jez. Ryńskie

Autor Wiadomość
holger_danske
Użytkownik usunięty

2007-03-22 17:19:31

Witam po długiej przerwie. Projekt, który w tej chwili realizujemy na studiach okazał się pożeraczem czasu. Znalazłem jednak chwilkę, żeby skrobnąć coś w tym dziale, bo jeszcze troszkę i zaszedłby kurzem :)

Jeszcze jednym akwenem na który wspólnie się wybierzemy jest Jezioro Ryńskie. Dlaczego? Sam nie wiem :) Być może dlatego, że po wyjściu z kanału Tałckiego (skręcając w prawo) zostawiamy w tyle szlak do Mikołajek. Być może w naszych wędrówkach tam popłyniemy, ale będzie to rejs ''na odwal'' do momentu, gdy uciekniemy od zgiełku i motorówek na bezkresny przestwór Śniardw, ślepe kiszki Tyrkła lub gęste sitowie Sekst. Nie polecam ucieczki przez Bełdany, bo spokój naszej drogi (aż do Rucianego) mącić będą latające co chwila (tam i z powrotem) motorówki.
Szlak Ryńskiego zaczyna się (oczywiście umownie, bo dla każdego jezioro może zaczynać się gdziekolwiek indziej) od zat. Skanał. Jest to wspaniałe miejsce do postoju. Szczególnie pomocne jako schronienie przy ciężkich warunkach nautycznych. Bardzo mile je wspominam od momentu, gdy dwa lata temu wpadłem tam kaczuszką przy cholernie silnym wietrze. Płynąłem wtedy na Zlot OldTimerów do Rynu. Nic nie zapowiadało nadejścia ciężkich warunków. Przez cały dzień utrzymywał się wschodni wiatr, bardzo równy, bez nagłych podmuchów. Ha, zdążyłem jeszcze postawić patyk i żagle po wyjściu z kanału Tałckiego. Zbliżała się godzina 18:00, czyli teoretycznie godzina totalnego sztilu. Nagle, jakby zgodnie z planem, dakronowe płótno rozciągnięte między aluminiowym masztem a drewnianym bomem zaczęło bezwładnie zwisać, a następnie wydymać się w drugą stronę. Chwilę potem widziałem już tylko idący od południowego-zachodu szkwał, najpierw jeden a potem jeszcze kilka po kolei. Zza wysokiego wzgórza wyłoniła się wredna chmura, która na szczęście na ''biały szkwał'' nie wyglądała. Niestety silne podmuchy uniemożliwiły mi zrzucenie choćby samego foka. Zresztą próbowałem to zrobić, lecz łopoczący żagiel uderzył szotem w rozbuchtowany fał i obie liny zakręcił wokół siebie. Co było robić? Oczywiście ratować sprzęt! Na zapętlonym foku na wiatr się nie da, z wiatrem nie popłynę, bo fala rozetrze kaczuchnę na brzegu nieopodal Skorupek - jedynym wyjściem wydawało się utrzymać jacht w półwietrze i dolecieć właśnie do zat. Skanał. Wleciałem tam z olbrzymią prędkością. Żeby wytracić impet po zwrocie do linii wiatru przeleciałem jeszcze jakieś 15 metrów po trzcinowisku. Naturalnie bez obawy o kil, bo brzeg tutaj głęboki i mulisty. Później już tylko padało… a słońce pokazało się dopiero, gdy już jego trzecia część chowała się za horyzont. Takie zachody słońca samorzutnie wciskają na usta tekst starej piosenki szuwarowo-bagiennych weteranów: zespołu ''Spinakery''… Właśnie, ''Spinakery'', a nie jakieś tam g…no.

I znów wieczór i zapach "Alpagi",
I nikogo nie ma znów przy mnie.
Na komary też nie zwracam uwagi,
Znowu marzę o mojej dziewczynie…

Do niedawna zejście na ląd w tym miejscu było ciekawym doznaniem. Dwa lata temu skończono tam dość drastyczną wycinkę drzew. Kilka kikutów zostało, ale wystarczyło żeby przegonić skutecznie stamtąd dziki. W październiku 2006 zapłynęliśmy tam, jak co roku, poszukać grzybów (tradycją naszych wypadów jest jajeczniczka na podgrzybkach). Oprócz trujących blaszkowców nie udało się znaleźć nic, co można by było zjeść. Dla porównania dwa dni wcześniej na Szerokim Ostrowiu (jez. Śniardwy) nabraliśmy pełne kieszenie kozaków i podgrzybków. Ale nic to! Płyniemy dalej! Zaraz po wyjściu z naszej zatoki obieramy kurs ''w prawo'' na płw. Pazdur. Przypominam, że wybieramy się w rejony kręcącego wiatru, który raptownie w formie siarczystego szkwału lubi spaść z któregoś wzgórza, lub przywiać zza półwyspu.


