Niedaleko od Mazur - podróż porównawcza

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2008-09-16 23:06:43

NIEDALEKO OD MAZUR - PODRÓŻ PORÓWNAWCZA

Aby uczcić koniec mazurskiego sezonu i poczuć się pełną gębą obywatelem Unii Europejskiej, wybrałem się w pierwszy weekend września na wycieczkę krajoznawczą do naszych sąsiadów Litwinów. Nie mam kresowych korzeni i nie pociąga mnie odgrzebywanie spod mchu i liści śladów polskości na Wileńszczyźnie, więc podyrdałem na litewski zachód – do Kłajpedy i na Mierzeję Kurońską. Nie bez znaczenia przy wyborze tego kierunku był fakt, iż miasto Memel wraz z Kurische Nerung funkcjonowało niegdyś w granicach Prus Wschodnich, a ja – pruski południowiec – bardzo chciałem liznąć północnego klimatu tej niegdysiejszej prowincji.
Kłajpeda, za czasów sowieckich jedno z „zamkniętych miast” z niezamarzającym portem wojennym, bardzo powoli wydostaje się z pobreżniewowskiej zmarzliny. Mocno zniszczona w czasie wojny, do dziś straszy toporną, sowiecką zabudową, ale niewielka starówka, rozciągająca się nad rzeką Dane, jest znakomitym przykładem jak można wykrzesać fajne rzeczy z kilku zabytkowych skorupek. Stare spichlerze nad Daną są pieczołowicie restaurowane i adaptowane na sympatyczne knajpki. Uderza wręcz pieczołowitość z jaką zajmują się tu każdym przejawem ryglowego budownictwa, choćby to był sypiący się kurnik. Dzięki temu kłajpedzka starówka nabiera oryginalnego kształtu miasteczka ze styku wpływów wschodniopruskich i skandynawskich. Fajne jest też śmiałe wchodzenie w zabytkową przestrzeń z nowoczesnymi formami artystycznymi. Oto na dachu XIX-wiecznej kamienicy siedzi wyrzeźbiony kominiarz, a w murze jest wmurowany jego guzik do potarcia na szczęście. Jedną ze starych uliczek przebiega „cudowna myszka” z brązu, po innej spaceruje granitowy „kot-dżentelmen”, a na nabrzeżu Dany ustawiono kilkanaście wysokich krzeseł, na które trzeba by się było wspinać po drabinie. Autentyczna historia przeplata się z bajkową groteską i „nową tradycją”. Jest sobota. Na Plac Teatralny (stoi tu teatr, który był ulubionym miejscem koncertowym Wagnera) zajeżdżają stare Wołgi i wysypują się z nich weselne orszaki – każda para młoda musi się obowiązkowo sfotografować pod pomnikiem poety Simona Dacha, zwieńczonym postacią z jego ballady – Anusią z Tharau.
Mierzeja Kurońska to inna bajka. Płynie się tam z Kłajpedy promem za 40 litów (ok. 40 zł) i dodatkowo trzeba zapłacić 10 litów za wjazd na teren Parku Narodowego. Ale skórka jest warta wyprawki. W granicach Litwy leży ok. 60 km tego wąskiego pasa lądu (najszersze miejsce – 4 km, najwęższe – 400 m), wybiegającego z Półwyspu Sambijskiego na północ i oddzielającego Zalew Kuroński (ujście Niemna) od Bałtyku. Znajdują się tu największe w Europie ruchome wydmy, dochodzące do 70 m wysokości – istna Sahara nad Bałtykiem. Mierzeja, pokryta w większości lasem, który powstrzymuje lotne piaski (po wycięciu drzew w XIX w. kilka wsi zostało zasypanych), uwodzi bogactwem natury i… czystością. Ale nie dziwota, skoro w Nidzie, gdzie się zatrzymałem na noc, od piątej rano pracownicy komunalni machają energicznie miotłami – nie rozjeżdżają się jak w Giżycku jakimiś machinami czyszczącymi, które markują porządki, wzniecając i rozsmarowując po ulicy kurz. Restrykcyjne prawo budowlane spowodowało, iż nowopowstające budynki upodobniły się do starych, dziewiętnastowiecznych chat rybackich tak, że jeno konserwatorskie tabliczki odróżniają budynki zabytkowe od całkiem nowych. Nida, niewielka miejscowość, którą w 1929 r. obrał sobie na letnią siedzibę pisarz-noblista - Tomasz Mann, rozbudowuje się dynamicznie, zachowując urok kurońskiej osady rybackiej. Pełno tu hoteli i pensjonatów, których inwestorzy i właściciele jakoś bez trudu pogodzili swój biznes z wymogami konserwatorskimi. Pomimo wielkiej ilości turystów (z ledwością znaleźliśmy kwaterę na jedną noc), od których aż roi się wieczorem w knajpkach w okolicy portu, można tu naprawdę odpocząć, a nocą… panuje cisza, podkreślona szumem pobliskiego morza – od 22:00 do 6:00 w całej Nidzie obowiązuje zakaz poruszania się samochodami.
Powróciłem do kraju i mojego miasteczka z uczuciem zazdrości o to, jak nasi sąsiedzi potrafią harmonijnie spleść walory historyczne, kulturowe i przyrodnicze w dynamicznym, turystycznym biznesie. Nikt mi na Mierzei Kurońskiej nie wciskał nachalnie pizzy czy kebabu (choć, oczywiście można sobie te „smakołyki” zamówić w hotelowych restauracjach), za to wszędzie mogłem się częstować świeżą lub wędzoną rybką z zalewu, którą rybacy sprzedają wprost z ganków swoich domostw. Nie ma też problemu z pamiątkami – na kocach, porozkładanych wzdłuż portowego bulwaru, miejscowi artyści prezentują… kamienie, zwykłe otoczaki, wyrzucone przez wodę na brzeg, najwymyślniej poprzyozdabiane. Owszem, w nidzkim porcie stoją też nowobogackie, wypasione motorówy, ale największe wzięcie mają rejsy replikami dawnych, kurońskich kutrów żaglowo-motorowych z płetwami stabilizującymi, zamocowanymi na burtach. Czyżby te dwieście kilometrów na północ (tyle jest do Nidy przez Obwód Kaliningradzki, bez rosyjskiej wizy trzeba się tłuc 500 km przez Kowno) powietrze miało bardziej ożywczy wpływ na ludzkie umysły, że w sposób bardziej zrównoważony i kreatywny podchodzą do turystycznego biznesu? Mam gorzkie przeczucie, iż turyści będą przyjeżdżali wypoczywać na Mierzeję Kurońską zawsze, podczas gdy nasza „mazurska riviera” ugotuje się we własnym sosie (bolońskim z dodatkiem kebabu, oczywiście). Howgh!

