Kirsajty, Most Sztynorcki

Autor Wiadomość
holger_danske
Użytkownik usunięty

2005-12-19 18:01:39

Nie ma jak Most Sztynorcki przy pięknej pogodzie, kiedy wychylają się powoli zza drzew jego przęsła. Z daleka widać zwalniające samochody i autokary. Turyści starają się choć na chwilę przystanąć, by spojrzeć na Dargin. Żeglując po północnej części Krainy Wielkich Jezior nie sposób przepłynąć obojętnie obok tej budowli. Bawiąc w tamtej okolicy warto zadać sobie trud wejścia na wiadukt. Warto również zabrać ze sobą lornetkę, by przy odrobinie szczęścia poobserwować suszące pióra kormorany na Poganckich Kępach, błyskawice ciskane w odmęt ''słotnego jeziora'', albo rozciągającą się od Harszu, aż po samo niebo, tęczę.
Widok na most od strony jez. Dargin
Jesienią widać tu klucze zbierającego się do odlotu ptactwa. Łabędzie obok kaczek. Tu czapla, a dalej zdezorientowana całym tumultem rybitwa. Sen zapada nad krainą Tysiąca Jezior, a ostatnie kormorany odlatują wraz z najwytrwalszymi żeglarzami.

Zimą pełno tu ''ludzkich wysepek'', co jakiś czas mieni się w słońcu łuska złowionej przez kogoś ryby. Najczęściej widać pręgi okonia. Rzadziej paszczę szczupaka. Sieja zniknęła. Wytrzebiła ją ludzka pazerność wędkarzy-mięsiarzy. W latach 80-tych zdarzało się, że rekordziści łapali po 100 i więcej sztuk. Zimy są coraz lżejsze, lód pokrywa jeziora dopiero w styczniu. W tych warunkach ikra sieji złożona w trzcinach ulega przemieszaniu przez fale wolnego jeszcze jeziora.

Od czasu do czasu po lodzie przemknie samochód. Kto może w nim jechać? Trudno powiedzieć, może straż rybacka na kontrolę zezwoleń, a może znudzony wędkarz wraca do domu, bo ''nie bierze''. Słońce razi blaskiem odbijając się od śniegu…
Tak, tak - to miejsce jest piękne nie tylko latem.

Zanim udamy się na most polecam przybicie do przystani sąsiadującej z wiaduktem po stronie jez. Kirsajty. Od strony Darginu także można zacumować, ale istnieje niebezpieczeństwo, że przy południowym wietrze nasz jacht odrapie się o betonowe nabrzeże. Przepływamy pod przęsłem z dwoma żółtymi rombami. Zanim skręcimy w stronę pomostów upewnijmy się, czy nie płynie cos z naprzeciwka. A z tym bywa różnie. Czasem widać żeglarzy, którzy skręcają w stronę kładek tuż przed dziobem statku Żeglugi Mazurskiej. Jeszcze inni z impetem walą w drewniany pomost lub haczą położonym masztem o wanty innych. Kiedy już uda się nam dobić konieczne jest rzucenie kotwicy. Ma to taki minus, że przy odchodzeniu od kei sporą część czasu zajmuje oczyszczenie danfortha z wodorostów. Plusem jest natomiast zabezpieczenie jachtu przed następstwami fali wytwarzanej przez przepływające statki.

