Przejdź do strony: Poprzednia [12,

"Złota Rybka" pożarła "Łuczankę"

Autor Wiadomość
WMDarski
copy Darski & Pele

194

2007-09-24 10:19:15

„ZŁOTA RYBKA” POŻARŁA „ŁUCZANKĘ”

Kiedyś, chyba pod wpływem wszechogarniającej, mazurskiej depresji jesiennej, zastanawiałem się nad nieodwracalnymi zmianami, które zaszły sobie cichcem, prawie niezauważalnie, w moim otoczeniu, podczas kiedy zajmowały mnie dużo ważniejsze sprawy (np. zarabianie kasy na jakąś kolejną ratę za przestarzały już w międzyczasie komputer). Doszedłem do wniosku, że w wartkim strumieniu codzienności umknęło mojej uwadze i głębszej refleksji wiele wiekopomnych faktów, takich, jak np. odejście do lamusa historii aluminiowych kanek na mleko, których poranne przetaczanie pod sklepem budziło mnie w dzieciństwie, czy suwaka logarytmicznego, którego zasady funkcjonowania przyprawiały mnie o zdumienie i zgrozę w szkole średniej. Do kontenera tzw. międzyczasu trafiło też wiele miejsc i budynków giżyckich, które swego czasu były znaczącym elementem bujnego życia miasteczka nad Niegocinem. Ostatnio uzmysłowiło mi to mocno zdjęcie zamieszczone w galerii fotograficznej OFG (http://ofg.pl/gallery/0061/6102.jpg).
Do jakiejś połowy lat siedemdziesiątych parter niepozornego budynku przy ul. Obrońców Stalingradu (obecnie ul. Olsztyńska 15) zajmowała klasyczna, mazurska mordownia barowa o nazwie – „Łuczanka”. Oprócz toczącego nieco dalej swe mętne wody kanału, było to jedyne, czupurne upamiętnienie krótkotrwałej, powojennej nazwy miasta. Knajpka była tego autoramentu, co jej stali goście: miejscowe ochlaptusy i żulia, zwana wówczas „kormoranami”, tudzież chłopstwo, zamieszkujące wsie na zachód od Giżycka, które urządzało sobie tu alkoholowe przystanki w powrotnej drodze z wtorkowych i piątkowych rynków. Boczna uliczka zapchana wówczas bywała konnymi zaprzęgami, po których na bruku pozostawało sporo obroku, sypanego koniom – być może stąd się wzięła nazwa: ul. Owsiana. W tym przybytku kultury i rozrywki można było za grosze wypić szybką setę pod ogóra przy szynkwasie, nie zdejmując czapki, i dostać po ryju całkiem za darmo. Dlatego „Łuczanka” przez całe lata była wręcz legendarnym miejscem rozrywkowym giżyckiego undergroundu. Później, aby wykorzenić tę niechlubną społecznie tradycję, zmieniła nazwę na – „Agawę”. Nie pomogło. Dopiero przerobienie knajpy na sklep dało pożądany dydaktycznie efekt, ale jeszcze do niedawna spod złuszczonych warstw farby na wschodniej elewacji budynku przezierał dumny niegdyś szyld – Restauracja „Łuczanka”.
Obecnie cały obiekt jest przerabiany na nowoczesny kompleks budowlany przez właściciela powstałej tu bodajże w latach 90. „Złotej Rybki”. Zdjęcie, które trafiło do galerii OFG, wywieszone jest na okiennicy budynku, ku chwale inwestora. Dawna „Łuczanka” została rozebrana do fundamentów i zostanie zastąpiona konstrukcją w stylu XXI-wiecznego gotyku mazurskiego, który rozplenił się bujnie nad Niegocinem. Trochę mnie to zdziwiło, bo jeszcze niedawno (październik 2006) niepozorny budyneczek przy ul. Olsztyńskiej 15 trafił do Gminnej Ewidencji Zabytków Miasta Giżycka, sporządzonej przez Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie. W karcie obiektu wyczytałem, że jest to stylowy budynek mieszkalny z początków XX w., zaś zdjęcie i opis opatrzono uwagami: „W sześciu osiach drugiej kondygnacji elewacji głównej (północnej) wymieniono okna. Oryginalne zachowane w dwóch osiach. Zmieniona forma przyziemia. Wykuto nowe otwory wystawowe.” Teraz całą tą „kartą zabytku” można się podetrzeć.
„Łuczankowy” zabytek nie miał większej wartości architektonicznej, ani historycznej (może sentymentalną – dla paru osób), i nie ma co stawać w poprzek dynamicznemu rozwojowi urbanistycznemu miasta Giżycka, ale kiedy patrzę na tę zdjęciową reklamówkę, mającą skonfrontować starą ruderę z nowoczesnym tworem architektonicznym, jaki ma ją zastąpić, trudno mi się oprzeć refleksji, że jakoś o wiele bardziej podoba mi się dawna „Łuczanka”, niż ten pseudopałacyk, tchnący estetyką przejętą żywcem z klocków „Lego”. Ktoś pod zamieszczonym na OFG zdjęciem napisał, że to przypomina taką miniaturową imitację Centrum Handlowego „Guz”. Poszedłbym w tym komentarzu dalej. Zauważyłem, że całe nasze Giżycko ostatnio „guzowacieje” i to raczej nie za sprawą pana Mieczysława Guza, a pewnej architektonicznej maniery w którą popadli giżyccy projektanci. A może to jest tak, że jest tylko jeden projektant-monopolista, który w dzieciństwie uwielbiał zabawy klockami „Lego” i zostało mu to na całe życie i zawodową karierę? Ja wiem, że to, co się dzieje obecnie w giżyckiej architekturze, to i tak miodzio w porównaniu z przedsięwzięciami lat 70., upamiętnionymi w gierkowskim skansenie Osiedla XXX-lecia, ale mimo wszystko miałbym większe wymagania w stosunku do architektów (czy też – architekta), kształtujących oblicze stolicy Wielkich Jezior. Może pogapiliby się bardziej wnikliwie na stare giżyckie pocztówki, zamiast śledzić najnowsze trendy w zestawach „Lego”? Howgh!

