Przejdź do strony: Poprzednia [12, 3,

Obraz wydarzeń w filmie "Róża" a realia historyczne

Autor Wiadomość
maciejgo

65

2012-03-15 21:46:30

Widziałem ten film dwa tygodnie temu w kinie. Mimo, że gorąco polecam ten znakomity film, nie chciałbym wypowiadać się tu na temat jego walorów artystycznych. Zainteresował mnie natomiast przekaz zawarty w filmie. Wydaje mi się, że na forum nie ma jeszcze wątku na ten konkretny temat.
Zacznę od pochwały. Scenarzysta Michał Szczerbic wykonał dużą pracę. Pozbierał wiele wątków, które zapewne miały miejsce w różnym czasie i w różnych miejscach na Ziemiach odzyskanych, a następnie powiązał je zgrabnie w całość. Za przedmiot pracy obrał przy tym delikatną materię. Mimo upływu wielu lat, zdarzenia przedstawione w filmie (za wyjątkiem metod UB) nie przebiły się jeszcze do masowej świadomości. Z tego powodu praca scenarzysty oraz sam film zasługują na pochwałę.
Rzeczywistość przedstawiona w filmie jest jednak celowo przejaskrawiona. Podobnie działo się w przypadku innych filmów Wojciecha Smarzowskiego. Moi pradziadkowie i dziadkowie przyjechali do powiatu giżyckiego na przełomie 46/47 r. Moi dziadkowie wspominali o pewnych zdarzeniach, ale z ich opowieści nie wyłania się, aż tak straszny obraz, jak to pokazano w filmie. Oglądając go można odnieść wrażenie, że na Mazury przybyła garstka osiedleńców i tabuny złodziei, zwyrodnialców i dezerterów. Nie jest to zgodne z prawdą. To jest pierwsza uwaga w stosunku do filmu.
Film przedstawia dwa exodusy miejscowej ludności. Pierwszy w dniach wojny w Prusach Wschodnich, drugi w trudnym do zdefiniowania czasie po wojnie. Odbywa się on w trakcie powrotu głównego bohatera z wiezienia (łagru?). Pewne jest natomiast to, że jest już przynajmniej kilka lat po wojnie. W rzeczywistości takiego exodusu w tamtym czasie nie było. Masowe wysiedlenie miejscowej ludności miało miejsce krótko po wojnie. Liczne wyjazdy, które nastąpiły później miały miejsce dopiero w wyniku zmiany polityki PRL i RFN w latach 60-tych. Dlatego może powstać przekonanie, że Mazurzy wyjechali ponieważ w ciągu pierwszych 4 - 5 lat Polska Ludowa się nie sprawdziła.
„Róża” jest dobrym przykładem tego, jak sugestywnie film wyrabia wyobrażenie o historii. Jeśli film podoba się widzom, obrazy w nim zawarte zostaną zapamiętane i później przywołane, jako opis czegoś, co zdarzyło się na prawdę. Stanie się tak jeszcze w wiele lat po nakręceniu filmu. Znanym tego przykładem jest „J.F.K.” Olivera Stone’a. Dlatego jeśli ktoś wyrabia sobie wyobrażenie o przeszłości wyłącznie w oparciu o film, wpada w pułapkę.
Nasuwa mi się na myśl jeszcze jedna uwaga, bardziej ogólna. To, że film na tak trudny temat w ogóle powstał, dobrze świadczy o polskiej kinematografii i o społeczeństwie w ogóle. Chciałbym również wspomnieć, że zakończenie filmu daje pewną wiarę w lepszą przyszłość.

 
Joa
ErnstWiechertFanClub

1,108

2012-03-16 10:17:44

maciejgo:

Oglądając go można odnieść wrażenie, że na Mazury przybyła garstka osiedleńców i tabuny złodziei, zwyrodnialców i dezerterów. Nie jest to zgodne z prawdą. To jest pierwsza uwaga w stosunku do filmu.