W 2000 roku (2 tyg. po pamiętnej burzy) miało tu miejsce pewne zdarzenie. Zacumowało pewne starsze małżeństwo. Pani przygotowywała obiad, a jej mąż zajmował się pracami bozmańskimi. Z głośnej rozmowy wynikało, że uzgadniają dalszą trasę rejsu. Po obiedzie ''pół godzinki dla słoninki''. Dziadek poszeł do dziobu zwolnić cumę, a jego żona miała za zadanie wyrwać z dna kotwicę. ''Ciągniesz?!'' zawołał zniecierpliwiony staniem na gorących deskach pomostu dziadek. Babcia się zaparła, posżło! W tym momencie wszyscy obserwujący to zdarzenie wypluli wszystko co mieli w ustach. Starsza pani wyciągnęła z wody… topielca! Wystraszona puściła linę. Ciało poszło znów pod wodę. Jakiś czas później przyjechali płetwonurkowie. Niestety ani na kotwicy, ani w najbliższym sąsiedztwie portu topielca nie znaleziono… Możliwe, że dobry Neptun dał mu spocząć w Hilo.

Idziemy na most podziwiać widoki. Jeśli naglą fizjologiczne sprawy to zaraz przy moście jest sławojka. Strach do niej wejść, strach oddychać, ale jak przyciśnie to nie ma wyboru. Wtedy w ramach pocieszenia zalecam trzymanie jedna ręka haczyka od drzwi i rozkoszowanie się widokiem artystycznie namalowanego na szybie kwiatka. Aha, no i papier trzeba wziąć swój, bo czasami znika :) Zaopatrzyć się w brakujące produkty możemy w budce z reklamą ''canabis''. Zanim dopchamy się do okienka musimy przejść przez ogonek z ludźmi czekającymi na kolej zrobienia sobie zdjęcia z liściem marychy.
Jedna z największych atrakcji Mazur :smiley_crazy:

W drogę! Grota staw! Foka staw! Kotwicę rwij! Płyniemy! Mój apel: jeśli jesteś kiepskim żeglarzem, kupiłeś patent, lub po prostu nie odróżniasz prawego halsu od lewego i nie wiesz kto ma pierwszeństwo - ODPAL SILNIK Zaoszczędzisz nerwów tym, którzy znają przepisy (szczególnie gardziele przesmyków są tak małe, że przy 10 halsujących jachtach wchodzą w życie przepisy regatowe - wszyscy tam idą na maksa i wkurzają się gdy lewy hals nie ustępuje)

[prawy hals = pierwszeństwo]
PS. na silniku ustępujesz wszystkim


Kirsajty. Widok z mostu

Jezioro nie jest zbyt głębokie. Miecz i płetwa sterowa nie mogą być maksymalnie opuszczone. Zaczynając żeglugę od przystani, kierujemy się w lewo. Płynąc wzdłuż trzciny zauważymy wejście do pewnego kanału. Jest to kanał prowadzący do parku majątku Lehndorffów w Sztynorcie. Skracał on o co najmniej 1/3 drogę do wyspy Upałty na Mamrach Północnych, która była własnością rodu. Jachtem nie da się tu wpłynąć. W poprzek koryta leżą powalone drzewa i gałęzie. Polecam za to eksplorację na małej wiosłowej łódce.

Zaraz obok wejścia do kanału mamy wyspę Sidorkową. Rezyduje na niej nieskończona (chyba) ilość ptasiego gościńca. Wokół słychać tylko ptasie kłótnie. Okolica wysepki jest rajem dla ryb. Echosonda wskazuje na 2 m liczne ławice drobniaczki. Przy dnie między zaczepami z konarów olchy żeruje szczupak. Na niego z kolei czai się jakiś jegomość machający spinningiem.

Prawa strona tej części jeziora jest słabo rozwinięta. Oprócz farwateru (2,0 - 2,5 m), głębokość nie przekracza tu 1-1,5 m. Moczarka czepia się za bardzo opuszczonej płetwy sterowej spowalniając znacznie jacht. Wróćmy na szlak. Znów stawiamy żagle. Przejście przez pierwszy przesmyk jest głębokie na całej szerokości. Aby nie tracić na dryfie, można śmiało opuścić cały miecz. Dużo zabawy przy halsowaniu, ale się opłaca dając dużo satysfakcji. Szczególnie, gdy mija się pędzących na pełnej mocy silnika innych wodniaków.