Przy słabym wietrze trzeba sie nieźle napocić

Dwa lata temu, na drugi dzień po opisywanym wyżej wietrze była zupełna flauta. Odcinek od mniej więcej środka zatoczki za Pazdur pokonywałem jakieś dwie (od 5:00 do 7:00 rano) godziny (ok. 700m). Grunt to trzymać się środka przesmyku. Zalesiony cypel ma piaszczyste, podwodne przedłużenie, na którym można się zawiesić. Niektóre przewodniki notorycznie straszą turystów, że na Ryńskim bezwzględnie trzeba trzymać się farwateru. To nie prawda! Na jeziorze są tylko dwa, góra trzy miejsca, nadzianie się na które może spowodować straty w sprzęcie, reszta to piaszczyste łachy. Opiszemy je później! A tymczasem halsujemy. Przy wiatrach zachodnich to nie lada wyzwanie, bo piaszczyste wypłycenia dodają tej czynności wiele atrakcji.


Ostatnie spojrzenie na Tałty

Samo jezioro Ryńskie zaczyna się właśnie tutaj, tuż za prostą łączącą Mrówczy Róg i Pazdur. Po lewej (zachodni brzeg) rozciągają się malownicze, zielone wzgórza porośnięte na zetknięciu z jeziorem krzaczorami, a u szczytu przyozdobione w topole i lipy.


Wzgórza jez. Ryńskiego


Ciekawe jak się mieszka na wzgórzu?

Z drugiej strony jeziora widzimy zabudowania wsi Mrówki, a nieco dalej Mrówczą Zatokę (Zatoka Mrówki/Mrówka/Mrówczańska - różnie piszą na małpach). Do zatoki warto wpłynąć, a nawet zostać z biwakiem na noc. Kilka pomostów przy wiosce Mrówki i bindug po drugiej, zacisznej stronie zatoki na pewno się znajdzie. Dalsza droga prowadzi w kierunku północno-wschodnim. Około 2,5 km. dzieli nas od miejsca, gdzie możemy uszkodzić jednostkę. Spokojnie żeglujemy w stronę Rynu aż do momentu gdy napotkamy dużą, porośniętą trawą i wysadzaną głazami wyspę. Tylko malutki cypel od niej wychodzący zaadoptowały dla siebie olchy. Pamiętam jeszcze sprzed 15 lat, że nie rosła tam ani jedna. Nazywam ją (nie wiem sam skąd się to wzięło) Wyspą Księcia Edwarda, żeglarze czasem używają nazwy Łysa, mapy na ten temat milczą… Słyszałem kiedyś, że po wojnie wypasano na niej owce, potem bydło. Gdzieś także czytałem, że miejscowi stworzyli legendę o rzekomej fabryce akumulatorów do U-BOOTów ukrytej pod wyspą. Troszkę bzdurnie to brzmi, ale przynajmniej wyjaśnia zagadkę braku drzew na wyspie :).


Fragment "Wyspy Księcia Edwarda"

Opływając wyspę trzymajmy się od niej z daleka. Szczególnie od strony wschodniej musimy uważać na kamienną łachę, która znajduje się nieopodal tej wypustki porośniętej olchą. Atakować ostrów możemy od strony zachodniej, gdzie podejście jest całkiem głębokie. Odważni mogą wejść na szczyt wzgórza, lecz odradzałbym ze względu na olbrzymią ptasią kolonię. Od Wyspy Księcia Edwarda mamy już tylko rzut beretem do pewnej mazurskiej osobliwości. Mianowicie niejeden Norweg mógłby nam pozazdrościć tak malowniczego fiordu (!).