Jeszcze nie obejrzałem tego filmu, więc nie wiem gdzie dokładnie miało to miejsce. Wiem tylko tyle, że miejscowości leżące na północ od powiatów piskiego, ełckiego czy szczycieńskiego w dużo mniejszym stopniu ucierpiały ze strony szabrowników przychodzących często z terenów Łomży, Białegostoku i Kolna.

Założyłem różowe okulary na które nasrał ptak i ujrzałem świat zamazany, taki dziwny, gówniany świat...

 
sadysław

12

2012-03-16 10:27:08

Miałem okazję obejrzeć ten film w Ostrołęce. Sala była pełna, co mnie zastanowiło o tyle, że to Kurpie. Ten film nie jest o tutejszych, chyba że przypomnieć sobie, że stąd ruszały rajzy, o których mówi przedmówca. Na seansie byłem bodaj najmłodszy, choć zdecydowanie zaliczam się do tzw. młodzieży starszej. Mam wrażenie, że razem ze mną mogli siedzieć i tacy, którzy wtedy szabrowali , ale mam nadzieję, że to nieprawda...

 
maciejgo

65

2012-03-18 22:50:40

Chciałem jeszcze dodać, że dyskusja dotyczy prawdziwości zdarzeń przedstawionych w filmie, a nie walorów artystycznych filmu. Chodzi o to, czy wersja zdarzeń pokazana w filmie nie jest przesadzona.

 
AndreavonAndrus
Mój punkt widzenia

1,023

2012-03-19 08:45:35

Polecam wspomnienia Edwarda Cyfusa "…a życie toczy się dalej" cz.1, co prawda opisane tam wydarzenia miały miejsce na Warmii, ale dają one wgląd w powojenne realia, które były podobne na Mazurach. Inna ciekawa pozycja to "Wypędzeni ze Wschodu" oraz "Codzienność zapamiętana" tam znajdziesz wspomnienia mieszkańców dawnych Prus Wschodnich, wydawnictwo Borussia, masz tu ciekawy materiał porównawczy...

In world without fences and walls, who needs Gates and Windows?
 
fuledzki
wojciech łukowski

1,268

2012-03-19 10:42:28

Hm, ciekawy bardzo wątek, chciałbym podzielić się kilkoma doświadczeniami własnymi odnośnie tego filmu:
1. Bylem na pokazie tego filmu przepremierowym w Warszawie jeszcze w grudniu. Towarzyszyła mi koleżanka, która też mieszka w Warszawie, a pochodzi z Mazur. Pomyślałem sobie, że taki film to może lepiej najpierw zobaczyć wśród swoich, a nie wśród obcych. Nasza reakcja na ten fiom była dość dziwna. Gdy wróciliśmy do swych domów, tego samego jeszcze wieczoru, a właściwie w nocy rozgorzała między nami telefoniczna dyskusja: czy aby na pewno jest to film o Mazurach w 1945/1946. Zaczęliśmy oboje gorączkowo poszukiwać miejsc, w których scenarzysta minął się z prawdą historyczną i było ich sporo. Sadzę,że w ten sposób chcieliśmy ugasić niepokój, jaki ten film w nas wywołał. No bo skoro ten film nie jest historycznie prawdziwy, to rówież nie może być prawdziwy emocjonalnie - się łudziliśmy.
2. No właśnie, czy jest on prawdziwy emocjonalnie? Jeśli tak, to dość trudno jest w kolejnych pokoleniach "wziąć na klatę cieżar przeszłości? Mało, że musieliśmy dokonać wielkiego wysiłku aby zbudować "nowe życie pod cudzymi dachami", to jeszcze na początku tego wszystkiego była taka emocjonalna maskakra jak pokazuje to film?
3. Jestem już jednak na tyle "stary", żeby wiedzieć, że jak się nie weźmie na klatę przeszłości, to prędzej czy później wyłazić będą powtory.
4. I mogę powiedzieć tyle, chociaż mógłbym znacznie więcej. Jeśli mogę tylko odwołać się do własnych badań, tych ich fragmentu które robiłem w latach 90. Niemal wszystkie rozmowy które przeprowadzalem wtedy z Mazurkami, które w końcu wojny miały kilkanaście a może nieco więcej lat pełne były łez. I to raczej nie było wzruszenie, to była ciągle jakaś niewypowiedziana rozpacz.
5. I jeszcze chcę powiedzieć, że ta przemoc rozlewała się bezładnie właściwie na wszystkich, sprawców i ofiary. Czasami te role się z sobą w nieoczekiwany i trudny do ogarnięcia sposób mieszały.
6. Czy to ma po tylu latach jakieś znaczenie? Moim zdaniem ma i to ogromne. Nie da się tego jakimś jednym zdaniem nazwać, załatwić, ogarnąć. Sadzę, że "Róża" może nas otworzyć na to, co było, także po to, aby lepiej ze sobą samym, i wzajemnie ze sobą ułożyć się na Mazurach. Zresztą ostatnia scena filmu wydaje się być tego początkiem.