Za przesmykiem znowu otwiera się większa przestrzeń. Zamiast lecieć na złamanie karku zalecam obranie kursu na prawo w kierunku Małego Ostrowiku. Jest tu płycej ale za to dobrze bierze ryba. Można także przycumować w ciszy do brzegu wyspy i zrobić obiad. Zanim jednak się ściemni lepiej stamtąd uciekać, aby nie stać się ofiarą atakujących chmar komarzyc. Brzeg nie zachęca do cumowania. Jest podmokły i prawie w całości porośnięty trzciną. Nic tu po nas!

Owczym pędem podążamy za karawaną innych jednostek w kierunku półwyspu Kurka - tam czeka na nas drugi przesmyk. Na przesmyku uważać trzeba na: prawy brzeg - bardzo zdradliwy, szybko się podnosi i rzecz jasna zaraz staniemy na mieczu, lewy brzeg: mniej więcej w połowie długości leży olbrzymi głaz, dzięki któremu VENUSki pozbywają się mieczy Tuż za przesmykiem wyłaniają się Mamry, które niejednemu piratowi dały w kość…


To co widzi sternik leżący na rufie. Dwa porządki (Mamry)
k.b

 
young Mężczyzna
W. Iwaszkiewicz

5,850

2005-12-20 07:38:18

Z mostem sztynorckim wiążą się moje pewne wspomnienia:
1) pewnego październikowego weekendu wybraliśmy się na rejs trasą: Giżycko - Sztynort - Węgorzewo - Giżycko. Pierwszy dzień minął w miarę spokojnie. Dość szybko się ściemniło i… nocleg zamisat przy sztynorckiej kei spędziliśmy w trzcinach… 50 m od wejścia do kanału (niestety w ciemnościach nie udało nam się dobrze pocelować…  ;) _).
Następnego dnia - skoro świt - wygramoliliśmy się ze trzcin i dalej w rejs. Kurs - Węgorzewo. Tu niestety jest pewna przeszkoda - most sztynorcki. Jako, że płynęliśmy Tangiem konieczne było położenie masztu i przepłynięcie na silniku. No to kładziemy pałę, odpalamy silnik… idzie dobrze… 30 m, 20 m, 10 m… pyr pyr pchłlkp psss… zgasł. Ciągm, ciągam… nic. Siłą rozpędu znaleźliśmy się pod mostem i stoimy. Wiatr w mordę, silnik zdechł. Przegląd maszyn: wszystko wydaje się OK - ale nie działa. Pagaje?
Odpadają - za silny wiatr.
Podejmujemy próbę. Niestety zadyszani i zalani potem mielimy jakby w miejscu…
Jest pomysł. Jeden załogant weźmie cumę, popłynie do pomostu i ściągnie łódź z rozbitkami. Brak ochotnika wydaje się być do przewidzenia (październik, mżawka, wiatr ok. 4, temp. powietrza ok. 10). I nagle…! Cud! Na horyzoncie pojawiają się żagle! Ktoś płynie w naszym kierunku! Uratowani!
Faktycznie - żagle (bez numeru) okazały się być szmatami jakiegoś testowanego okrętu. Sternik bez mrugnięcia okiem przyjął od nas cumę (jeszcze raz dzięki!) i ciągnie nas… oooopooornieeeee idziiieeeee.… ale całą długością łodzi jesteśmy już poza mostem… wtem! pyr pyr pchłlkp psss … silnik okrętu zgasł… Dryfujemy wspólnie do pomostu. Kolegialny przegląd maszyn.
?
Niby wszystko gra… Sternik udaje się do Sztynortu (pieszo), by zadzwonić po pomoc, bo musi wrócić do Giżycka, a dzień coraz krótszy… My stawiamy żagle i do Węgorzewa…

Wpływamy do kanału. Próbujemy odpalić silnik…
pyr pyr pyr pyr brrrrrr - działa…
he, i kto to potrafi racjonalnie wytłumaczyć?

