X Mazurskie Targi Sportów Wodnych w Giżycku

Autor Wiadomość
Z.J. Mężczyzna

2,453

2017-09-10 02:52:25

[Oryginał: 2017-09-08 20:33:57]

82 wystawców oraz 120 jednostek pływających zgłosiło się do jubileuszowej, dziesiątej edycji Mazurskich Targów Sportów Wodnych w Giżycku.

Jutro (sobota) targi dostępne dla gości od godziny 10-tej. W samo południe odbędzie się uroczyste otwarcie. Aż do godziny 18-tej można oglądać, testować oraz kupować prezentowane jednostki pływające. Wieczorem koncert w tawernie. Na targi wstęp wolny.

Targi połączone są z Posezonową Giełdą Sprzętu Pływającego. Warto podkreślić, że posiadacze zbędnego, używanego osprzętu, silników, elektroniki jachtowej mogą na Giełdzie wystawiać się bezpłatnie. Wymagana jest jedynie wcześniejsza rejestracja.

Więcej informacji: http://targi.mazury.info.pl

[Dodano: 2017-09-10 02:52:25]

Drugi dzień targów za nami. Sprzętu motorowodnego jest sporo. Sobota to dzień prezentacji i testów na wodzie. Dokonano już kilku transakcji. Targi odwiedziły media. Jutro (niedziela) targi dostępne dla gości od godziny 10:00. O godzinie 15:00 odbędzie się uroczyste zakończenie Targów, wręczenie nagród oraz losowanie upominków wśród publiczności. Na targi wstęp wolny.

Targi połączone są z Posezonową Giełdą Sprzętu Pływającego. Warto podkreślić, że posiadacze zbędnego, używanego osprzętu, silników, elektroniki jachtowej mogą na Giełdzie wystawiać się bezpłatnie. Wymagamy jedynie wcześniejszej rejestracji.

Fotorelacja z drugiego dnia Targów (ponad 200 zdjęć):
https://mazury.info.pl/foto/17-09-09-targi2/

Wszystkiego można dotknąć, pomacać, a nawet po uzgodnieniu z wystawcą - przetestować na wodzie.

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,241

2017-09-11 08:40:56

Rzeczywiście łódek mnóstwo, dużych i małych. Chyba nie było skuterów wodnych. Moim zdaniem trzeba by w trybie pilnym zakazać ich używania na całych Mazurach. Podobnie zmierzać do ograniczania dopuszczalnej prędkości motorówek, myślę, że granica 20 km na godzinę byłaby może nawet nieco za wysoka. Ale porównywalna z 50 km na godzinę dla pojazdów w terenie zabudowanym.

 
OFGier

99

2017-09-11 14:01:41

fuledzki:

Rzeczywiście łódek mnóstwo, dużych i małych. Chyba nie było skuterów wodnych. Moim zdaniem trzeba by w trybie pilnym zakazać ich używania na całych Mazurach. Podobnie zmierzać do ograniczania dopuszczalnej prędkości motorówek, myślę, że granica 20 km na godzinę byłaby może nawet nieco za wysoka. Ale porównywalna z 50 km na godzinę dla pojazdów w terenie zabudowanym.

Trochę niedorzeczne pomysły.
Mamy wypuścić z rąk bogatego turystę? Ekstramalne prędkości nie są dla tanich łódek i silników, i aby nimi pośmigać trzeba zapłacić. Gdzie mamy ich wygonić? Do Zatoki Gdańskiej i dać tamtym zarobić?

W trybie pilnym to należy pozwolić pływać po zmroku. Coraz więcej nowoczesnych jednostek jest do tego przygotowana. Coraz więcej jednostek jest przyciągnięta z Pomorza, a na morzu nocą pływać można.
Rozwijajmy to, na czym można zarabiać. Nie odwrotnie.

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,241

2017-09-11 17:06:26

Niedorzeczność to polega głównie na tym, że nasze jeziora używane są jako tory wyścigowe przez nabuzowanych testeronem i naładowanych kompleksami użytkowników takich łódek, którzy sztucznie kosztem naszej przyrody powiększają sobie ego i płoszą nie tylko ptaki, ale również znakomitych turystów, którzy chcieliby cieszyć się naszymi urokliwymi zakątkami. A poza tym łódki, którymi w celach "turystycznych" np. szlak Giżycko Sztynort pokonuje się w kilkanaście minut to kompletny absurd.