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,291

2007-09-24 11:51:07

Mam tylko jedno życzenie do Złotej Rybki: Może by przywróciła nazwę Łuczanka.
Szanse na jego realizację równają się zeru. Ale tak jest z większością takich życzen.

 
yage

273

2007-09-24 12:32:55

fajnie pisze WMDarski. ja nie znam tych historii i wdzięczny jestem , że autor chętny jest nimi się podzielić. dziękuję.

 
pilecki

242

2007-09-24 13:52:33

Od wielu lat mam wrażenie, że giżyccy architekci w ogóle nie podglądają świata, nie jeżdżą za granicę (powiatu), nie oglądają tv, nie czytają książek, nie kontaktują się ze swoimi kolegami-architektami, są nauczeni podstaw projektowania i nie wychodzą poza ten krąg. Jednym słowem - nie rozwijają się. Kiedyś miasto mogło ściągnąć sobie Schinkla z Berlina, żeby poradził sobie z projektem kościoła, teraz nie ma takich opcji, żeby prywatny inwestor chciał wybudować obiekt na skalę ponadpowiatową. Architekci, nie wkładając wcale żadnego wysiłku w swoją pracę projektową, proponują najprostsze rozwiązania, dokładają wieżyczkę, żeby było "stylowo" i projekt się sprzedaje. Sądzę nawet, że jest jakiś katalog gotowych elementów architektonicznych, z którego wybiera się kilka rzeczy, składa do kupy i powstaje… kupa.
Jezeli chodzi o "Łuczankę" to stałymi bywalcami bywali tam piłkarze Stali (stalowcy, jak na nich mówiliśmy), którzy po meczach jadali tam zakrapiane obiadki.

 
Moris Mężczyzna
nadszyszkownik

6,860

2007-09-24 20:24:40

wieć trzeba poszukać lepszych architektów bo ci faktycznie klimatu mazurskiego miasteczka, nie potrafią zaprojektować, cieszę się że moje zdjecie na forum natchneło do napisania takiego ciekawego felietonu, przyznam że wiele szczegółów dotąd nie było mi znane, pozdrawiam

Boso, ale w ostrogach... * Nie bój się robić dużych kroków naprzód. Dwoma małymi krokami nie pokonasz przepaści * moris@ofg.pl ;-) * Jędruś - Najpiękniejszy uśmiech ;-) * Jak ja kocham te Mazury !!!* Profil CB Radio na NK ;-) *Familie.pl **** Giżyckopedia ***
ɐʞooqʇǝu oƃǝɾoʍs ǝıqnן oƃǝʇɐןp


 
a.