 
vooda Wyróżniony

10,378

2012-03-19 12:00:32

Z wywiadu ze scenarzystą "Róży", zamieszczonym w "Gazecie Wyborczej", dowiedziałem się, iż duża częsć scenariusza oparta została na wspomnieniach Burkharda Ollecha. Znam Burkharda (m.in. tłumaczył na niemiecki moje wiersze) i wiem, że jego doświadczenia powojenne związane są z okolicami Spychowa i Szczytna, a więc częścią Mazur "kolonizowaną" w 1945 r. przez Kurpiów. We wspomnieniach wszystkich Mazurów, z którymi się zetknąłem, pojawia się wielka groza i lęk, kiedy mówią o tej zmyślnej, polskiej nacji. Podobno diametralnie inaczej wyglądały stosunki między ludnością autochtoniczną, a napływową, tam, gdzie tę ostatnią stanowili w większosci przesiedleńcy z Kresów Wschodnich (np. Giżycko). Mam tutaj pewną swoja teorię. Otóż, dla kresowiaków, większa trauma była związana z okupacją sowiecką, niż niemiecką (w wielu przypadkach wejście Niemców w 1941 r. było traktowane jako mniejsze zło), i miało to swoje przełożenie na stosunek do niemieckiej ludności Mazur. Myślę, że dużą wagę miała też większa wielokulturowość Kresów przed wojną.
W tej samej "Gazecie Wyborczej", gdzie był wywiad ze scenarzystą "Róży", był też wywiad z pewnym olsztyńskim profesorem o mazurskich korzeniach, który zwrócił uwagę, że przy całej wielowymiarowości postaci Polaków, Niemców i Mazurów, w filmie dość jednorodnie negatywnie przedstawia się Rosjan. To chyba taki tani "antybolszewicki" chwyt filmowy, bowiem tutaj też różnie bywało. To właśnie z Prus Wschodnich (konkretnie aresztowano go w Elblągu) powieziono do łagru młodego kapitana Aleksandra Sołżenicyna, który krytykował stosunek Armii Czerwonej do ludności cywilnej. Taki sam los za czynną obronę ludności niemieckiej spotkał znanego pisarza i dysydenta - Lwa Kopielewa (służył w Prusach Wschodnich w stopniu majora). Znane są przypadki, ze poszczególni komendanci sowieccy chronili ludność wschodniopruskich miasteczek przed polskimi szabrownikami (zapewne Kurpiami). W filmie tego nie ma - wszyscy Sowieci to sukinsyny.