Mazurski fiord

Fakt, ze tu za skalne urwiska robi ściana lasu, ale wrażenie robi niesamowite. Jest to doskonałe na postój zaciszne miejsce. Nie polecam go do kąpieli ze względu na muliste dno i zawalone do wody grube gałęzie. Dojście do brzegu jest kapitalne. Nawet tuż przy samym wejściu do zatoki Rominek mamy po lewej kilka miejsc do postoju, a obok nich, w głębi lasu uchowało się przed ludźmi parę piknikowych drewnianych daszków z ławami. Postój przez duże ''P'' zafundujemy sobie płynąc w głąb fiordu aż do końca. Mamy tam malutką wysepkę z cumowiskiem dla kilku jachtów. Koryto zatoczki jest bardzo głębokie. Czasami w poprzek rozciągnięte są sieci z wąskim przesmyczkiem między tyczkami. Za każdym razem źle oznaczone.


Jak co roku źle oznaczone przejście. Z prawej i z lewej rozciągnięto sieci :)

Wyjście z Rominka przy tak wysokich brzegach trwa zwykle sporo czasu. Wiatr okropnie kręci i w zasadzie jeśli spieszycie się do Rynu to nie ma sensu zapuszczać się aż na sam koniec.

Droga do Rynu prowadzi w lewo. Na wysokości Rybicalu mijamy małą wysepkę, która aż prosi się opłynąć wschodnia stroną. Głębokość po tej stronie waha się od 0,5 do 1,5 metra. Piaszczysty plos przed I Zlotem OT narobił nam sporo biedy. Nasz prezes skrócił sobie drogę…i urwał sprzęgło.(zapis rozmowy: http://www.yachtoldtimer.pl/II_BIESIADA_2005.html). Kiedyś też widziałem GIGĘ, której załoga płynąc z wiatrem brała TAJFUNA (4,5 MG) i w momencie największej radości (wynikającej chyba z wyprzedzenia) pospadała od uderzenia w łachę do wody. Jacht ze stajni Witolda Tobisa (konstruktora kaczuszki) położył się na burcie i do kokpitu zaczęła wlewać się woda. Sporo czasu trwała akcja ratownicza, ale na szczęście TAJFUN ma mocny silnik (VOLVO PENTA MD5A).


Małą wysepkę najlepiej brać od zachodu.

Cóż więcej można napisać w wersji demo? :D Hmmm, do Rynu kierujemy się prosto na dach zamku - tam mamy świetny port miejski. Przepływamy jeszcze obok dawnego ośrodka Sośnicowice (nie wiem czyje to teraz jest). Zwróćmy uwagę na pływające wszędzie deski windsurfingowe, na których uczą się adepci aktywnego wypoczynku :ok:

Ryn jest doskonałym acz niedocenianym miejscem na imprezy żeglarskie. Już trzeci rok z rzędu przy miejskiej przystani organizowane są imprezy z cyklu BIESIADY OLDTIMERÓW, na które zjawiają się amatorzy starej tradycji żeglarskiej. Każda impreza OT zazwyczaj zaczyna się już wieczorem w drugi piątek lipca. Piątkowe spotkanie ma jedynie charakter kameralny. Przybyłych witają włodarze Rynu. Przy ognisku i śpiewie szantymena upływa spotkanie aż do świtu. Sobota jest dniem oficjalnego powitania załóg przez samorządowców. Rozgrywane są także regaty w formule przelicznikowej. Przelicznik uwzględnia masę jachtu, powierzchnię żagla, materiały z którego są zbudowane itp oraz czas przebytej drogi. Jest to wspaniały widok (z nabrzeża widać cały przebieg procedury startowej), gdy przeszło 13 metrowe jednostki ścigają się z 5 metrowymi ''łupinkami''. Zanim komputerowo nie przeliczy się wyników nie wiadomo kto jest zwycięzcą. Koniec regat zazwyczaj przewidziany jest na godz. 15:00. Od tego momentu zaczyna się czas dla turystów, którzy mogą podejść zrobić sobie zdjęcie, obejrzeć wnętrze jachtu, porozmawiać z armatorami. Cały dzień na nabrzeżu dyrektor Ryńskiego Centrum Kultury zabawia oglądających zmagania muzycznym mish mashem, a sędziowie komentują regaty. Po regatach organizujemy teatrzyki dla dzieci. W zeszłym roku grupa z Białegostoku wystawiała przedstawienie ''Przez siedem mórz i oceanów''. Pyszna zabawa, nie tylko dla dzieci, bo dorośli także chętnie oglądali. Zainteresowani dostają przy nabrzeżu kupony, na których wybierają ''Jacht z duszą''. Wśród uczestników losowane są nagrody od organizatorów, a ''jacht z duszą'' dostaje puchar. Jeżeli chodzi o regaty, to nagrody są symboliczne. Głównym celem żeglarzy jest unikanie sytuacji, w której ludzie walczą (dosłownie) o jakieś pozłacane badziewie - ideą jest dobra zabawa i wspólne bujanie na falach. Kulminacją sobotniego wieczoru jest autorski koncert Jędrzeja (wspomnianego wyżej w linku szantymena z Olsztyna). Koncert poprzedzony jest wspominkami tych wielkich żeglarzy, którzy odeszli na wieczna wachtę. Znicze ustawiane są na wzór kotwicy.