 
Z.J. Mężczyzna

2,453

2017-09-11 23:32:56

Fuledzki. Zgadzam się z Tobą odnośnie zaobserwowanych zjawisk, ale całkowicie nie podzielam Twoich postulatów, gdyż jest to klasyczna odpowiedzialność zbiorowa, w dodatku krzywdząca tylko jedno środowisko.

Zacznę od końca. Znam osobiście wielu motorowodniaków, w tym posiadaczy skuterów wodnych, którzy są normalnymi ludźmi, bez kompleksów i bez "nabuzowania". Na co dzień zawodowo wykonują spokojne, monotonne zajęcia, więc po pracy jak każdy zdrowy facet muszą gdzieś rozładować nadmiar energii.
Jedni realizują się na rowerze, na lodowisku, na boisku, na siłowni, a inni uprawiają sporty wodne zgodnie z prawem i poszanowaniem innych użytkowników dróg wodnych oraz przyrody.

Owszem jak w każdym środowisku tak i wśród wodniaków (dotyczy to również żeglarzy!) nie brakuje prymitywów mających w głębokim poważaniu prawo, przyrodę i generalnie wszystko wokół.

Chamy na skuterach czy szybkich motorówkach rzucają się w oczy, bo są hałaśliwi i zwracają na siebie uwagę.
Natomiast ci pod żaglami pozostają najczęściej niezauważani. Rozpalając ognisko pod gniazdem bielika w rezerwacie na Kisajnie, spuszczając ścieki do jeziora z pokładowej toalety, natrysku, czy zlewozmywaka (KAŻDY zlew i natrysk jachtowy ma bezpośredni odpływ za burtę!!!), myjąc się w jeziorze z użyciem detergentów, czy myjąc swój jacht najtańszą, bardzo szkodliwą dla środowiska chemią "domową" robią to po cichu, teoretycznie nie wadząc nikomu.

Powszechnym wśród żeglarzy procederem jest również używanie silników spalinowych do poruszania się w strefie ciszy i w rezerwatach. Odwiedź jezioro Nidzkie, Dobskie, Wojnowo itp. Sami sobie zakłócają ciszę w celowo wydzielonych enklawach pomstując jednocześnie na motorowodniaków.
Na Mazurach strefy ciszy znikają jedna po drugiej w wyniku uchwał rad powiatów pod wpływem lobbystów posiadających motorówki i dacze z tzw. dostępem do jeziora.

Zarówno jedni jak i drudzy wymiernie przyczyniają się do postępującej coraz szybciej degradacji NASZYCH jezior.

Paradoksalnie lekarstwem na rozwiązanie tego problemu są właśnie… skutery wodne.

Obecnie policja wodna jest wyposażona w bardzo drogie, kosztowne w utrzymaniu, nie mieszczące się pod zamkniętym mostem obrotowym i powolne łodzie motorowe typu RIB. Patrolują jeziora tylko do godziny 15 lub 17-tej. Potem możesz szaleć "nawalony jak stodoła", będąc niemal pewnym, że policjant przyjmujący telefoniczne zgłoszenie od obywatela nie wyśle do Ciebie żadnego patrolu. Zwyczajnie odeśle Cię "na bambus".

W cenie jednego RIB-a można kupić policji minimum dwa, a nawet trzy porządne skutery wodne (lub 6 najtańszych, ale niewiele wolniejszych). Lekkie, ekonomiczne w utrzymaniu, łatwe w transporcie, mieszczące się pod zamkniętym mostem obrotowym, mogące wpłynąć nawet na bardzo płytkie wody, bardzo szybkie, przed którymi nie umknie żaden sprawca wykroczenia.

Policjant skuterem jest w stanie "opłynąć" w tym samym czasie 3-4-krotnie większy akwen niż RIB-em. Ponadto policyjną motorówkę widać z daleka, bo ma bardzo charakterystyczną sylwetkę.
Mały policyjny skuter łatwo pomylić z cywilną jednostką tego typu (podobnie jak policjantów na motocyklach).

W cywilizowanych pod tym względem krajach policjanci już od wielu lat skutecznie radzą sobie z chamstwem na wodzie - m.in. z użyciem skuterów wodnych.

Fot. Policjanci w Wenecji.

