Szlak Sapiny cz.3 (odcinek Pozezdrze - Gołdopiwo)

Autor Wiadomość
holger_danske
Użytkownik usunięty

2006-06-08 13:34:30

Kontynuacja wątku…

Zanim wyruszymy zadbajmy o to, aby pozostawić to miejsce w czystości (ten pomarańczowy kontener na plaży postawiony przez FWJM nie stoi tam dla ozdoby). Czystość tego miejsca jest szczególnie ważna dla wypoczywających tam tubylców.
Znalezienie wejścia na kolejny odcinek rzeki nie przysparza dużych problemów. Zdradzają je płynące od samego rana sznury kajaków. Odcinek do ujścia rzeki można śmiało pokonać pod żaglami (około 0,5 km). Najgorsze jest odejście od brzegu, ponieważ wysokie brzegi szczelnie osłaniają od wiatru. Około 100 m. od cumowiska problem znika. Od czasu do czasu przejdzie mały szkwał. Głębokość zbiornika nie przekracza kilku metrów i gwałtownie maleje w pobliżu Sapiny. Jest na jeziorze kilka miejsc, gdzie łatwo zahaczyć mieczem, ale bez obawy o jego stratę. Dno jest bardzo muliste i ewentualne wejście na mieliznę jedynie zwalnia jacht i daje znak w postaci kłębów mułu na kilwaterze.


Ujscie Sapiny do jez. Pozezdrze

Ostatnie kilkadziesiąt metrów od rzeki jest wyśmienitym kąskiem dla lubiących podziwiać podwodne labirynty. Bardzo czysta woda i bajeczne moczarkowe łąki są rajem dla ryb. Pagajując z dziobu można dopatrzeć się grasujących przy dnie szczupaków i uciekających całymi stadami płotek i krasnopiórek.
Na początku koryto rzeki jest bardzo szerokie. Licząc pas trzcin na nabrzeżach może osiągać nawet 20 m. Część żeglowna ma około 12-14. Głębokość całego odcinka przekracza 1 m. choć gęsto rosnąca podwodna roślinność sprawia wrażenie, że jest płyciutko. Najlepiej pokonywać ten odcinek środkiem nurtu (gdzie roślinność znajduje się pod lustrem wody), gdyż na wystających częściach kadłuba wieszają ''krowie ogony''; znacznie obniżające prędkość jednostki.
Ten krótki odcinek rzeki biegnie wokół mokradeł, dlatego o postoju nie ma mowy. Momentami koryto rzeki staje się bardzo wąskie (w końcowej części, na zakręcie). Trzcina szoruje po burtach. Z niewielkiego pomostu jakiś facet łapie ryby. Ten kawałek pokonujemy pośród pół.
Dalej krajobraz znowu się zmienia. Brzegi porośnięte są przez olchy i łozy. Mijamy fragmenty kładki łączącej osadę Wizental ze wsią Sapieniec. Wykorzystywano ją do końca lat 80-tych, a następnie usunięto, ponieważ blokowała rozwój kajakowych biznesów. Jak później dowiedzieliśmy się w poprzedniej części wątku, inne przyczyny zniknięcia przeprawy były związane art. 84 obecnie obowiązującej ustawy zasadniczej :P


Kładka w Wizentalu około roku 1979


Kładka w Wizentalu około roku 1979


Ten sam mostek. Stan z roku 2005

Jeszcze tylko kilka machnięć pagajem i wpływamy na jezioro Brząs (inne nazwy to: Mały Wilkus, Brzuns, Brzyns See, Brząś lub wreszcie Braunisch See). Ta północno zachodnia zatoka jeziora Wilkus jest zupełnie zarośnięta wszelakim zielskiem. Pomiary głębokości nie uwzględniają grubej warstwy wszędobylskiej na tej trasie moczarki. Całe szczęście, ze obowiązuje tu strefa ciszy bo pływanie na silniku związane by było z ciągłym wymienianiem klinów (nowsze silniki mają wieloklin, więc silnik zwyczajnie się ''zadusza''  ;).
Zaraz po prawej stronie, na wzniesieniu widzimy osadę Wizental. Niszczejące tak niedawno budynki mają już swojego nowego właściciela. Miejscowi twierdzą, że wykupił je Francuz polskiego pochodzenia, który jest spokrewniony z reżyserem Krzysztofem Zanussim. Ile w tym prawdy? Zapytajcie Smętka! (tam diabeł zawsze mówił: ''Dobranoc!''  ;)


