Przejdź do strony: , 1, 2, 3 [4Następna

sprzedaż twierdzy Boyen

Autor Wiadomość
mklaszker

24

2015-01-20 14:29:13

Szanowany Przedmówco,
według mojej subiektywnej oceny przedstawiona przez Ciebie koncepcja to utopia. Po pierwsze- nikt nie zaakceptuje tak dużej ingerencji w zabytek. Po drugie- kto na to da pieniądze? Po trzecie- kto tam zamieszka?
Zabudowa z Holandii- cytowana kilka postów wyżej- to zabudowa historycznej twierdzy, a nie nowa inwestycja.
Twierdzę trzeba ożywić- wprowadzając do niej ciekawe muzeum i nowy program. Obiekt może generować zyski i wspierać rozwój turystyki dobrą, całoroczną ofertą. Do tego potrzeba czasu- kultura wypoczynku o każdej porze roku wzięła się z systemowych rozwiązań. W Niemczech np. z organizacji wakacji cztery razy do roku (nawet kosztem trochę krótszych akacji letnich).
Jak znajdę więcej czasu…

 
Czajo

24

2015-01-23 18:03:39

ja mam fajny pomysł na wykorzystanie Twierdzy Boyen, czy ktoś zainteresowany mógłby się odezwać tutaj lub na PW? Zanim pójdę z tym do Urzędu Miasta chciałbym najpierw zasięgnąć opinii kogoś bardziej obeznanego niż zwykły studenciak  ;)

 
giżycko górą

283

2015-01-23 20:37:50

To napisz wszystkim o co chodzi i ocenimy :D

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,283

2015-01-25 11:00:35

Dawno nie czytałem nie tylko na Ofg.pl ale również podczas moich rozlicznych lektur i studiów tak dobrego, rzeczowego tekstu, jak ten napisany przez summer dream.Wiele miast na świecie zmaga się ze swoją przeszłością - także w ten sposób jak Giżycko. Na ich terenie historia pozostawiła obiekty, z którymi w radykalnie zmienionych czasach nie bardzo wiadomo co zrobić. Mógłbym wymienić wiele takich przykładów jak chociażby osobiście mi znany przykład miasta Bielefeld w NIemczech znanego kiedyś z fabryk włókienniczych czy miast w Zagłębiu Ruhry (liczne kopalnie, huty etc.), gdzie liczne obiekty odrodziły się w nowych kompletnie nowych funkcjach.
I sadzę, że takie myślenie powinno towarzyszyć nam wtedy, gdy myślimy o twierdzy Boyen. Powiedziałabym nawet że wszelkie plany wielkich muzeów, w tym muzeum I wojny to nie tylko mrzonka, ale wręcz twór chorej wyobraźni (przepraszam Roberta Kempę, który głosi taki pomysł, a przecież chorej wyobraźni nie ma).
Z własnego doświadczenia życiowego wiem, że otwarcie się na coś zupełnie nowego, myślenie o czymś starym w nowych kategoriach najczęściej prowadziło do jakiejś bardzo pozytywnej zmiany w mym życiu. Mogę zatem zakładać, że podobnie może być w życiu Giżycka, gdy zmienimy perspektywę oglądu twierdzy.
Dość dobrze mogę wyobrazić sobie osiedle mieszkaniowe na twierdzy, być może częściowo wykorzystujące istniejące obiekty, a częściowo łączące się z nowymi. BYłoby to jedno z najciekawszych osiedli mieszkaniowych na Świecie! Tak na świecie.
Przypomnę że w bezpośredniej bliskości tego osiedla mamy dwa, a właściwie trzy spektakularnej urody jeziora. itd.itd.
Nie chcę wchodzić w szczegóły takiego projektu.Jednak otwarcie się na takie myślenie uznałbym za coś wręcz bezcennnego.