Za Tych, co odeszli na wieczną wachtę

Od 2006 roku przyjęło się, że o godz. 9:00 w niedzielę organizowane jest nabożeństwo w intencji tych żeglarzy, których już nie ma między nami, a także bezpiecznego powrotu do domu. Za ołtarz służy przewrócony do góry dnem FINN. Kapłan ma na głowie kapitańska czapkę. Ostatnim razem na mszę przyszło pełno ludzi z samego Rynu.


Niedzielne nabożeństwo dla żeglarzy i mieszkańców Rynu

Przy akompaniamencie Jędrzeja i przy śpiewie tych wszystkich gardeł atmosfera stawała się bardziej mistyczna. Ale cóż ja będę mówił… trzeba to zobaczyć! ZAPRASZAM!

Noclegi w miejski porcie maja jeden mankament. Młodzież wracająca z dyskoteki plądruje namioty stojące przy pomostach i zwalnia cumy z polerów. W rezultacie niektórzy budzą się albo na ''pełnym morzu'' albo stukając dziobem w silnik sąsiada. Najlepiej zostawić psa na pokładzie (o ile da się zostawić, bo moja Reja ani myśli spać w kokpicie).

Do zobaczenia na wodzie!
KHB.

 
Denver Wyróżniony Mężczyzna

2,683

2007-03-22 17:24:35

Ryńska zatoczka to świetna miejscówka! Niezbyt tłoczno, keja przyjazna żeglarzom. Poza tym jez. Ryńskie to idealny akwen do ćwiczenia "człowieka za burtą" i halsowania.

Mam nadzieję, holger, że jeszcze nie raz, nie dwa zamoczysz wirtualne pióro w kałamarzu i umilisz nam wieczory swoimi tekstami. Super!

„A może UM ma jakieś udziały w OFG i poprzez taką reklamę osiąga jakieś zyski np. w celu spłacenia zaciągniętych kredytów?” — lewek12, 12.01.2008
 
Myfunia :)

805

2007-03-22 17:37:39

Holgerku opis jak zwykle świetny :-D zachęcający do żeglowania… i odświeżający wspomnienia z wakacji o jeziorze Ryńskim! ale już niedługo… x

...:::: www.naszemazury.eu - o Giżycku i słodko, i gorzko... ::::...
 
marker Mężczyzna

337

2007-03-22 18:08:47

brawo!

 
holger_danske
Użytkownik usunięty

2007-03-26 17:14:34

Przed południem otrzymałem wiadomość, że przy okazji Zlotu OldTimerów (6-8 lipca 2007) w tym roku regaty o Puchar Burmistrza Rynu się nie odbędą. Okazuje się, że nowa ekipa włodarzy nie jest zainteresowana tą propozycją promocji miasta… W to miejsce zostaną rozegrane regaty o Puchar Starosty Powiatu Giżyckiego.

Reszta imprezy bez zmian :ok:

pozdrawiam

 
Cieśla Sewruk

1,230

2008-12-02 18:46:55

Kilka drobnych poprawek i uzupełnień

holger_danske:

Samo jezioro Ryńskie zaczyna się właśnie tutaj, tuż za prostą łączącą Mrówczy Róg i Pazdur.

Wg. mnie Ryńskie zaczyna się dokładnie na przesmyku przy półwyspie Pazdur, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało :)

holger_danske:

Nazywam ją (nie wiem sam skąd się to wzięło) Wyspą Księcia Edwarda, żeglarze czasem używają nazwy Łysa, mapy na ten temat milczą…

Z tego co wiem miejscowi na wyspę, którą nazywasz Wyspą Księcia Edwarda mówią Goła Zośka lub nazywają Dużą Wyspą w odróżnieniu od tej znajdującej się obok zwanej Małą Wyspą. Mała Wyspa ma również drugie bardziej romantyczne imię tj. Tumidaj :)

holger_danske:

