Nasze zmagania na Sapinie
Istnieją ponoć dwie szkoły dotyczące szlaku Sapiny, wg jednej źródło leży we wsi Spytkowo gm.Giżycko, wg drugiej źródło znajduje się w okolicy wsi Możdżany gm.Kruklanki. Nie wiem, jak się wyznacza te źródła. W Sapinie znajduje swe ujście sporo cieków wodnych, a najdalsze źródło, jakie znalazłem na mapach, leży w okolicy mokradeł pod Krzywą Górą w Puszczy Boreckiej… Wg definicji: szlaki wodne przebiegają przez spławne akweny i cieki wodne. Można przyjąć, że wedle drugiej szkoły szlak Sapiny zaczyna się na Jeziorze Żywy, ponieważ:
Na początku maja’2004 przepłynęliśmy grupą znajomych z Jeziora Żywy do Jeziora Żywki – to była nasza pierwsza „Euromajówka”, nazwana tak z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej. Od tamtej pory, co roku w majówkę organizujemy spływy mało znanymi mazurskimi szlakami.
Zdjęcia z pierwszego spływu .Tę trasę wymyślił nasz kolega Sułtan. Spływ rozpoczęliśmy obok siedliska Borki nad J.Żywy. Po przeciwnej stronie jeziora leży wioska Żywy, skąd szlak wiedzie dalej dwukilometrowym rowem do Jeziora Sołtmany. Wtedy to powstał powtarzany opis wielkości rzeki, tak szerokiej, że przewróciwszy kajak człowiek wypada na brzeg. Rów na początku maja był jako tako spławny, czasem należało ominąć jakieś krzaki zarastające rów lub inne kłody, wyciągając kajak czy kanadyjkę z wody i ciągnąc je po trawie – tak powstało hasło „spływ przełajowy”. Rów wpada do jeziora Sołtmany, gdzie we wsi o tej samej nazwie można uzupełnić prowiant w sklepie. Dalej szlak wiedzie kanalikiem długości ok. 2,5 km do jeziora i wsi Żywki, gdzie spływ zakończył się na plaży wiejskiej. W sumie przepłynęliśmy 8 – 8,5 km, wydaje się niewiele, lecz odcinek przełajowy można liczyć nawet czterokrotnie. Nic dziwnego, że towarzystwo było zmęczone.
W Żywkach już w tedy zauważyliśmy, że struga jest dalej przegrodzona płotem. Dopiero po sześciu latach mieliśmy okazję go obejść…
W niedzielę 23.maja.2010r. zorganizowaliśmy spływ dalszym odcinkiem szlaku Sapiny między Jeziorem Żywki a Jeziorem Kruklin. Start miał miejsce na plaży wiejskiej, która w międzyczasie stała się częściowo prywatna – nie ma problemu z wejściem, o wjazd samochodem trzeba się spytać. Z jeziora wypływa struga, która po ok. 100 metrach przedzielona jest kładką, potem pod jezdnią do wyboru są dwie ciasne rury. Wspomniany wyżej płot ze sztachet [jego istnienie to długa historia, polecam dyskusję z nowymi jego właścicielami, sprawiają miłe wrażenie i prowadzą agroturystykę] można obejść prawą stroną rzeczki. Niedługo potem będzie kładka, potem druga kładka a potem znowu płot. Po kilometrze takiego spływu pierwsza zasłużona przerwa. Spływ zaczęliśmy ok. godziny trzynastej, jest już więc pora obiadowa, w ruch idą kanapki, kiełbasa, batony i piwo. Dalsze pół kilometra to sielanka na polance, można by zasnąć gdyby nie jedna jedyna kłoda. Dalej zaczyna się las, przez niektórych zwany Kruklińskim. Kręte koryto strugi znajduje się w zalesionym wąwozie utworzonym przez zwały morenowe. Liczne powalone drzewa i kłody stanowią niekiedy kłopotliwą przeszkodę, trudną do obejścia. Najwięcej sił kosztuje wyciąganie kanadyjki z wody i przeciąganie jej dalej, dlatego jeśli można przeciskamy się pod albo nad kłodami, mniejsze gałęzie tniemy maczetą. W pewnym miejscu zauważamy, że drzewa stoją w wodzie, po pewnym czasie rozlewisko jest bardzo szerokie i nie ma już wątpliwości, że przed nami jest tama bobrowa. Płyniemy w lesie przez ok. 2 km i pokonujemy przeszkody jedną za drugą. Wreszcie docieramy do pozostałości po zaporze wodnej, to oznacza, że zaraz będzie Jezioro Czarne. Struga ginie jednak w gęstej trzcinie, nie widać szlaku i końca trzcinowiska, przedzieramy się na ślepo, aż ręce mdleją. Tutaj wytrzymałość nasza osiąga swoją granicę, nerwy puszczają.
Nasuwa się refleksja nad ludzką naturą w sytuacjach trudnych, na co dzień rzadko nam się to zdarza. Czyżby to była aż tak trudna sytuacja? Na spływie kajakowym? Przecież robimy to dla przyjemności, lubimy się powłóczyć tu i tam, potaplać w błocie, marzymy niemal o zagubieniu się w dżungli. A tu proszę: drób domowy na progu histerii. Jak daleko byśmy zaszli, gdyby nas jeszcze bardziej przycisnąć?
Niewielką przestrzeń Jeziora Czarnego witamy z ulgą. Zatrzymujemy się na wąskim cyplu, gdzie pan z dziećmi zaparkował samochód. Toż to cywilizacja! Jesteśmy uratowani! Jemy kanapki, kiełbaski, ciastka i chipsy, popijamy wodą, sokiem, maślanką i piwem. Niektórzy chcą już do domu.
Jednak pozostało jeszcze parę kilometrów, dalej więc … kanałem i nad drewnianym mostkiem do zatoki Jeziora Kruklin, która funkcjonuje dzisiaj jako staw rybny. Szlak Sapiny oddzielony jest groblą, na której spotykamy licznych wędkarzy. Przed wejściem na właściwe jezioro jeszcze obchodzimy metrowy próg wodny. Pozostałe 500 metrów pokonujemy sprintem, kto pierwszy do mety. Lądowanie na końcu trasy jest jak zasłużona nagroda. Myjemy i pakujemy sprzęt i bagaże. Rozpalamy ognisko i smażymy kiełbaski. Gdy tylko kończymy pałaszowanie spada ulewa i chowamy się do samochodu. Perfekcyjny timing.
Zdjęcia ze spływu