 
pogoda

123

2015-01-30 18:45:51

A ot, tak dla przypomnienia:
http://poznajpolske.onet.pl/warminsko-mazurskie/gizycko-twierdza-boyen/1pfey

 
lecki

2

2015-05-10 20:23:58

Rzecz w tym, że diabeł zawsze tkwił i tkwi w szczegółach. Sorry Wojtku, ale na tworzeniu muzeów i to jeszcze z kontekstem historycznym znasz się równie dobrze jak na budowaniu osiedli mieszkaniowych w obrębie obiektu zabytkowego z bramami, przez które nie przejedzie ani dźwig, ani gruszka z betonem, gdzie nie ma dostatecznej sieci kanalizacyjnej, wodociągowej i elektrycznej. Gładkie słówka i radosna twórczość z odnoszeniem się do przykładów, które w istocie rzeczy są nieporównywalne, daje okazję do popisów literackich, ale nie wnosi niczego twórczego. Fort Bourtange to nie Feste Boyen, Giżycku do potencjały nawet Bielefeld trochę mimo wszystko brakuje, a brzeg Niegocina to nie francuska riwiera. Słońce dopieszcza nas przez góra 3 miesiące w roku, a dostęp do jeziora odcina linia kolejowa, po której za kilka lat pociągi mają śmigać z prędkością 120 km/h. W granicach miasta wolnego do zagospodarowania, a nawet swobodnego dostępu do brzegu Tajt i Kisajna praktycznie nie mamy, a widok z apartamentu wybudowanego na majdanie twierdzy na pewno będzie zapierał dech w piersiach, ale chyba jedynie miłośników gwiaździstego nieba nocą.
Zaraz minie pół roku od wyborów, a w kwestii twierdzy nic nie drgnęło. Co więcej nie wiemy nawet, czy i co w najbliższej przyszłości ma lub może drgnąć. Jedno jest pewne - pierwotny projekt pod mityczne już miliony na twierdzę leży od grudnia w koszu! Być może tak musiało być z uwagi na kampanię wyborczą, ale dziś już wiadomo, że wciskano nam utopię, na którą nie było zgody potencjalnych instytucji finansujących już od lata ubiegłego roku.
Aktualnie trwa gonitwa w poszukiwaniu inwestorów. Ale czy my wiemy, w co oni mają inwestować, czym ma być twierdza, jak wyglądać i jak funkcjonować po tych inwestycjach?! Nic na to nie wskazuje! Tak nieodpowiedzialne i prowadzone w głębokiej tajemnicy działania mogą doprowadzić do sytuacji, w której nie pozbędziemy się "kłopotu", jakim dla wielu jest twierdza, ale zostaniemy z mega kłopotem. Inwestorzy wezmą to co najciekawsze i najłatwiejsze do szybkiego zagospodarowania. Nie zmuszeni do zainwestowania w pewien spójny koncept na twierdzę zrobią co zechcą i oby konserwator dopilnował, aby nie było "jak zechcą". Miastu zostanie walący się mur Carnota, sypiące się bramy, hektary zarastających wałów, zero przychodów na kasie biletowej (bo za co niby turysta miałby płacić - aktualnie ok. 400 tys. rocznie) i w praktyce obiekt, który stanie się "dzielnicą przemysłową", a nie atrakcją turystyczną. No, może się ostanie zapowiadana ścieżka rowerowo-rolkowa w fosie.
Takie bowiem są konsekwencje działania bez planu, bez konsultacji społecznych i w wielkim strachu, że wspomniana wcześniej kluska w gardle może nas zadławić. Tu nie trzeba zmieniać perspektyw, tu trzeba rzeczowej i konstruktywnej dyskusji, analizy opartej o choćby szacunkową kalkulację, a wszystko z pełną świadomością tego, że jeżeli sami nie podołamy temu wyzwaniu, to szansa na cudowną pomoc z zewnątrz, nawet w formie środków europejskich, jest znikoma, a co najważniejsze -odpowiedzialności za stan i los tego zabytku nikt z nas nie zdejmie.
Styczniowe spotkanie z zewnętrznymi ekspertami mającymi doświadczenie w konserwacji, zarządzaniu i zagospodarowaniu historycznych kompleksów fortyfikacyjnych było znamienne - każdy z nich zazdrościł nam obiektu (nawet jeśli chodzi o jego kondycję techniczną), każdy się dziwił, że nie potrafimy po dzień dzisiejszy uczynić z twierdzy przysłowiowej kury znoszącej złote jajka, każdy uznał koncepcję parku kulturowego z muzeum I wojny światowej za optymalne rozwiązanie i każdy z nich nie miał wątpliwości, że zbrodnią na zabytku i historii będzie przekształcenie jej w teren inwestycyjny projektu "Róbta co chceta". Ale przecież giżyccy eksperci wiedzą lepiej, gdyż "wiedzą, że nic nie wiedzą", czym sięgnęli geniuszu samego Sokratesa.

Przejdź do strony: , 1, 2, 3 [4Następna