208

2007-09-24 21:45:22

Nie rozumiem jednego, dlaczego architekci Giżycka, (jeśli takowi istnieją) nie czerpią natchnienia z tego, co było przed wojną. Z podziwem patrzę na ul. Pionierską (wszyscy moi znajomi mają tam przymusową wycieczkę, co by poczuć klimat dawnego Giżycka). Szkoda, że te wszystkie stare domki powoli zmieniają się w coś, co mi trochę przypomina hotel Sobieski w Warszawie (koszmar architektoniczny). Aż boję się pomyśleć jak wkrótce będą wyglądać kamieniczki przy pasażu.… A można by było właśnie tam zabudować takie same domy, jakie były kiedyś na Warszawskiej czy też na Olsztyńskiej.

 
Rafał

271

2007-09-24 22:34:43

Zaiste, ciekawy felieton. Chłonę jak gąbka wszelkie giżyckie opowieści z lat 70-80 tych ubiegłego stulecia. A WMDarski to mój ulubiony autor. Marzę o tym, żeby kiedyś zechciał kontynuować opowiadania zapoczątkowane zbiorem "My Krzyżaki" i kontynuowane w "Goniąc Kormorany". Kurde, ile mogę to w kółko czytać?! Pozycje obowiązkowe dla wszystkich miłośników Giżycka. Oby tylko Autor miał jeszcze kiedyś wenę w tej dziedzinie. Może Go jakoś należy zdopingować, poprosić? Co o tym sądzicie? :-D

 
pilecki

242

2007-09-25 08:14:29

Rafał:

Pozycje obowiązkowe dla wszystkich miłośników Giżycka. Oby tylko Autor miał jeszcze kiedyś wenę w tej dziedzinie. Może Go jakoś należy zdopingować, poprosić? Co o tym sądzicie? :-D

Stowarzyszenia Wspólnota Mazurska podpisała tzw. partnerstwo z kilkoma instytucjami i w związku z tym rusza projekt, którego zadaniem będzie edeukacja regionalna (to tak w największym skrócie) - jest więc szansa na to, że w szkołach w końcu będzie przekazywana jakaś wiedza na temat historii regionu itp. Pewnie będą też uczyć o WMD - to logiczne. Nie sądzę, żeby trzeba było dopingować WMD - on jeszcze nie raz zadziwi, cokolwiek miałoby to znaczyć. Więcej o projekcie niedługo na stronach internetowych WM - www.wspolnota-mazurska.pl.
Wracając do architektów - niestety, dobra architektura to sprawa "mentalna". To trzeba czuć, znać historię regionu chociażby, ale mieć też jakiś "smak" czyli gust. I tu niestety o gustach się dyskutuje! Lepiej dyskutować o gustach, niż mieszkać w brzydkim miasteczku.