 
Balbina

311

2008-09-17 09:16:50

Nie wspomniałeś o pruskiej twierdza Kopgalis, należącej bodajże administracyjnie do Kłajpedy. Obecnie jest tam Litewskie Muzeum Morskie. Jest to znakomity przykład, jak można dawne fortyfikacje wykorzystać do współczesnych celów. Ku uwadze obecnych administratorów naszej Twierdzy Boyen.

 
Sprzedawca_Ryb

704

2008-09-17 09:32:01

Warto może dodać, że Litewska dbałość o architekturę dotyczy nie tylko miejsc komercyjnych, ale i największych zadupi.
Zresztą mam takie trochę wrażenie, że turystyka litewska bazuje na odtwarzaniu pogaństwa i dawnej architektury.
W naszej turystyce raczej trudno znaleźć jakiś spójny punkt zaczepienia, bazę, fundament.

"Biegle władam lewą nogą"
 
vooda Wyróżniony

10,407

2008-09-17 10:24:30

A propos owego "odtwarzania pogaństwa". Swego czasu, bodajże w 1993 r., odbyły się w Wilkasach warsztaty dla turystycznych biznesmenów, których celem było odnalezienie owej "bazy i fundamentu" działań turystycznych. Plonem tych warsztatów była książeczka, która trafiła również w ręce mazurskich samorządowców. Miałem w tym swój udział, wskazując m.in. możliwość znakomitego wykorzystania dla celów turystycznych etosu plemion pruskich. Skorzystał z tego jeno Cezary Kubacki, który stworzył potem swoją Galindię i do dziś trzepie kasę jak się patrzy (jedyny chyba mazurski pensjonat z całorocznym, pełnym obłożeniem), a reszta… Nauka poszła w mazurski las.

Nigdy nie jest się samotnym, mając gumową kaczuszkę.
(Douglas Adams)