W UK jest więcej pijaków i chamów na wodzie niż w Polsce, ale tam każdy wie, że gdy popełni wykroczenie - zostanie ukarany. To właśnie totalna bezkarność prowokuje do zaobserwowanych przez Ciebie zachowań.
Na przeciętnym motorowodniaku 200, czy nawet 500-złotowy mandat nie robi większego wrażenia, bo dziennie na stacji benzynowej zostawia 2-5 razy tyle… ale jeżeli taki mandat lub skierowanie do sądu otrzyma za każdym razem, gdy złamie prawo…

Odnośnie ograniczenia prędkości na wodzie. Twoja wypowiedź świadczy o tym, że nie masz o tym pojęcia. Prędkość łodzi motorowej oscylująca w okolicach 12-20km/h powoduje największe spalanie oraz największą falę, gdyż nie jest to już ekonomiczne i spokojne pływanie wypornościowe (0-8km/h), ani nie jest to jeszcze ślizg (powyżej 35-40km/h) w którym wskaźnik spalania spada, a wytwarzana fala maleje.

Jeżeli będziesz chciał, to wezmę Cię kiedyś na motorówkę, wypłyniemy na szlak i pokażę Ci omawiane wyżej zjawiska w praktyce.

Wielokrotnie powołujesz się na Bregencję. Ja posłużę się przykładem jeziora Bodeńskiego, które stanowi rezerwuar wody pitnej dla 4,5 mln ludzi. Nikt stamtąd motorowodniaków nie wygania, ale nie zwodujesz tam żadnej łodzi, także żaglowej nie spełniającej surowych norm, z zaplombowanymi opływami ścieków. Zapomnij o tanich, używanych wciąż na Mazurach silnikach 2-suwowych. Jakiekolwiek zanieczyszczenie wody wiąże się przede wszystkim z ostracyzmem w środowisku, a także z dotkliwą karą… ale kto tam pływał, ten wie jak czysta jest tam woda i godzi się na te ograniczenia.

Jeżeli u nas nic się pod tym względem nie zmieni… turyści pojadą nad Bodeńskie, ostatecznie do Chorwacji, Grecji itp. gdzie też syfiarzy jest całe mnóstwo, ale morze może przyjąć więcej śmieci niż jezioro.

Zamiast organizować co roku "sprzątanie świata" i sprzątać po syfiarzach, trzeba ich po prostu skuteczniej pilnować…

Decydentom służę gotowymi rozwiązaniami zaobserwowanymi w innych krajach.

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,241

2017-09-13 06:08:55

Myślę, że za tym wszystkim kryje się właśnie bardziej szeroki problem. Na ile dostęp do naszych zasobów, w tym do uprawiania turystyki wodnej powinien być całkowicie poddany regułom "wolnej amerykanki", a w jakim stopniu powinny obowiązywać takie czy inne regulacje, w tym np. ograniczenie prędkości. Na ile traktujemy np. jeziora jako zasób, który podlega ochronie także ze względu na poziom hałasu a na ile nie.
Dla mnie wspomniane przez Z.J. s...…nie żeglarzy na wyspach i pod nimi jest deliktem z tej samej półki co poruszanie się na ryczących skuterach, czy motorówkach.
Można oczywiście stawiać na zmiany kulturowe z cyklu "Nie sram, nie ryczę, kocham Mazury", ale nie wiem, czy nie doszliśmy do takiego punktu "nasycenia" zjawiskami negatywnymi, że regulacje nie staną się niezbędne, i ich egzekwowanie, choćby przez policję na skuterach wodnych.
Jest jeszcze jeden problem: Na ile tak naprawdę czujemy się gospodarzami Mazur, a na ile nie.

 
Z.J. Mężczyzna

2,453

2017-09-13 19:33:16

Fuledzki. Jeżeli wg Ciebie samo poruszanie się łodzią spalinową jest takim samym deliktem co spuszczanie szamba do jeziora, to dalszą dyskusję z Tobą uznaję za pozbawioną sensu.

Dodatkowe regulacje moim zdaniem nie są potrzebne. Obecnie obowiązujące przepisy nie są najgorsze. Problem leży w tym, że absolutnie nikt nie egzekwuje ich przestrzegania.