Nigdy nie jest się samotnym, mając gumową kaczuszkę.
(Douglas Adams)
 
Kubek84

216

2012-03-19 12:17:51

No chyba nie wszyscy sowieci w tym filmie są źli, co fakt są przedstawieni mocno negatywnie, ale jest jeden wyodrębniony przypadek lekarza radzieckiego, który na tle reszty sołdatów jest raczej 'pozytywnym' bohaterem.
Co do samego filmu to jak dla mnie najbardziej wymowna jest scena w której niemiecki pastor opowiada głównemu bohaterowi o niszczeniu przez Niemców tożsamości kulturowej Mazurów w odniesieniu do działań Polaków.

 
vooda Wyróżniony

10,378

2012-03-19 12:30:08

Kubek84:

No chyba nie wszyscy sowieci w tym filmie są źli, co fakt są przedstawieni mocno negatywnie, ale jest jeden wyodrębniony przypadek lekarza radzieckiego, który na tle reszty sołdatów jest raczej 'pozytywnym' bohaterem.

Możliwe. Przyznaję, że ja jeszcze filmu nie obejrzałem - moja wypowiedź opiera się na tych dwóch wzmiankowanych wywiadach z "Gazety Wyborczej".

Nigdy nie jest się samotnym, mając gumową kaczuszkę.
(Douglas Adams)
 
fuledzki
wojciech łukowski

1,268

2012-03-19 12:42:10

Bym się bardzo ucieszył, gdyby ten film został pokazany również w naszym Giżycku, niby był juz w Kętrzynie, ale jednak co na miejscu to na miejscu.
Może też przydałaby się dyskusja po tym filmie, aczkolwiek nie jestem pewien, czy wielu osobom będzie chciało sie od razu po seansie rozmawiać.
Może porozmawiam z jednym kolegą z Giżycka, którey organizuje ciekawe debaty historyczne i nie tylko. Może się tego podejmie?

 
Kubek84

216

2012-03-19 12:51:20

fuledzki:

Może też przydałaby się dyskusja po tym filmie, aczkolwiek nie jestem pewien, czy wielu osobom będzie chciało sie od razu po seansie rozmawiać.

To fakt. Film oglądałem w jednym z warszawskich multipleksów przy praktycznie pełnej sali ciekawym zjawiskiem była rozmowność widzów przed i po projekcji.
Może film jest przejaskrawiony ale jeżeli ktoś interesuję się historią mazur na pewno warto go zobaczyć bo nie ma co wywołuje refleksje.

 
vooda Wyróżniony

10,378

2012-03-19 12:53:34

Z tego, co wiem, to "Wspólnota Mazurska" dysponuje już środkami na projekcję "Róży" w Giżycku z udziałem reżysera - jest tylko kwestia domówienia terminu (chodzi o jakiś kwietniowy lub majowy) i miejsca.

Nigdy nie jest się samotnym, mając gumową kaczuszkę.
(Douglas Adams)
 
fuledzki
wojciech łukowski

1,268

2012-03-19 13:00:15

aha, to świetnie.

 
anaan Kobieta

13

2012-03-19 14:42:40

AndreavonAndrus:

Polecam wspomnienia Edwarda Cyfusa "…a życie toczy się dalej" cz.1, co prawda opisane tam wydarzenia miały miejsce na Warmii, ale dają one wgląd w powojenne realia, które były podobne na Mazurach. Inna ciekawa pozycja to "Wypędzeni ze Wschodu" oraz "Codzienność zapamiętana" tam znajdziesz wspomnienia mieszkańców dawnych Prus Wschodnich, wydawnictwo Borussia, masz tu ciekawy materiał porównawczy…

gdzie można wypożyczyć te pozycje?

 
AndreavonAndrus
Mój punkt widzenia

1,023

2012-03-19 15:14:35

"Wypędzeni ze Wschodu" albo "Codzienność zapamiętaną" widziałem w Bibliotece Miejskiej....

In world without fences and walls, who needs Gates and Windows?

Przejdź do strony: Poprzednia [12, 3,