Osada ma nowego właściciela

Zatoczka jest krótka i zanim zdążymy dokładnie przyjrzeć się osadzie, jesteśmy przy wąskim kanaliku łączącym Brząs z Wilkusem. Wilkus jest ciekawym jeziorkiem. Jego kształt (sierpowaty) sprawia, że wiatr dostaje na nim rotacji i często zmienia kierunek. Już na krótkich odcinkach można zauważyć, że kurs względem wiatru nieoczekiwanie może zmienić się z bejdewindu (na wiatr) na fordewind (z wiatrem). Urozmaicona linia brzegowa, gęste trzciny i miejscowe łachy z moczarki oblegane przez łabędzie rodziny, to wszystko uzasadnia powstanie mazurskiego hymnu:

"Ojczyzna to nasza, te wody i las.
Niech żyją Mazury ten kraj pełen kras."

Halsówka po Wilkusie sprawia wielką frajdę. Proponuję na ten krótki odcinek zdjąć z want icki i spróbować ''czuć wiatr''. Można tak żeglować bez końca… Uczucie bycia jedynym żaglem na jeziorze jest nie do opisania.
Linia brzegoa jeziora jest doskonale rozwinięta. Mamy tu sporo małych zatoczek i bindug. Nie stawałem w nich i nie mam pojęcia jakie warunki tam panują (po powrocie z CSMW w Ustce obiecuję to sprawdzić). Znam tylko jedno miejsce postojowe na plaży gdzie usytuowana jest stadnina koni. Zwierzaki są bardzo ufne i przyjacielsko nastawione więc (na własną odpowiedzialność) można je pogłaskać po chrapach. Plaża jest piaszczysta a dno gliniaste, przyjemne w kąpieli.


Stadnina koni na półwyspie Wizental

Stąd jest już tylko kilkaset metrów do śluzy.
Wejście na rzekę obstawione jest rybackimi sieciami. Moczarka też rośnie ''na gęsto''. Koryto rzeki kryje przeróżne skarby. Ostatnim razem widzieliśmy leżące na dnie stare drewniane wiosło od kajaku. Nurt jest tu szybszy niż na którymkolwiek opisywanym wcześniej odcinku. Woda jest w ciągłym ruchu za sprawą jazów znajdujących się kilkanaście metrów od śluzy.

Trochę zdrowia trzeba włożyć w ten kawałek. Jedynym miejscem, gdzie możemy się podłapać w razie utraty sił jest rybaczówka. Dalej mamy już tylko most z wystającymi spod wody drutami. Ostatnia prosta to widok na śluzę i szalone tempo. Stan wody w tym miejscu zależny jest od pory roku i wielkości opadów. Sympatyczny Pan śluzowy wspominał, że bywały czasy, że nawet omegi trzeba było burłaczyć po kolana w błocie!


Rybaczówka

Ha, śluzowy to osobne zagadnienie! Gdybym miał możliwość zrzucenia na jakiś serwer filmu z rejsu to byście zobaczyli. Spod śluzy trzeba było zasuwać jakieś 150 m na bosaka po niego do jego gospodarstwa. W domu go nie było. Okazało się, że rozmawia z kimś jeszcze kawałek dalej. Poszedłem więc tam i zapytałem: ''Czy byłaby możliwość prześluzować się dalej, na Gołdopiwo?''. Śluzowy spojrzał na mnie, na swojego rozmówcę, znowu na mnie i powiedział ''Panie, dawno takiej kultury nie widziałem!''. Ja też się zdziwiłem… Czyżby chamstwo i tutaj doszło? W Tą dzicz?


Wiekowa śluza w Przerwankach

Poszliśmy razem w stronę śluzy! Nasłyszałem się opowieści o Warszawiakach, ludziach bez wyobraźni i o topielcach, którzy jeszcze nie wypłynęli z Gołdopiwa. Gdy się okazało, że jesteśmy z Giżycka Pan śluzowy stał się bardziej wylewny opowiedział m.in., że tym roku zdobył złoty puchar na zawodach wioślarskich i że REGINA ANNA jest jedynym śluzowanym jachtem w tym roku.
O swojej pracy opowiada z pasją i dumą: ''Mój ojciec tu pracował, ja pracuję już tyle lat, a po mnie będzie syn'' - wskazuje na 8 latka zamykającego wrota. Śluza szybko napełnia się wodą, kaczuszka tańczy na wirach. Otwierają się stalowe wrota. Słyszymy życzenia ''stopy wody''. Pagaj wraca do roboty. Sapina tutaj przypomina labirynt.