 
kivi

9

2007-09-25 10:26:28

Obserwując realizacje giżyckich architektów dochodzę do wniosku, że pomijają oni pierwszy etap projektowy: analizowania, wyciągania wniosków, inspiracji, poszukiwań formy. 5 lat (a czasem więcej) wałkowania tego na studiach i jak krew w piach. Projektując budynki ograniczają się do wpisania rzutu w linie zabudowy uwarunkowane miejscowymi planami i nadania im powielonej „guzowatej” architektury. Czy jest to wynikiem maniery, ograniczeń czasowych, wygody, czy innych czynników, nie wiem, nie znam na tyle lokalnych architektów.
Wiem jednak, że nie wszystko w tej materii zależy od architekta. Często jest on zdominowany przez inwestora, ograniczony zasobnością jego portfela i w końcu zależny od jego poczucia estetyki. A z inwestorami bywa różnie. Dużego doświadczenia zawodowego nie mam, ale jak do tej pory spotkałam się z inwestorami (90% przypadków), których poczucie estetyki było na poziomie „domków z katalogu” i koloru „jajecznego”…
Sugestia jednego z forumowiczów co by przy pasażu powstały „takie same domy, jakie były kiedyś na Warszawskiej czy też na Olsztyńskiej” jest moim zdaniem błędna. Zabiegi rekonstrukcji czy odbudowy stosuje się na nieistniejących lub zniszczonych obiektach jeżeli jest to odpowiednio uargumentowane, ale niewskazane jest dosłowne kopiowanie historycznych form w dodatku w miejscu gdzie nigdy owe formy nie istniały.
Współczesne realizacje powinny być owszem inspirowane dawną zabudową, ale nie powinny być jej wierną kopią. W moim przekonaniu mazurska architektura powinna zmierzać w kierunku poszukiwania połączenia nowoczesności i tradycji na najwyższym poziomie.
Pilecki:
„giżyccy architekci w ogóle nie podglądają świata nie jeżdżą za granicę (powiatu), nie oglądają tv, nie czytają książek, nie kontaktują się ze swoimi kolegami-architektami, są nauczeni podstaw projektowania i nie wychodzą poza ten krąg. Jednym słowem - nie rozwijają się.”
Jeżeli ktoś uważa, że z końcem studiów kończy swoją architektoniczną edukację to powinien spalić wszystkie swoje projekty i poszukać dla siebie innego zajęcia. W ten zawód wpisany jest ciągły rozwój i poszukiwanie nowych, lepszych środków wyrazu i form architektonicznych. Jeżeli nie ma kasy na zagraniczne wojaże, czasu na oglądanie tv, czy śmiałości do kontaktów z kolegami- architektami, to zawsze można sobie zamówić prenumeratę któregoś z pism branżowych, zorientować się co w trawie piszczy i wyciągnąć jakieś wnioski. Trzeba tylko chcieć.
Pilecki:
„Wracając do architektów - niestety, dobra architektura to sprawa "mentalna". To trzeba czuć, znać historię regionu chociażby, ale mieć też jakiś "smak" czyli gust. I tu niestety o gustach się dyskutuje! Lepiej dyskutować o gustach, niż mieszkać w brzydkim miasteczku.”
Możemy podyskutować, ale wątpie żeby te dyskusje miały bezpośredni wpływ na wygląd architektury w naszym mieście.
Pozdrawiam, kivi

 
pilecki

242

2007-09-25 12:49:42

kivi:

Sugestia jednego z forumowiczów co by przy pasażu powstały „takie same domy, jakie były kiedyś na Warszawskiej czy też na Olsztyńskiej” jest moim zdaniem błędna.

Nie chce mi się sprawdzać, czyja to wypowiedź, ale z gruntu jest ona fałszywa! Gdybyśmy tak myśleli (my - jako ludzkość) to nadal mieszkalibyśmy w ziemiankach, bo po co zmieniać?!
Giżycko ma duży problem z architekturą, bo nie dość, że nie dba się o tzw. "zabytki" jak chociażby budynek "Łuczanki" to niestety NIE MA w mieście miejskiego architekta z prawdziwego zdarzenia (bajki właściwie). Jego zadaniem jest nie projektowanie ale korygowanie tego co przedstawiają mu inwestorzy i projektanci. A papierkową robotę może robić kierownik wydziału architektury, czy jak to się tam nazywa teraz. Architekt miejski musi mieć wizję miasta, a nie być urzędasem. Wtedy nie byłoby problemów z kolorem "jajecznym" i domkami z katalogów. Chociaż przykładem niezłej architektury mogą być budynki na ul. Zajączka (chyba bank jakiś) czy na Kościuszki (na przeciwko US). Nie znaczy to, że należy całe miasto zarzucić takimi budynkami. A pasaż? Boję się, że będzie to niestety kolejny "pasztet"! Według mnie powinno tam być nowoczesne centrum z nowoczesnymi budynkami (choć może z elementami stylizowanymi na starocie, ale żeby starocie nie zabiły architektury) - jednak nie zabudowa w stylu centrum Pompidou (!). Jeden z projektów, które widziałem sugeruje takie lub podobne rozwiązanie. Nie sądzę, żeby projekt Radka Jurczyka eklektycznego nagromadzenia wzorów z kamieniczek rynków staromiejskich w całej Polsce był najlepszy, ale…
Cholera, przyszedł mi do głowy taki pomysł: nalezałoby sprawdzić, czy pan M. Guz też mieszka w takim "przecudnej urody" domu, jaki zafundował miszkańcom i turystom w centrum Giżycka. Chodzi mi o Centrum Onkologiczne GUZ.

 
a.

208

2007-09-25 18:32:13

quote="pilecki"]

kivi:

Sugestia jednego z forumowiczów co by przy pasażu powstały „takie same domy, jakie były kiedyś na Warszawskiej czy też na Olsztyńskiej” jest moim zdaniem błędna.