Słyszałem kiedyś, że po wojnie wypasano na niej owce, potem bydło. Gdzieś także czytałem, że miejscowi stworzyli legendę o rzekomej fabryce akumulatorów do U-BOOTów ukrytej pod wyspą. Troszkę bzdurnie to brzmi, ale przynajmniej wyjaśnia zagadkę braku drzew na wyspie :)

Wyjaśnienie braku drzew jest zupełnie proste. Przez lata powojenne (być może również robiono to przed wojną) na wyspie wypasano byki. Wczesną wiosną rolnicy z Rybicalu ładowali na łódkę alfa-lidera a pozostałe płynęły uwiązane za łodzią. Byki w zasadzie wypasały się same nie wymagały przecież w przeciwieństwie do owiec czy krów dojenia, przynajmniej nie robił tego nikt przy zdrowych zmysłach :) a intensywnie przybierając na wadze nie pozwoliły na zbyt bujny rozwój roślinności. Od kilkunastu lat zaprzestano wypasu i od tej chwili na wyspie powstało jedno z największych miejsc lęgowych ptaków na Wielkich Jeziorach a i drzewa z krzakami zaczęły nareszcie rosnąć. Nie sądzę jednak aby Goła Zośka utraciła prawo do swej szlachetnej nazwy. Nie pozwolą jej na to ptaki a raczej to co w dużej ilości produkują :). Polecam wczesną wiosną podjechać na położone na wysokim zachodnim brzegu przy drodze do Wejdyk pole biwakowe. Widok tysięcy ptaków i hałas jaki tworzą (słyszalny w Rynie) jest niesamowity

holger_danske:

Przepływamy jeszcze obok dawnego ośrodka Sośnicowice (nie wiem czyje to teraz jest).

W Rynie na ten ośrodek mówi się Sośnica od Kopalni Sośnica, której był własnością. Obecnie własność Górniczej Agencji Turystycznej

<°))))><
<°))))><
<°))))><

 
turniej

8

2008-12-02 19:28:31

Też poprawię:

Cieśla Sewruk:

W Rynie na ten ośrodek mówi się Sośnica od Kopalni Sośnica, której był własnością. Obecnie własność Górniczej Agencji Turystycznej

… na 100% Gliwickiej Agencji Turystycznej  ;-)

 
www.kursmazury.com

3,882

2008-12-02 20:40:06

Cieśla Sewruk:

Kilka drobnych poprawek i uzupełnień

holger_danske:

Przepływamy jeszcze obok dawnego ośrodka Sośnicowice (nie wiem czyje to teraz jest).

W Rynie na ten ośrodek mówi się Sośnica od Kopalni Sośnica, której był własnością. Obecnie własność Górniczej Agencji Turystycznej

Okreslenie"Sośnicowice" jest dosyć popularną wśród zeglarzy nazwą kompleksu przylegających do siebie ośrodków wypoczynkowych: Zofiówka-Szczygłowice-Sośnica, bo mało kto z nich(żeglarzy, znaczy) wie, ze to sa oddzielne obiekty. Z wody wygladają jak jeden, więc stąd owo okreslenie.
Granica między jeziorami Tałty i Ryńskie nie została nigdzie jednoznacznie wyznaczona, więc każdy autor jakiejkolwiek publikacji okresla ją sobie w dowolnym miejscu owego przesmyku-jedni na początku, inni na końcu, a jeszcze inni na srodku.

 
Cieśla Sewruk

1,230

2008-12-02 22:33:08

turniej:

… na 100% Gliwickiej Agencji Turystycznej  ;-)

No tak, zgadza się

www.kursmazury.com:

Okreslenie"Sośnicowice" jest dosyć popularną wśród zeglarzy

tego nie wiedziałem

www.kursmazury.com:

Granica między jeziorami Tałty i Ryńskie nie została nigdzie jednoznacznie wyznaczona

ja jakoś nigdy nie miałem w tej kwestii wątpliwości tym bardziej, że podział w tym miejscu wydaje się najbardziej naturalny ze względu na największe przewężenie - ok 50 m, uwzględniając pas trzcin

<°))))><
<°))))><
<°))))><

 
www.kursmazury.com

3,882

2008-12-02 23:01:07

Cieśla Sewruk:

ja jakoś nigdy nie miałem w tej kwestii wątpliwości tym bardziej, że podział w tym miejscu wydaje się najbardziej naturalny ze względu na największe przewężenie, które nie jest większe niż 50 m, uwzględniając pas trzcin

A,widzisz? Mówiłem, ze każdy sobie sam wyznacza owo miejsce.I nikt nie ma wątpliwości.