2) cdn

RadnyIwaszkiewicz.pl - mój blog
Rada Miejska moim okiem.



 
holger_danske
Użytkownik usunięty

2005-12-20 09:41:48

Przyda się jeszcze sprostowanie dotyczące cen w sklepiku. 300 ml. wrzątku kosztuje 50 groszy :) ostatnio nadziałem sie na tego typu usługę przy okazji regat długodystansowych LONG DYSTANS '2005. Chcieliśmy uzupełnić kalorie przed startem a nie było czasu na rozłożenie kuchni w kokpicie...

 
ajnk Mężczyzna
Album Polski

112

2014-01-31 19:16:05

To stary temat ale nie chciałem zakładać nowego pod tym samym tytułem.
..................................................................................................................................…
Swojego czasu toczyła się na OFG.pl ożywiona dyskusja na temat giżyckich/ mazurskich mostów. Wspominano również znany i najdłuższy most na Mazurach tzw. sztynorcki w Kirsajtach. O dziwo najbardziej brakuje dokumentacji współczesnej. Brak zdjęć z okresu powojennego brakuje również materiałów z czasów PRL-u tz. pewno są, ale jeszcze pochowane po szufladach. Pamiętam z tamtych lat , że we wszystkich newralgicznych miejscach o zabarwieniu militarnym wisiały tabliczki: "Fotografowanie wzbronione" No ale wróce do tematu: Probowałem ustalic kiedy ten znany most w Kirasajtach powstał?
http://www.panoramio.com/photo/91208569
Cóz nie dotarłem do szczegółowych materiałów niemniej jednak po analizie rożnych danych wyszło mi, że most kolo Sztynortu zbudowano w latach 1956/59
A co było przed? czy był tam inny most , na przykład drewniany, szczerze przyznam ,że byłem przekonany iz stał tam drewniany most który zniszczyła kra. Zacząłem szukać. Nigdzie nie było żadnego zdjęcia ani najmniejszej wzmianki.
Dopiero po analizie map topograficznych okazało się że w miejscu obecnego mostu funkcjonowała przeprawa promowa. Był tam prom oznaczony na mapie symbolem WF czyli WagenFahrt (prom przeznaczony do przewozu wozów) W starych niemieckich ewidencjach funkcjonujących w Ostpreussen promów oznaczono ,że prom ten funkcjonuje od 1896 roku
Ponizej zamieszam linki dwóch map - w tym opisanej po rosyjsku na której wyraźnie widać symbol graficzny promu.
Mapa rosyjska z 1932 roku : http://greif.uni-greifswald.de/geogreif/geogreif-content/upload/rs/N-34-68.jpg
Na tej mapie widac wyraznie , że w przesmyku nie ma mostu
http://www.posselt-landkarten.de/karte_105.jpg

 
Keczup

Zalogowany
1,183 1/3

2014-02-01 12:40:21

CIEKAWOSTKA
W 1965 roku nad jeziorem Kirsajty nieopodal mostu sztynorckiego kręcono sceny do filmu "Faraon" rozgrywające się jakoby na Nilu. Aktor Jerzy Zelnik strzela z łuku do łabędzi, zza mostu wypływa wielka egipska piroga a pobliska wyspa upstrzona jest sztucznymi palmami. Film dostępny jest na youtube.

rel="nofollow"> /> Mazurskie krajobrazy robiące za sitowia nad Nilem obejrzycie od 39:25 do 42:32 minuty. Sam film Jerzego Kawalerowicza też niezmiernie polecam bo w zeszłym roku został cyfrowo zrekonstruowany.
Fotka miejsca akcji z lotu ptaha:
Steinorter Brücke Całkowitym zbiegiem okoliczności jest widoczna na Mamrach Wyspa Piramidy o której filmowcy chyba nie wiedzieli  ;-)