Nie chce mi się sprawdzać, czyja to wypowiedź, ale z gruntu jest ona fałszywa! Gdybyśmy tak myśleli (my - jako ludzkość) to nadal mieszkalibyśmy w ziemiankach, bo po co zmieniać?!"
Wypowiedz jest moja i wcale nie jest czymś nowym w świecie architektury. Zapraszam na elbląską starówkę, która powoli jest rekonstruowana i jakoś miasto jest dumne z tej swojej inwestycji (wspomnieć można też warszawską starówkę czy też zamek). Raczej to nie ziemianki. Chodzi o nawiązanie do przeszłości, wyczucie smaku miasta. Nie jestem stąd, ale czuję ten dawny urok miasta chodząc np. ul. Pionierską.
Jakoś nie przekonuje mnie super nowoczesność w Giżycku, bo to do miasta nie pasuje. Raczej połączenie tego, co było, z nowoczesnością. Przykład wieża ciśnień.
A to o elbląskiej starówce:
STARÓWKA ELBLĄSKA – z historycznym układem urbanistycznym, podzamczem, zespołem klasztornym i szpitalnym, z charakterystyczną dla Elbląga Ścieżką Kościelną, z zespołem zrekonstruowanych kamieniczek; to jest miejsce, które powinien odwiedzić każdy turysta. W wyniku działań wojennych II wojny światowej Stare Miasto, które urodą nie ustępowało Starówce Gdańskiej, zostało zniszczone w 65 procentach. Od kilkunastu lat prowadzona jest rekonstrukcja Starówki. Kamieniczki, które powstają nawiązują do dawnego stylu. Teren Starego Miasta to eldorado dla badaczy przeszłości, największy poligon architektoniczny w Europie. Wydobyte przez archeologów przedmioty lub ich fragmenty trafiają do elbląskiego muzeum. Na Starym Mieście na turystów czekają liczne kawiarenki, puby
http://www.umelblag.pl/turysta/nasze_miasto.htm

 
pilecki

242

2007-09-25 19:29:53

Chodzi o to, że nie można w kółko podczepiać się pod starocie i chcieć, zeby tylko starocie odbudowywać, bo inaczej naprawdę byśmy mieszkali ciągle w starociach. Oczywiście, że musi być sensowne połaczenia starego i nowoczesnego (znakomity przykład to budynek dawnej mennicy w Warszawie, DAWNEJ). Ale w Giżycku nie ma do czego "doczepić" nowej architektury, a już na pewno nie na pasażu! A projektowanie "w stylu starówek" to jednak nieporozumienie. Znam przykład starówki elbląskiej od czasów Galerii El i to jest super przykład. Natomiast starówka warszawska jest dla mnie sztucznym tworem (pomimo, że rekonstrukcja) bo tam nie toczy się życie - tam przewalają się tylko tłumy turystów i bywalców, bo taki fason. Ta starówka jest po prostu martwa. Fajnymi przykładami "żyjących" starówek są Toruń (oryginał), własnie Elbląg, ale i "nowa" starówka w Olsztynie, a poaz tym Gdańsk, Poznań, nawet Bydgoszcz i inne.

 
a.

208

2007-09-25 22:19:02

Jeśli mówimy o super nowoczesności, to powinna, to być raczej baza wokół jeziora, która poprawi bezpieczeństwo żeglarzy (myślę o tegorocznej nawałnicy). Jezioro jest śliczne, ale teren wokół jeziorka jest beznadziejny (brak ścieżek do spacerowania).
A samo miasto, to właśnie połączenie staroci z nowoczesnością (funkcjonalnością). Mazury mają swój klimat i super nowoczesne budowle tutaj po prostu nie pasują. To tak jakby ktoś w Zakopanym zbudował wieżowiec. Każdy region ma swoją architekturę. Mazury też mają i nie ma sensu tworzyć sztucznych tworów. Szkoda, że budynek, o którym tutaj piszecie na Olsztyńskiej poległ w "bitwie".
A swoją drogą fascynują mnie odrestaurowane starocie, może przesiąkłam w jakimś stopniu Krakowem. Może, dlatego też fascynuje on innych. Tam dba się do przesady o zabytki. Zawsze na karku ma się konserwatora zabytków, a na terenach poniemieckich dalej panuje samowola. Trudno takie mam zdanie!
Tylko pytanie, dlaczego wszystkie wystawy tutaj na Mazurach, to powrót do przeszłości, do pięknych budowli. Jakoś nie widziałam zachwytu nad blokami z lat 80- tych i tym podobnych budowli. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie chodzi mi o zaściankowość, ale o wydobywanie piękna z tego, co jeszcze tutaj istnieje. Po co Wam kolejne „Gusy

 
pilecki

242

2007-09-26 08:22:30

Ja nie mówię, że ma być supernowocześnie, ale… nowocześnie. Nie znaczy to, że mają być szklano-betonowe budowle. Jak się w tym środowisko obracasz, to sam wiesz, jak wygląda chociażby architektura starówki w Olsztynie.