Spokojnie! Z trzcinowego labiryntu nietrudno sie wydostać :)

Co najmniej dwukrotnie stajemy przed dylematem wyboru drogi, okazuje się potem, że każda jest dobra! Woda zmienia kolor na grafit. Chwilę później szaro-srebrna fala rozbija się o dziób… Gołdopiwo!

Warunki nautyczne podobne do Niegocina. Głębokość przyzwoita. Brzeg północny, wschodni i południowy naszpikowane są ośrodkami wypoczynkowymi. Po jeziorze snuje się kilka jachtów z wypożyczalni. ''Nie znają żeglarskiego pozdrowienia''; zauważyłem. W oddali widać Kruklanki. Bierzemy kurs na ośrodek ''Jakub''. Niegdyś był to teren ośrodka wczasowego POLAMU z Wilkas. Później teren ten został sprzedany przez ELEKTRIM po przejęciu wilkaskiej firmy.
Nie było specjalnie gdzie stanąć. Obłożyłem cumy przy pomoście gminnego kąpieliska. Szybko wziąłem portfel z jaskółki i udałem się na rekonesans (w Noc Kupały inaczej to wszystko wygląda :P) Okazało się, że właściciele terenu przy ośrodku nie wiedzieli ile mają za jacht skasować. Sytuacja nieznana po drugiej stronie rzeki… Wytłumaczył mi to wszystko bardzo sympatyczny ratownik WOPR-u: ''Rzadko mamy do czynienia z jachtami z zewnątrz. Zwykle kręcą się tu jednostki z okolicznych ośrodków''.
Wtedy także dowiedzieliśmy się, że dalsze płyniecie w górę rzeki nie ma sensu. Dno usłane kamieniami i gruzem mogłoby być niebezpieczne dla kilowego jachtu. W tej sytuacji pozostaje udać się na pieszą wycieczkę wzdłuż rzeki do zwalonego mostu w Grądach Kruklaneckich nad jez. Patelnia.


Wysadzony most kolejowy w Grądach Kruklaneckich

Za to bez problemu możemy popłynąć dalej na wschód. Krótki kanał pozwala nam przepłynąć pod drogą do Jakunówka na jezioro Żabinka. Kanalik jest dosć płytki i trzeba w nim dość dokładnie lawirować między zatopionymi głazami, przypuszczalnie fragmentami mostu. Zaraz po lewej od wejścia na akwen w oczy rzuca się ośrodek wypoczynkowy państwa Mikułów. Z dachu wielkiego hangaru ludzie skaczą do wody? Szaleństwo? Nie! To jezioro rynnowe i już kilka metrów od brzegu robi się bardzo głęboko. Zbiornik nie jest zbyt atrakcyjny, ale warto na niego wpłynąć tylko po to, żeby potem w towarzystwie nie gadać, że dalej niż Gołdopiwo płynąć się nie da  :crazy:

Jak już zauważyliście w opisach brakuje przewodnika po zabytkach znajdujących się na szlaku. Omijam je celowo, bo najtrwalsze pomniki stawia sama natura. Północna część Krainy Wielkich Jezior, a zwłaszcza jej mało uczęszczane szlaki to dziedzictwo, którego nie możemy i nie wolno nam stracić…

Na tym kończy się opowieść o jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. 3 lipca wyjeżdżam do Ustki na 6tygodniowe przeszkolenie do CSMW. Dalsze opisy mazurskich akwenów pojawią się w sierpniu… Do zobaczenia na Jeziorach! A-Hoj!

 
lenka469

23

2006-06-08 21:14:57

Bardzo ciekawe,fajne.Wspomniał Pan o Nocy Kupały w Kruklankach,Był ktoś z was na tej imprezie.Chyba żadna w Giżycku nie skupia tyle ludzi co ta.W tym roku też się wybieram.