Tymczasem skutecznie pozbyć się cumujących z rezerwatów można w dwa tygodnie. Wystarczy codziennie wieczorem wysłać patrol z informacją dla cumujących o tym, że robią to nielegalnie. Następnie wczesnym rankiem popłynąć jeszcze raz z bloczkiem mandatowym. W podobny sposób można wyeliminować mycie jachtów detergentem. Od egzekwowania przepisów wśród motorowodniaków jest policja.

Najtrudniej wyeliminować "szambiarzy". Tu rzeczywiście potrzebne są odpowiednie przepisy na szczeblu sejmowym. Turcy na swoich wodach poradzili sobie z tym problemem. Na życzenie mogę opisać zasadę funkcjonowania tureckiego systemu.

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,241

2017-09-14 09:53:58

Sorry Z.J. dziękuje Ci bardzo za takie odreagowywanie. Co by było, gdyby jakiś rowerzysta urządził sobie slalom np. nad kanałem w szczycie sezonu jadąc z prędkością dajmy na to 30 km/h czy jakiś rolkarz czyniący to samo. A byłem świadkiem takich właśnie zachowań motorowodniaków na Kisajnie miedzy COSem a Dębową Górką.

 
Z.J. Mężczyzna

2,453

2017-09-14 14:43:12

fuledzki:

Co by było, gdyby jakiś rowerzysta urządził sobie slalom np. nad kanałem w szczycie sezonu jadąc z prędkością dajmy na to 30 km/h czy jakiś rolkarz czyniący to samo. A byłem świadkiem takich właśnie zachowań motorowodniaków na Kisajnie miedzy COSem a Dębową Górką.

W sezonie nie brakuje rowerzystów pędzących ścieżką rowerową wzdłuż Warszawskiej (z górki od Sagi w stronę pl. Grunwaldzkiego) na złamanie karku i rozjeżdżających dzieci na przejściu dla pieszych k. apteki. Co postulujesz? Zabronić jeżdżenia rowerem? Zlikwidować ścieżki rowerowe i wywalić wszystkich cyklistów na jezdnię?

…o trójkołowcach na plaży miejskiej nie wspomnę. Mało było wypadków?

Byłem również świadkiem, gdy jakiś motocyklowy kretyn pędził slalomem po zakorkowanej obwodnicy. Samochodów jadących tam z ponad setką na zegarze też nie brakuje. Co postulujesz? Zlikwidować ruch samochodowy? Zabronić jeżdżenia wszystkim motocyklistom?

Na odcinku od wyjścia z kanału do mniej więcej połowy odcinka pomiędzy Strandą i wyspą Dębowa Górka jest ograniczenie prędkości. Jeżeli ktoś przepisy łamie, to należy go ukarać, a nie stosować odpowiedzialność zbiorową.

Od białej boi do Dębowej Górki jest oznakowany tor wodny, na którym nie ma żadnych ograniczeń i motorowodniacy mogą zgodnie z prawem rozwijać dowolne prędkości. Jezioro jest dla wszystkich.

Mało tego. Po lewej stronie jest (niebezpieczny w tym miejscu) wyznaczony akwen do holowania narciarzy. Niestety holując tam narciarza (bo w innym miejscu legalnie nie wolno), często spotykam niedouczonych żeglarzy wymuszających pierwszeństwo.

Szukający ciszy na Kisajnie mają alternatywny szlak - Łabędzi Szlak za wyspami. Motorówek i wszelkich innych pływadeł jest tam zdecydowanie mniej. Gdyby ktoś złożył taki wniosek - jestem za tym, aby tam uchwalić strefę ciszy i wszystkie motorówki wygonić na tor wodny. Kompetencje w tym zakresie ma Rada Powiatu.

Natomiast nie ma zgody na żaden ekstremizm.

 
fuledzki
wojciech łukowski

1,241

2017-09-16 07:51:09

Myślę, że jednak bez zmiany w głowach, zmian mentalnych się nie obejdzie. A one trwają i wcale nie muszą iść w kierunku radości ze spokojnego korzystania z naszych wód i ścieżek rowerowych. Swoją drogą od czasu do czasu na chodniku w Giżycku mija mnie rowerzysta z dużą prędkością, ocierając się o mnie. Wtedy ze zgrozą myślę, co by się stało, gdybym wykonał jakiś niewielki ruch, postanowił skręcić.
Z drugiej strony np. zakaz używania skuterów wodnych być może za wyjątkiem wydzielonego akwenu gdzieś na peryferiach Niegocina byłby też dobrym rozwiązaniem.