a.:

Tylko pytanie, dlaczego wszystkie wystawy tutaj na Mazurach, to powrót do przeszłości, do pięknych budowli. Jakoś nie widziałam zachwytu nad blokami z lat 80- tych i tym podobnych budowli. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie chodzi mi o zaściankowość, ale o wydobywanie piękna z tego, co jeszcze tutaj istnieje. Po co Wam kolejne „Gusy

Co do wystaw - logiczną dla mnie kolejnością tych wystaw jest taka kolejność: pokazać chronologicznie Giżycko dawne, zahaczyć o "wędrówkę ludów" po 1945 roku, a przyjdzie też kolej na wspólczesne Giżycko i tam raczej nie będzie wspaniałych bloków (projektowanych zresztą prze ARCHITEKTÓW, a nie przez system) bo chcemy pokazać mieszkańców (w tym także architektów, niestety). Ten "ciąg" do pokazywania staroci rozumiem u ludzi - podświadomie chcą wracać do dobrych wzorów, a nie promować budowle w stylu GUZa i śmiesznych domków typu budynek Fuji, blokowisko z Biedronką przy ul. UE, beznadziejnego budynku na Traugutta przy GCK i wielu innych.

 
kivi

9

2007-09-26 12:42:06

Popieram Pileckiego.
Rekonstrukcja starówki w Elblągu była jak najbardziej uzasadniona, poza względami ekonomicznymi, ważne było odtworzenie historycznego układu urbanistycznego miasta. Zrekonstruowanym kamienicom nadano uwspółcześnioną formę (którą na wykładach z konserwacji zabytków podaje się jako przykład „złej architektury”, ale mniejsza z tym). Sam cel był słuszny. Nie rozumiem natomiast idei tworzenia w Giżycku sztucznej historyzującej struktury tylko i wyłącznie po to żeby nadać klimat „starówkowy”. Owszem powinno się moim zdaniem dążyć do podkreślenia małomiasteczkowego uroku (chyba, że ktoś ma kompleks, na który lekarstwem jest pierdyknięcie pełnowymiarowej starówki), a środkiem żeby to osiągnąć nie musi być wcale wierna kopia zabytkowej architektury. Nie trzeba też się koniecznie z nowoczesną architekturą „doczepiać” do zabytków (w Giżycku takim miejscem zabytkowym z dużym potencjałem jest Twierdza Boyen). Można stworzyć klimat także za pomocą samej nowoczesnej architektury. a. proponuję poszerzyć horyzonty. Nowoczesność to nie tylko funkcjonalność, to nie tylko szkło, beton i wieżowce, czy ostatnio bardzo „trendy” bloby. Nowoczesna architektura także potrafi zbudować klimat.
Posłużę się przykładem z naszego regionalnego podwórka. Jak się wjeżdża do Kozina od strony Giżycka to po prawej stronie stoi zaadaptowana na cele mieszkaniowe stodoła. Tutaj można sobie popatrzeć http://www.luxlux.pl/artykul/620/dom_na_mazurach
Czystość formy i przekazu, drewno, szkło i stal. I „stare” i nowoczesne zarazem. Wysoka jakość architektury, dbanie o detal. Jak dla mnie – bomba. Tylko proszę nie osądzajcie mnie, że najchętniej Giżycko zabudowałabym szklanymi stodołami. Chodzi mi o pewien sposób myślenia. Umiejętnego traktowania nowoczesnej architektury w kontekście miejsca, nadanie odpowiedniej formy i zestawienie materiałów.
Co do architekta miejskiego to na pewno Pilecki masz rację, że powinien być to wizjoner i mieć kontrolę nad tym co się w mieście buduje. Chociaż ja mam wątpliwości czy faktycznie mogłoby to być realne.
Pozdrawiam, kivi

Przejdź do strony: Poprzednia [12,