Przemysł turystyczny to olbrzymia gałąź i trzeba chcieć traktowac go poważnie, a nie jako odprysk różnych doraźnych celów.

...:::: www.naszemazury.eu ::::...
 
Arwen
Użytkownik usunięty

2007-06-17 21:52:55

hmm nawiązując do jedzenia. Byłam w Augustowie w pewnej restauracji i z nudów zaczęłam przeglądać menu. Jak zwykle uwielbiam zaczytywać się w tłumaczeniach na język angielski i w pewnym momencie nie mogłam się powstrzymać żeby nie ryknąć śmiechem. Po polsku danie to była jakaś ryba, nie pamiętam już nawet jaka w sosie rakowym. Po angielsku wresja sosu rakowego brzmiała tak: fish in cancer sauce. LOL. Matko, co pomyślałby sobie taki biedny głodny Anglik jakby taka ofertę to zjedzenia dostał. Nie znającym języka tłumaczę, że cancer to rak ale dotyczy choroby, a nie raka mieszkającego w jeziorach. Kiedy zwróciłam na to uwagę kelnerowi wzruszył ramionami i powiedział, że muszę z tym iść do szefa kuchni. LOL.Oczywiście nie poszłam. Tego brakowało. Widać nie zależało im na chętnych na to danie

 
jagoda
Użytkownik usunięty

2007-06-17 22:27:47

A ja byłam dzisiaj na Zimnym Kącie. Piękna pogoda. Sporo żaglówek. W zasadzie wszystkie pomosty były już zajęte. Mimo tego zagęszczenia na polanie panowała cisza i porządek. Ludzie do obiadu popijali winem a pudelki siedziały grzecznie.
Wszystko się zmieniło około godziny 19.15, kiedy zaczęły spływać do zatoczki żaglówki w ilości 7. Na jednej grała muzyka i wszystko szło na jezioro. Na innej ktoś krzyczał do osoby siedzącej na łajbie obok. Jednym słowem daleko zaczęło być już głośno a wskazywało, że będzie jeszcze głośniej. W ludziach widać było przerażenie.
Nie dziwię się, ponieważ jak dobili wszystko ruszyło w las. Zakwitły pachnące papierowe kwiatki. Poszedł papierosowy dym (oby nie podpalili lasu). Pudelki podwinęły ogony pod siebie, bo rozkrzyczane dzieci z obozów żeglarskich przypłynęły odpocząć od hałasu i zgiełku:/ Patent to nie wszystko. Od razu podkreślam, że nie wiem jak jest na innych obozach żeglarskich, ale na tych nie nauczono jak się zachować na wodzie i na lądzie.

 
Arwen
Użytkownik usunięty

2007-06-17 22:36:18

Jagoda slonko. Na ten temat to moznaby tomy prozy pisac. Zalamka normalnie

 
jagoda
Użytkownik usunięty

2007-06-17 22:40:11

No, ale takim sposobem wypłoszyli mi rodziców z polany (odpłynęli) i wróciłam wcześniej do domu  ;)

 
Sprzedawca_Ryb

704

2007-06-18 00:13:52

WMDarski: oczywiście pisząc "poziom i cena" mocno uogólniłem. Ale wydaje mi się ze popadanie w skrajności nie jest zbyt dobrą drogą, a to jest chyba tendencja. Chciałem raczej swoją wypowiedzią zasygnalizować pewne niebezpieczeństwo związane z tą wizją, szczególnie gdy złapie sie jakąs idee i robi się ją na hurra. I jak kolwiek piękna by nie była to zawsze skończy się tak samo.
Ja raczej stawiam na tą "dokształcającą się" mniejszość, która może wnieść dużo pozytywnego we mnie i w otaczający mnie świat. Takie może banalne hasłowe zdanie na koniec, ale spać już pora.

"Biegle władam lewą nogą"
 
holger_danske
Użytkownik usunięty

2007-06-19 08:13:32

Ma Pan dużo racji. Także zauważyłem (z resztą nie tylko ja - taki trend), że coraz więcej mamy turystów z tzw. "doboru negatywnego". Ludzie "na poziomie" , po zderzeniu z chamstwem napływowych ludzi (tych, co chcą sprawdzić czy pizza jest lepsza niż w Darłowie) opuszczają Mazury i spylają do Chorwacji lub Grecji zostawiając miejsce innym chamom. CO roku spirala się nakreca, a rezultatem niestety jest przyrost chamstwa…
hmmm, może zainstalować harpun na dziobie "kaczuszki" i strzelać do takich?

 
Sprzedawca_Ryb

704

2007-06-19 10:38:20

Można też umieszczać na brzegach jezior sikotryski z kocim moczem reagujące na ludzką kupę.
(przepraszam delikatne oczy za ten wulgaryzm)

"Biegle władam lewą nogą"
 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2009-04-21 20:04:24

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
Edmund
emigrant

24

2009-04-22 09:38:54

Z przyjemnością przeczytałem tekst felietonu i poczułem się, jakbym trafił do krainy czarów. Marzenia są piękne. Niestety, rzeczywistość jest brutalna. Myślę, że gdyby z dnia na dzień "tłuszcza" zrezygnowała z wypoczynku na Mazurach, bezrobocie w tym regionie wzrosłoby o minimum 10%, a dochody znacznej części pozostałych mieszkańców drastycznie obniżyłyby się. Ściągnięcie na Mazury turystów przedkładających piękny krajobraz i uroki przyrody ponad przyziemne przyjemności wymaga podjęcia dlugofalowych działań. Obecnie prowadzona kampania reklamowa adresowana jest do żeglarzy (i słusznie) oraz (niestety) do ludzi pragnących jedynie dobrze zjeść i nieźle zabawić się na Mazurach. Kampania reklamowa zupełnie pomija walory przyrodnicze Mazur. Ale, oczywiście, sama reklama to za mało. Od dawna zastanawiam się, dlaczego w Giżycku zupełnie brak jest elementów, które zwracałyby uwagę turystów na walory przyrodnicze tego regionu. Jakich elementów? Na przykład tablic informujących o historii geologicznej Mazur, tworach krajobrazowych, ciekawych gatunkach roślin i zwierząt, itd. Ale przede wszystkim powinno powstać centrum informacyjno-edukacyjne, które prezentowałoby walory przyrodnicze regionu. Znakomitą lokalizacją centrum byłby tereny przylegające do plaży miejskiej. Tego typu działania są obecnie standardem. Przeciętny turysta nie jest ekologiem, biologiem czy też geologiem. Jeżeli nie pomoże się mu dostrzec piękna przyrody Mazur, to wyjedzie nie mając świadomości, że przebywał w tak ciekawym przyrodniczo regionie.

 
www.kursmazury.com

3,882

2009-04-22 10:00:32

Edmundzie, a kogo obchodza te krzaki jakies i drzewa mordercy przy szosach?Tylko przeszkadzaja szybko na Mazury dojechać.

 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2009-04-22 10:41:05

ale tytuł artykułu i fotka do niego rodem z gazety na "F"

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp